Joseph "Flaszka" Rutherford

 

Szatan kryje się za wszystkiemi rzeczami złemi. On jest uosobieniem zła. Więc skąd prohibicja może być dziełem Szatana? Św. Paweł powiada: "Boć Szatan sam przemienia się w anioła światłości. Nie wielka tedy, jeżeli też słudzy jego przemieniają się, jakoby byli sługami sprawiedliwości." (2 Do Koryntów 11:14,15) [Strażnica z 15 listopada 1924, s.2]

 

Joseph Franklin Rutherford, następca Charlesa Taze Russella na stanowisku prezesa Towarzystwa Strażnica, najbardziej znany jest z przekształcenia autonomicznych zborów Badaczy Pisma Świętego w autorytarną i hierarchiczną organizację, której osobiście nadał nazwę Świadkowie Jehowy. Znany był też z ostrych wypowiedzi potępiających inne chrześcijańskie kościoły oraz systemy polityczne, osobliwej interpretacji Biblii oraz wielu niespełnionych proroctw. A jakim człowiekiem był prywatnie?

Z wielu dostępnych świadectw, wspomnień i opracowań wynika, że przez co najmniej 1/3 swojego życia miał jedno wielkie upodobanie - lubił mocno popijać. W poniższym opracowaniu odniesiemy się do przede wszystkim do wypowiedzi osób, które znały Rutherforda osobiście lub tych, które podzieliły się swoją wiedzą w tym temacie zaczerpniętą od krewnych lub przyjaciół współpracujących z Sędzią. Byli to ludzie zazwyczaj wysoko postawieni w Organizacji Strażnicy, a ich spostrzeżenia odnośnie pijaństwa Rutherforda są nad wyraz zgodne, dlatego nie ma powodu, by w nie wątpić. Inne potwierdzające to wnioski można wyciągnąć z literatury Towarzystwa Strażnica.

Wspomnienia Edwarda J. Forda

Edmond C. Gruss w swojej książce Jehovah's Witnesses: Their Claims, Doctrinal Changes, and Prophetic Speculation (str.218) opisuje rozmowę, jaką w 1996 roku odbył z Edwardem J. Fordem Jr., który był Świadkiem Jehowy ponad cztery dziesięciolecia i przez wiele lat pracował w Biurze Głównym Towarzystwa w Brooklynie:

Gdy zapowiedzi o powrocie książąt i inne wydarzenia mające mieć miejsce w 1925 roku nie doszły do skutku, wielu opuściło ten ruch, a osoby z jego otoczenia zauważały, że Rutherford już nigdy nie był taki jak zawsze. Zaczął "pić bez umiaru", a gdy się upił "członkowie personelu biura głównego odczuwali na sobie jego złość wyrażaną wulgarnym językiem. Długoletni pracownicy mówili, że jego pijaństwo było maskowane - jak tylko było to najbardziej możliwe - przez współpracujących z nim Fredericka W. Franza i Nathana H. Knorra. To oni byli tymi, którzy wykazali błyskotliwość w manipulacji. Poradzili sobie z pogrążającym się w oparach pijaństwa Rutherfordem i jego nieobliczalnym zachowaniem namawiając go, by wybudował sobie dom w Kalifornii, w którym spędzi resztę życia 'tworząc w słońcu'".

Edward J. Ford Jr. był Świadkiem przez ponad cztery dziesiąciolecia. Wiele lat pracował też w Betel Biura Głównego w Brooklynie. Wspomina rozmowy, jakie odbył ze swoim ojcem (również Świadkiem) oraz swoje własne kontakty z ludźmi przewodzącymi Towarzystwu Strażnica. A. H. Macmillan, który usługiwał w Biurze Głównym za rządów trzech kolejnych prezesów i był "znany wśród świadków Jehowy na całym świecie", często gościł podczas weekendów w domu Forda. Chociaż Macmillan był człowiekiem lojalnym organizacji i oddany Rutherfordowi, to "był krytycznie nastawiony do jego pijaństwa i nieracjonalnych wybryków". Krótko po śmierci Rutherforda Macmillan powiedział ojcu Forda, że powodem wybudowania Bet-Sarim "nie było nic innego jak usunięcie pijącego i staczającego się Rutherforda z Brooklynu". Potwierdził mu to później także radca prawny Towarzystwa Hayden Covington, który nadzorował dział prawny, a po śmierci Rutherforda został wybrany na stanowisko wiceprezesa. Covington "zacytował Franza mówiącego, że 'wybudowali sędziemu dom daleko w Kalifornii tylko po to, żeby pozbyć się go z Betel'". Powiedział mu także, iż to Franz był tym, który "spreparował zadowalającą historyjkę (…) mówiąc, że dom był przeznaczony dla starożytnych proroków mogących powrócić 'każdego dnia' w mającym nastąpić przed Armagedonem zmartwychwstaniu".

Pamiętać należy, że wspomniani powyżej prominenci Towarzystwa Strażnica - Alexander H. Macmillan i Hayden Covington - nie byli żadnymi "opozycjonistami" czy "odstępcami", ale ludźmi przez całe życie popierającymi Organizację. Nie mieli zatem najmniejszego interesu, by kłamać bądź rozpowszechniać złośliwe pogłoski. Macmillan był słynnym apologetą ŚJ i czołowym poplecznikiem Rutherforda. Napisał on także z gruntu wybielającą i popierającą WTS książkę Faith on the March (Pochód wiary). Z kolei Covington był szeroko znanym adwokatem walczącym o prawa Świadków Jehowy, który reprezentował Towarzystwo Strażnica podczas wielu rozpraw przed Sądem Najwyższym USA i przez szereg lat zajmował czołowe stanowiska w Organizacji. Cytowana wypowiedź brzmi nieco ironicznie w jego ustach, gdyż sam Covington był praktykującym alkoholikiem, a nawet swego czasu został za to wykluczony. Jednakże stanął na nogi i "umarł w wierności".

"Obłudnik" Walter F. Salter

Walter F. Salter z Kanady był osobą powszechnie znaną i poważaną w społeczności Badaczy Pisma Świętego już od czasów Russella. Cieszył się też zaufaniem Rutherforda, który wkrótce po objęciu urzędu prezesa WTS powierzył Salterowi nadzorowanie kanadyjskiego Biura Oddziału. Pełnił tą funkcję blisko 20 lat. Na początku lat 1930-tych Salter odczuwał coraz większe rozgoryczenie nieustannymi zmianami doktrynalnymi i organizacyjnymi, których nie potrafił pogodzić z Pismem i dawał temu publiczny wyraz komentując biblijne manipulacje Rutherforda oraz jego wystawny styl życia. "Sędzia" natychmiast wszczął propagandową akcję przeciwko nielojalnemu bratu i doprowadził do usunięcia go z urzędu nadzorcy Biura w Kanadzie, a następnie za jego poduszczeniem w 1937 roku zbór w Toronto wykluczył Saltera ze społeczności. Na odchodne Salter wysłał do Rutherforda list otwarty, w którym obnażył jego 'niechrześcijańskie' poglądy i postępowanie. Nie zawahał się też opisać wybryków, jakich dopuszczał się Rutherford i jego najbliżsi współpracownicy:

Ja, na twoje polecenie dokonywałem zakupu całych skrzynek whiskey, po 60.00 $ za skrzynkę, oraz skrzynek brandy i innych wysokoprocentowych alkoholi, że nie wspomnę już o niezliczonych skrzynkach piwa. Nie wystarczała jedna czy dwie butelki trunku; były to dostawy dla PREZESA, a dla PREZESA nic nie było zbyt dobre. Był ulubieńcem niebios, dlaczego więc nie miałby on mieć wszystkiego, co zaspokoiłoby jego pragnienie wygody.

Salter nie czynił zarzutów o samo picie alkoholu ale o nadmierne jego spożywanie, i przyznał się do własnej roli w sprowadzaniu mocnych trunków z Kanady (najprawdopodobniej w czasach prohibicji). Oficjalną odpowiedź wobec tego listu opublikował Clayton J. Woodworth w Golden Age z 5 maja 1937 roku, ss.498-504. Nie zakwestionował on prawdziwości wypowiedzi Saltera, lecz usiłował raczej usprawiedliwić nadużywanie alkoholu przez Rutherforda:

Nie jest niczym nowym, że Jezusa i Jego naśladowców posądzano o bycie nieopanowanymi pijakami. Czy takie oskarżenie w jakikolwiek sposób wpłynęło na relacje Jezusa z Jego niebiańskim Ojcem? Ani na jotę. Dlaczego Jezus używał wina? Znajdował się w wielkim wyczerpaniu nerwowym. A ono dostarczało mu doskonałych substancji odżywczych, natychmiast przyswajalnych. Pewien kręgarz, masujący w tym samym czasie Sędziego Rutherforda oraz piszącego te słowa, gdy zobaczył plecy sędziego cierpiącego na ankylozę (sześć kręgów zrośniętych na skutek przebytego zapalenia płuc) powiedział do niego "Jesteś cudem łaski Bożej". Zaraz potem powiedział do autora tego tekstu - "On dźwiga brzemię, które ciebie by całkowicie przygniotło". Przeczytajcie ten akapit dwukrotnie i wyciągnijcie z tego wnioski, wy wszyscy obłudnicy, którzy pragniecie pozostać obłudnikami do końca. Odbierzecie swoje pragnienia i swoją nagrodę. (str. 500)

Warte odnotowania jest to, że Woodworth, który używa w swojej polemice ostrych słów i nie waha się zarzucić Salterowi kłamstwa, w tej sprawie przyznaje rację wypowiedziom Saltera, niemniej usprawiedliwia nadmierne korzystanie z alkoholu przez Rutherforda (1) porównując Rutherforda do Jezusa, oraz (2) podając medyczną przyczynę spożywania przez niego alkoholu. Wyzywa Saltera od obłudników nie z powodu ujawnienia faktu o pijaństwie Rutherforda, ale ze względu na doszukiwanie się w tym jakiejś wady charakteru. (Pisał w liczbie mnogiej, gdyż wraz z Salterem odeszło wówczas 7 innych członków Betel w Kanadzie.) Ponieważ Woodworth znany był z bezkompromisowego zachowania i ostrych wypowiedzi wobec swoich adwersarzy, dlatego to jego milczące przyznanie ogromnie uwiarygodnia słowa Saltera. Woodworth wskazuje, że Rutherford na własną rękę leczył się z bólu (gdyż cierpiał z powodu "wielkiego wyczerpania nerwowego" niczym Jezus), a z tego wynikałoby z kolei, iż jego kręgarz z San Diego o nazwisku Alta Eckols przepisał mu alkohol jako lek na jego dolegliwości. Wypowiedzi Woodwortha sugerują jakoby Rutherford wierzył, że ilość wypijanego przez niego alkoholu nie była nadmierna biorąc pod uwagę jego poważne dolegliwości fizyczne. Byłaby zapewne nadmierna dla przeciętnego człowieka, który nie cierpiał bólu tak jak Rutherford, ale Rutherford najwyraźniej mniemał, że jego stan usprawiedliwia picie sporych dawek alkoholu mających poprawiać jego samopoczucie, oraz że Bóg czyni wyjątek dla jego braku umiaru.

Zgorszeni: Olin Moyle i jego rodzina

Olin R. Moyle to kolejna postać z najwyższych szczebli Towarzystwa Strażnica, która rzuciła sporo światła na zakulisowe życie Josepha Rutherforda i innych Betelczyków. Moyle przyłączył się do Badaczy Pisma Świętego zrzeszonych wokół Russella około 1910 roku. Ze względu na swoje staranne prawnicze wykształcenie w roku 1935 został wraz z żoną Phoebe i synem Peterem zaproszony do Biura Głównego w Brooklynie aby wspierać powołany właśnie do istnienia dział prawny w rozlicznych sprawach sądowych, jakie toczyli w USA Świadkowie Jehowy o wolność głoszenia swoich wierzeń. Rutherford i Moyle wspólnie reprezentowali Towarzystwo Strażnica w wielu procesach, mogli zatem doskonale się poznać.

Po czterech latach pobytu w Betel rodzina Moyle'a była do tego stopnia zniesmaczona, czy wręcz zgorszona panującą tam atmosferą i zachowaniem Rutherforda, iż w 1939 roku postanowili opuścić Biuro Główne. Moyle czując większą lojalność wobec społeczności Świadków aniżeli względem Rutherforda zdecydował się wystosować list otwarty, w którym opisał szereg skandalicznych spraw będących codziennością w Betel. Na temat picia alkoholu napisał do Sędziego następujące słowa:

Pod twoją kuratelą doszło do wybujałego zachwalania alkoholu i potępiania zupełnej abstynencji, która jest niestosowna. Nie jest moją sprawą to, czy jakiś sługa Jehowy pije napoje alkoholowe, za wyjątkiem podania pomocnej dłoni bratu, który się w tym potyka. Także to, że ja jestem zupełnym abstynentem nie jest niczyją sprawą, a jedynie moją własną. Ale nie tak się rzeczy mają w Betel. Wydaje się, że jest jakaś określona polityka wdrażania nowoprzybyłych w korzystanie z trunków, a kiedy ktoś nie chce się do tego przyłączać okazywana mu jest niechęć. Ukuto nawet powiedzienie "Nikt nie może być prawdziwym Betelczykiem jeśli nie pije piwa". Wkrótce po naszym przybyciu pojwiły się aroganckie komentarze: "nie zdziałamy już zbyt wiele z Moylem, ale możemy zrobić mężczynę z Petera". Pewien brat z Nowego Jorku dał do zrozumienia, że nie byłem w harmonii z prawdą i Towarzystwem ponieważ nie piłem alkoholu. Siostra z Nowego Jorku wspomniała, że nigdy nie używała napojów alkoholowych ale podawała je kilku chłopakom z Betel, którzy na to nalegali. Inny brat nadużywał niegdyś alkoholu, a po przyjęciu prawdy został całkowitym abstynentem. Wiedział, że nawet jeden kieliszek trunku może spowodować u niego nawrót do poprzedniego nawyku picia, lecz mimo tego braterstwo z Betel nalegało, by pił z nimi alkohol, po czym doszli do wniosku, że odmawiając nie pozostaje w zgodności z organizacją. Osoby niepijące zaszufladkowano jako słabeuszy. Sam publicznie przypiąłeś abstynentom etykietkę świętoszków i dlatego musisz być świadomy swojej swojej dozy odpowiedzialności za wybryki członków rodziny, które są niczym hołd składany Bachusowi.

Jak widzimy, Moyle nie owijał sprawy w bawełnę - krótko, jasno i rzeczowo opisał panującą za czasów Rutherforda sytuację w Biurze Głównym. Całą sprawę można streścić znanym powiedzeniem, że "ryba psuje się od głowy". Skoro pił sam Rutherford, inni widząc to czuli się zachęceni do podobnego postępowania. Jak nietrudno się domyśleć, Sędzia Joe wpadł w szał. W najbliższym wydaniu The Watchtower z 15 października 1939 roku na stronach 316-317 ukazała się obszerna odpowiedź Rutherforda, w której zarzuca mu "fałsz, kłamstwa i paskudne pomówienia". Jednak poza ogólnikami nie odniósł się do żadnego zarzutu z listu Moyle'a. Zrobił natomiast to samo, co w przypadku Saltera: za pomocą nacisków, intryg i wrogiej propagandy doprowadził do wykluczenia Moyle'a ze społeczności Świadków Jehowy. Tego było dla Moyle'a za wiele - w 1940 roku wytoczył Rutherfordowi i Towarzystwu Strażnica proces o publiczne zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych, który zresztą wygrał.

Z zapisków sądowych opublikowanych później w książce Olin Moyle Trial wyłaniają się kolejne dowody rozpasanej atmosfery w Biurze Głównym. Podczas protokołowanych zeznań wielokrotnie pojawiały się odniesienia do picia w Betel. Moyle opisywał sądowi przypadki nowych Betelczyków, którzy wpadali w nałóg upijania się piwem (s. 359) oraz częste wieczorne spożywanie piwa i "czegoś mocniejszego" przez personel drukarni (s. 360). Wspomniał incydent z pewnym pijanym w sztok drukarzem, który późno w nocy uruchomił dzwonek alarmowy, co miało być dobrym żartem (ss. 361,362). Z kolei jego żona, Phoebe Moyle, opowiedziała o mnóstwie pustych butelek po wódce i whiskey w pokojach Betel, które usuwała w ramach swoich obowiązków sprzątaczki (s. 1587); mówiła też, że kilku braci w windzie szydziło z niej kiedyś z tego powodu, gdyż nie musi przynosić własnej wódki (s. 186). Olin przywołał podobny przypadek w windzie, kiedy "wsiedli tam rozbawieni chłopcy robiąc aluzje, że chcieliby siedzieć w beczce piwa i jak miło by było mieć beczkę piwa" (s. 359).

Jeszcze po latach syn Olina, Peter Moyle, napisał, iż "tajemnicą poliszynela - aczkolwiek starannie 'maskowaną' - było także to, że Rutherford lubił swoje kobiety i swoją whiskey" (United Israel Bulletin z grudnia 1972).

Sędzia na mównicy

James Penton w książce Apocalypse delayed (wyd. 1997) powołuje się na powyższe i inne przykłady, świadczące o nadużywaniu alkoholu przez Rutherforda:

Chociaż Świadkowie Jehowy zrobili wszystko co możliwe aby ukryć doniesienia o nałogowym piciu Sędziego, to są one jednak zbyt powszechnie znane, by im zaprzeczyć. Byli pracownicy Biura Głównego Towarzystwa Strażnica w Nowym Jorku opowiadali o jego nietrzeźwości i pijackim zamroczeniu. Inni wspominali, jak trudno z powodu upojenia było mu czasem wejść podczas konwencji na podium by wygłosić wykład. W San Diego, Kalifornia, gdzie spędzał zimy od 1930 roku aż do swojej śmierci, pewna starsza pani jeszcze po latach opowiadała, jak sprzedawała mu spore ilości mocnych alkoholi, kiedy przychodził do sklepu jej męża kupować lekarstwa. Lecz chyba najbardziej obciążające go sprawozdanie o nieumiarkowanym piciu zawarte jest w liście otwartym skierowanym do niego przez byłego nadzorcę kanadyjskiego biura Strażnicy Waltera Saltera.

Przez długie lata Salter był bliskim przyjacielem i powiernikiem sędziego, lecz w 1936 roku zerwał z nim ze względu na kwestie doktrynalne i został wykluczony. W związku z tym 1 kwietnia 1937 roku opublikował list odnoszący się do powyższych kwestii, który był uszczypliwym osobistym oskarżeniem Rutherforda i który jako jedyny w swoim rodzaju jest całkiem trafny. Salter oznajmił w nim, że kupował prezesowi Strażnicy "whiskey, po 60.00 $ za skrzynkę" oraz "skrzynki brandy i innych wysokoprocentowych alkoholi, żeby nie wspomnieć o niezliczonych skrzynkach piwa", a wszystko za pieniądze Towarzystwa. Aby nikt nie miał wątpliwości, że zakupów dokonywano dla kogoś innego, ten były nadzorca oddziału w Kanadzie dodaje: "Nie wystarczała jedna czy dwie butelki trunku; były to dostawy dla PREZESA, a dla PREZESA nic nie było zbyt dobre". Następnie po opisaniu wystawnego stylu życia Rutherforda, Salter mówi z gorzką ironią: "I, o Panie, jest on [Rutherford] tak mężny, a jego wiara w Ciebie tak wielka, że zamyka się w czterech ścianach albo dosłownie otacza się uzbrojonymi ochroniarzami i wykrzykuje swoje rojenia. (...) i wysyła nas od drzwi do drzwi byśmy stawali w obliczu wroga, podczas gdy sam krążąc od 'kieliszka do kieliszka' mówi nam, że jeśli nie będziemy chodzili, to zostaniemy zgładzeni". (ss. 72,73)

W dalszej części swojej książki James Penton zwraca uwagę na inne dowody:

Bardziej poważne jest ustawiczne spożywanie alkoholu. Pastor Russell, mężczyzna z kilkoma słabościami, był zrówno wegetarianinem, jak i abstynentem. Rutherford nie był ani jednym, ani drugim, i - jak ukazano powyżej - lubił się napić. Uważał on wprowadzoną w Stanach Zjednoczonych prohibicję za spisek Diabła i duchowieństwa, i publicznie ją potępiał. Tym samym po roku 1929, kiedy napiętnował cywilne rządy jako nie posiadające żadnej władzy od Boga, najwyżsi przedstawiciele Strażnicy w Brooklynie częstokroć nakłaniali osoby urzędujące w kanadyjskim biurze oddziału w Toronto do przemycania dla nich napojów alkoholowych przez granicę. Picie urosło zatem niemalże do rangi kultu 'machismo' w który zazwyczaj bardzo szybko wciągano nowych pracowników. Starzy Badacze Pisma Świętego, tacy jak Clayton Woodworth i Olin Moyle, sprzeciwiali się temu, a Nathan Knorr odmawiał wyjazdów w celu przerzutu rumu z Kanady. Ale sędzia nie był tą sprawą strapiony bardziej, niż jakąkolwiek inną. (s. 225)

W powyższym doniesieniu Penton odwołuje się w przypisach do rozmowy, jaką przeprowadził w kwietniu 1972 roku z Frankiem Wainrightem, późniejszym sekretarzem-skarbnikiem IBSA w Kanadzie, podczas której Wainright potwierdził nielegalne sprowadzanie alkoholu z kanadyjskiego biura oddziału do Betel w czasie prohibicji. Penton rozmawiał także z Carlem Prosserem z Winnipeg w prowincji Manitoba, który w 1927 roku uczestniczył w konwencji w Toronto, gdzie Rutherford zaatakował Wielki Biznes. Według Prossera Rutherford był tak pijany, że obsługa miała spory kłopot z doprowadzeniem go za mównicę, ale kiedy już się tam znalazł, dzielnie wytrwał do końca przemówienia. Poza tym, Penton spotkał się z pewnym mężczyzną, który swego czasu należał do zboru Buffalo w stanie Nowy Jork i był w posiadaniu zdjęcia zrobionego Rutherfordowi w Europie, gdzie pozował on przy beczce z winem. Podobna w wymowie jest dobrze znana fotografia (zamieszczona na początku tego artykułu) Rutherforda z beczułką piwa.

Podsumowując kwestię nadużywania alkoholu w Biurze Głównym Penton pisze:

Po śmierci Rutherforda w dalszym ciągu powszechne było picie w Betel, a czołowi przedstawiciele Strażnicy, którzy mogli sobie na to pozwolić, mieli dobrze zaopatrzone w drogie trunki barki. Nawet mający głowę do interesów i trzeźwo myślący Nathan Knorr jest wciąż wspominany przez Betelczyków, misjonarzy Strażnicy i jego dawnych bliskich przyjaciół z powodu częstowania wybranych gości 20-letnią Bell Scotch Whiskey. Spożywanie alkoholu miało zatem poważne znaczenie w podtrzymywaniu więzi w Betel i pomiędzy licznymi pracownikami, wliczając w to ludzi na najwyższych urzędach w Strażnicy, którzy pili zasadniczo dla towarzystwa. (s. 225)

"Najlepszy klient"

Wróćmy raz jeszcze na chwilę do książki Edmonda Grussa Jehovah's Witnesses: Their Claims, Doctrinal Changes, and Prophetic Speculation, który poszerza jedną z informacji podanych powyżej przez Pentona. Chodzi o sprzedawczynię z San Diego, która często obsługiwała Rutherforda. Wiele lat później rozmawiał z nią niejaki Thomas E. Baumann i puścił w obieg jej słowa.

Swoje picie [Rutherford] kontynuował w Bet-Sarim, gdzie aż do śmierci spędzał zimy. "Pewna starsza pani jeszcze po latach opowiadała, jak sprzedawała mu spore ilości mocnych alkoholi, kiedy przychodził do sklepu jej męża kupować lekarstwa". W wywiadzie powiedziała - "Mieliśmy wówczas stoisko z alkoholem, a on był bez wątpienia jednym z naszych najlepszych klientów".

Rutherford a prohibicja

W latach 1919-1933 na mocy ustawy Senatu w Stanach Zjednoczonych wprowadzono prohibicję. Wiązała się ona z całkowitym zakazem produkcji, sprzedaży i transportu alkoholu na terenie całego kraju. W początkowych latach jej obowiązywania skuteczność egzekwowania zakazu była niewielka z powodu niewydolności systemu prewencyjnego, a miejsc gdzie można było nielagalnie się napić (lub nabyć alkohol) było tysiące. Wydaje się też, że sam Joseph Rutherford nie miał jeszcze wtedy zbyt wielkiego pociągu do nadużywania mocnych trunków i kwestia ta nie spędzała mu snu z powiek. Miał zresztą na głowie o wiele poważniejsze zmartwienia związane z zamieszaniem po śmierci Russella, opanowaniem rozłamowych zapędów w Towarzystwie, scentralizowaniem władzy i reorganizacją działalności po uwolnieniu z więzienia Zarządu WTS.

Jednak z biegiem lat, kiedy sytuacja w Organizacji zaczęła się stabilizować, a on sam stał się w niej "szefem" absolutnym, do głosu doszły jego osobiste poglądy, frustracje i ciemniejsza strona charakteru. W roku 1924 opublikował w Strażnicy obszerny artykuł potępiający prohibicję i wyrażający skrajne oburzenie wobec zakazu handlu alkoholem. Otwarcie napisał, iż prohibicja była intrygą wywołaną przez Diabła, a ludzie ją popierający, w rzeczywistości popierają Szatana. Zapoznajmy się z ciekawszymi wyjątkami tego materiału (całość możesz przeczytać tutaj):

Joseph F. Rutherford

*** The Watch Tower z 1 listopada 1924, ss.323-326 (Strażnica z 15 listopada 1924, ss.339-342) ***

Niedawno temu prezes naszego Stowarzyszenia odnośnie do osiemnastej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, które zabrania wyrobu, sprzedawania i transportowania napojów podniecających w granicach Stanów Zjednoczonych, która to poprawka znana jest jako prawo prohibicyjne, powiedział: "Prohibicja to wymysł Szatana", naturalnie odnosząc to do prawa powyżej wzmiankowanego. (...)

Pragnienie usunięcia z powierzchni ziemi napojów upajających i wogóle wszystkiego zła jest pragnieniem właściwem i słusznem. Wszyscy Chrześcijanie powinni z głębi duszy przyklasnąć takiemu pragnieniu. Ale wykonanie i uskutecznienie tego przyrzeczenia to znów druga i też ważna rzecz. Szatan wskazuje na drogę, na sposób, ale ta droga czy sposób, to kłamstwo i oszustwo. (...)

Szatan kryje się za wszystkiemi rzeczami złemi. On jest uosobieniem zła. Więc skąd prohibicja może być dziełem Szatana? Św. Paweł powiada: "Boć Szatan sam przemienia się w anioła światłości. Nie wielka tedy, jeżeli też słudzy jego przemieniają się, jakoby byli sługami sprawiedliwości." (2 Do Koryntów 11:14,15) W akcie prohibicyjnym występuje on jako anioł światłości; jego wykonawcy podobnie. Kłamstwo i oszustwo to metody postępowania Szatana. On jest bogiem tego złego świata i długo oszukiwał narody i oślepiał ich umysły, trzymając zdaleka od planu Bożego.

Szatan przekonał sfery przemysłowe, że kiedy odbierze się wódkę klasie pracującej, to wyjdzie to z pożytkiem dla bankierów, przemysłowców i kupców. Wielki kapitał, istotny czynnik kontrolujący polityką kraju, pozostający pod strażą niewidomego boga [Szatana], wziął się do zjednoczenia sił partji republikańskiej i demokratycznej, aby dopiąć swego celu. I łatwo mu było pozyskać kaznodziejów, którzy narobili dużo krzyku i hałasu, wiedząc o tem, że wielki kapitał i politykierzy w zamian pomoga im do ustanowienia królestwa na ziemi. (...)

Niemal równocześnie z powyższym materiałem z 1924 roku w Złotym Wieku ukazał się inny artykuł Rutherforda utrzymany w podobnym tonie. Zebrał w nim różne cytaty z prasy opisujące przypadki łamania prohibicyjnego prawa przez osoby publiczne i opatrzył następującym komentarzem:

*** Golden Age z 5 listopada 1924, s.83 ***

Na poniższych doniesieniach niech każdy sam rozsądzi, czy dowodzą one umieszczenia prohibicji w Ustawach zamiaru Bożego czy wymysłu diabła.

Wypowiedzi tego typu ukazywały się już od 1920 roku zarówno na łamach Strażnicy, jak i Złotego Wieku. I chociaż początkowo ograniczano się do zdawkowych wzmianek o nieskuteczności - czy wręcz szkodliwości - tej ustawy, to z każdym kolejnym rokiem, wypowiedzi Rutherforda stawały się coraz bardziej napastliwe, nieprzejednane i agresywne. Za utrudniony dostęp do alkoholu obwiniał wszystkich i wszystko. Robił to publicznie i bez skrępowania. Zachowywał się i wypowiadał, jak gdyby prawo prohibicyjne w największym stopniu dotknęło jego samego i odbierało mu jego "chrześcijańską wolność". Mało tego, wiele z tych artykułów publikowano jako tzw. "duchowy pokarm na czas słuszny" i zalecano studiować je w zborach.

*** The Watch Tower z 1 stycznia 1920, ss.3,4 (Strażnica z 15 stycznia 1920, ss.19,20) ***

Czyż więc bój nasz zasadza się na walce w sprawie prohibicyi alkoholowej i w sprawie tym podobnych rzeczy? Podczas gdy powinniśmy sympatyzować ze wszystkiem co jest dobre, to jednak zajmowanie się walką polityczną w sprawie zakazu handlem alkoholem nie jest bojem, o którym powiada Apostoł, kiedy nawołuje nas do bojowania dobrego boju wiary. Nie jest to również bój, do którego potrzebujemy pomocnej siły Pańskiej. Oprócz tego Szatan, nasz przeciwnik, jest naczelnikiem wszystkich polityków i zawsze zajmuje się czemś, co na pozór wydaje się dobrem i w ten sposób chce przyciągnąć chrześcian do walki po swojej stronie, aby ich odciągnąc od prawdziwego boju, do jakiego jesteśmy powołani jako armia Pańska. Systemy Babilońskie walczą teraz przeciwko handlowi wódką i w sprawie prohibicyi, a przecież wiemy, że specyalnie dzisiaj jest czas, w którym napominani są wszyscy chrześcijanie, aby oddzielili się od Babilonu, aby nie zajmowali się niczem takiem, w czem zamieszany jest Szatan i jego pośrednicy.

*** The Watch Tower z 1 maja 1930, s.136 (Strażnica z 1 lipca 1930, ss.200,201) ***

Historja każdego narodu jest splamiona ludzką krwią, która niesłusznie przelewa się przez całe stulecia, a za to wszystko odpowiedzialny jest Szatan. On to bowiem spowodował prześladowanie i śmierć wielu ludzi, a do tego wszystkiego posługiwał się rzekomymi wyznawcami Chrystusa. On nakłonił t. zw. chrześcijaństwo w Ameryce, by ustanowiło t. zw. prohibicyjne prawo, czyli zakaz używania upajających trunków, w skutek czego powstały skrajne obostrzania, oraz stosowania wszelkich niegodziwych czynów. Wielu niewinnych ludzi zostało zimno zamordowanych z powodu tego nierównomiernego prawa. Mimo tego t. zw. duchowieństwo obstaje i mówi ludziom, że to prohibicyjne prawo jest rzeczywistem prawem Bożym.

Wybierasz prohibicję czy proroctwo?

Nakładem Towarzystwa Strażnica w 1930 roku ukazała się broszura Prohibition and League of Nations - Born of God or the Devil, Which? (Prohibicja oraz Liga Narodów - pochodzi od Boga czy od Diabła?), zawierająca przemówienia Rutherforda wygłoszone przez niego na serii kongresów w maju tegoż roku. Treść tych odczytów obracała się wokół potępiania stowarzyszeń i organizacji, które zainicjowały prawo prohibicyjne w USA. W podsumowaniu swoich poszczególnych wywodów stwierdził:

*** Prohibition - Born of God or the Devil?, 1930, ss.17,30 ***

Dlatego też bez wahania mówię, że prohibicja w Ameryce jest intrygą Szatana Diabła, celem której jest odstręczanie ludzi od Jehowy Boga. (...)

Jestem pewny, że za całym projektem prohibicji stoi inspiracja Szatana i że jego zamiarem jest używanie skazanej na niepowodzenie prohibicji do odwrócenia ludzi od Jehowy Boga.

Ilustracja obok pochodzi z cytowanej powyżej broszury Prohibition i zawiera wezwanie "Hipokryzja czy Proroctwo? Musisz wybrać pomiędzy tymi dwoma." Z lewej strony odmalowano przedstawiciela tzw. "Ligii Anty-Salunowej" (Anti-Saloon League), która zrzeszała duchownych różnych wyznań oraz wysokich urzędników państwowych i była zwolennikiem absolutnej prohibicji w USA, natomiast z prawej ukazano "Świętego Proroka Bożego" i posłużono się cytatem z biblijnej Księgi Amosa 9:13,14: "Sadzić też będą winnice, i wino z nich pić będą".

Od roku 1929 (kiedy jego choroba alkoholowa najwyraźniej się pogłębiła) starał się za pomocą dziwacznych argumentów usprawiedliwiać osoby nadużywające trunków. O ludziach upijających się (i dopuszczających się innych grzechów) oświadczył na przykład tak:

*** The Watch Tower z 15 marca 1929, ss.93-95 ***

Ludzie, którzy popełniają takie występki są grzesznikami, jednakowoż nie są oni największymi niegodziwcami na świecie; ani nie są największymi wrogami Boga. W wielu przypadkach nie są oni wogóle wrogami Boga, lecz są ofiarami okoliczności, otoczenia, albo niewystarczającego wykształcenia i przysposobienia. Częstokroć są oni skrępowani cielesnymi słabościami przez które brak im sił do stawiania oporu. (...)

Miliony tych, którzy dopuszczają się przestępstwa kradzieży, kłamania, morderstwa, cudzołożenia i innych podobnych rzeczy, nie mają pragnienia przeciwstawiać się albo zniesławiać Boga. Są oni wrogami samych siebie, a czasami, niezamierzenie, wrogami swoich bliźnich. Są grzesznikami; ale nie są niegodziwcami, gdyż ich serca nie są niegodziwe. (...)

Bóg lituje się nad grzesznikami i traktuje ich pobłażliwie dla ich słabości i ich niewiedzy.

Czy nie brzmi to jak wyznanie alkoholika, który co prawda jest świadomy swojego stanu, ale jednocześnie próbuje wszelkimi sposobami usprawiedliwić swój nałóg przed innymi? Czy Bóg faktycznie traktuje pobłażliwie pijaństwo tylko dlatego, że ktoś zasłania się okolicznościami lub cielesną słabością? Jeszcze bardziej zaskakujące jest przeinaczanie przez Rutherforda wypowiedzi biblijnych, najwyraźniej w celu uspokojenia sumienia swojego i jemu podobnych. Zwróćmy uwagę na poniższy cytat ze Strażnicy, gdzie argumentuje on, iż notoryczne pijaństwo jest występkiem pomniejszej wagi, przez co jest u Boga przebaczalne, a traktowanie tego w kategoriach grzechu jest wymysłem Diabła.

*** The Watch Tower z 1 września 1929, s.271 (Strażnica 1 grudnia 1929, s.363) ***

Uleganie odziedziczonej lub otrzymanej słabości ciała nie jest grzechem na śmierć, jednakowoż djabeł skłonił wszystkich do wierzenia, że kłamanie, kradzież, przeklinanie, cudzołożenie, opicie się lub stracenie swej kontroli albo też jakiegokolwiek innego przestępstwa z długiej linji cielesnych słabości, stanowi grzech na śmierć. Takowe jest kłamstwem: Owszem, Pismo Św. wskazuje, że wszystkie te rzeczy są przebaczalne. Ono także wyjaśnia dlaczego Dawid nazywany był mężem według serca Bożego. Serce jego było lojalne, lecz ciało słabe.

Powyższe twierdzenia stoją w jaskrawej sprzeczności z apostolskim nauczaniem, chociażby tymi słowami:

1 Koryntian 6:9,10 [Komentarz żydowski do Nowego Testamentu]

Nie łudźcie się — ludzie, którzy współżyją przed małżeństwem, którzy czczą bałwany, którzy już po ślubie współżyją z kimś, kogo nie poślubili, którzy czynnie lub biernie uprawiają homoseksualizm, którzy kradną, są chciwi, upijają się, lżą, rabują — nikt z nich nie będzie miał udziału w Królestwie Bożym.

"Sędzia" Rutherford w swoim zadufaniu "niewolnika wiernego i roztropnego" i "jedynego kanału łączności pomiędzy Bogiem a ludźmi" - za jaki się uważał - nie chciał dostrzec tego oczywistego przekazu z Pisma Świętego, gdyż świadczył on przeciwko jego postępowaniu.

Sędzia w Bet-Sarim

W początkowej części tego artykułu zacytowano słowa Alexandra Macmillana o prawdziwych powodach wybudowania Rutherfordowi w 1929 roku rezydencji w Kaliforni zwanej Bet-Sarim (Dom Książąt). Powiedział on, że pozostałym członkom Zarządu Towarzystwa Strażnica chodziło przede wszystkim o "usunięcie pijącego i staczającego się Rutherforda z Brooklynu". Także Frederick Franz (który został później czwartym prezesem WTS) w prywatnych rozmowach nie krył faktu, iż "wybudowali sędziemu dom daleko w Kalifornii tylko po to, żeby pozbyć się go z Betel". W związku z tym Franz wdrożył w życie pewien plan, mianowicie "spreparował zadowalającą historyjkę (...) mówiąc, że dom był przeznaczony dla starożytnych proroków mogących powrócić 'każdego dnia' w mającym nastąpić przed Armagedonem zmartwychwstaniu". Było to posunięcie o tyle sprytne, że upieczono kilka pieczeni na jednym ogniu: (1) pozwoliło to podtrzymać w Rutherfordzie i innych Świadkach nadzieję na rychłe zmartwychwstanie starożytnych patriarchów i proroków (która to przepowiednia nie ziściła się w 1925 roku), (2) przychylić się do zaleceń lekarzy, by Rutherford po ciężkiej chorobie płuc spędzał jak najwięcej czasu w ciepłym klimacie, oraz (3) pozbycie się go z Brooklynu wraz z jego coraz bardziej widocznym uzależnieniem od alkoholu.

Publikacje Strażnicy odnoszące się do Bet-Sarim starannie unikały podawania jakichkolwiek szczegółów z prywatnego życia Rutherforda. Ogólnikowo pisano, że zajmował się on pisaniem książek, broszur i artykułów do Strażnic. Poniekąd było to prawdą, gdyż Rutherford był nadzwyczaj płodnym autorem. Za wszelką cenę jednak starano się ukryć fakt, że "Sędzia" przeprowadził się tam sam, bez żony i syna, których porzucił, że otaczał się powabnymi sekretarkami, że żył w luksusie, o jakim większość Świadków mogła jedynie pomarzyć, i że regularnie dowożono mu do Bet-Sarim samochody wyładowane mocnymi trunkami. Wszystko to, rzecz jasna, za pieniądze Towarzystwa.

Jedyną ciekawą wzmiankę o trybie życia Rutherforda podczas pobytu w Bet-Sarim znajdujemy w Roczniku Świadków Jehowy - 1975, gdzie napisano:

*** Yearbook 1975, s.192 ***

Siostra Hazel Burford była jedną z pielęgniarek, które opiekowały się bratem Rutherfordem pod koniec jego choroby w Bet-Sarim, dokąd go przewieziono w listopadzie 1941 roku. Oto jej relacja: "Nie nudziło się nam, bo w ciągu dnia spał, a później całą noc zajmował się sprawami Towarzystwa i trzymał nas na nogach".

Czyż nie jest to interesujące? Przesiadując w nocy nad harmonogramem zadań (kiedy jego służący i goście spali) mógł bezpiecznie folgować sobie z butelkami radującymi jego serce. Kiedy spadał pod stół mógł zamykać drzwi na klucz, spać do oporu i nikt o niczym nie wiedział.

Podsumowanie

Joseph F. Rutherford zmarł 8 stycznia 1942 roku na nowotwór okrężnicy. Współczesna medycyna jest zgodna co do tego, że alkohol spożywany regularnie i w dużych ilościach to jeden z podstawowych czynników sprzyjających rozwojowi raka jelita grubego. Czy u Rutherforda było podobnie? Pewności nie ma, ale jest to bardzo prawdopodobne. A jak przyjęto wiadomość o jego śmierci? Zapewne wielu pracowników Betel odetchnęło z ulgą, na co wskazywałyby poniższe wspomnienia:

*** Świadkowie Jehowy - głosiciele, 1995, s.89 ***

Jak w Betel przyjęto wiadomość o jego śmierci? "Nigdy nie zapomnę dnia, w którym się dowiedzieliśmy o odejściu brata Rutherforda" — wspomina William A. Elrod, który przez dziewięć lat należał do rodziny Betel. "Było to w południe, gdy rodzina zebrała się na posiłek. Podano tylko krótki komunikat. Nie było żadnych przemówień. Nikt nie wziął dnia wolnego z okazji żałoby. Przeciwnie, wróciliśmy do drukarni i pracowaliśmy ciężej niż kiedykolwiek".

Co ciekawe, w jego pogrzebie uczestniczyły tylko cztery osoby, zupełnie z nim nie spokrewnione. Zabrakło żony (z którą od blisko 20 lat był w separacji) oraz syna (który mimo iż wcześniej był zaufanym współpracownikiem Russella, w czasie prezesury ojca całkowicie odciął się od Organizacji). Ponieważ władze miasta San Diego odmówiły zgody na pochowanie go w Bet-Sarim, ciało Rutherforda przewieziono do nowojorskiego cmentarza na Staten Island, gdzie WTS miało wykupiony kawałek gruntu, i pod osłoną nocy zakopano go w nieoznakowanym grobie, o którego istnieniu nikt nie pamięta ani nie odwiedza. Tak zakończył swój "ziemski bieg" człowiek, który wymyślił i stworzył Organizację Świadków Jehowy.

W świetle wszystkich przedstawionych powyżej faktów i okoliczności żenująco wyglądają współczesne usiłowania Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy wybielenia jego wizerunku i odmalowywania go jako człowieka pokornego, skromnego, kochającego Prawdę i Chrystusa oraz odznaczającego się wysokimi miernikami moralnymi.

*** Strażnica z 1 sierpnia 1994, s.23 ***

W przeciwieństwie do przywódców wielu innych organizacji religijnych brat Rutherford reprezentował najwyższe wartości duchowe i moralne.

Rutherford był osobą powszechnie nielubianą, apodyktyczną, wulgarną, kochającą luksus, splendory i kobiety, a nade wszystko miłującą alkohol, który doprowadził go do wyobcowania, psychicznej i fizycznej degrengolady oraz pogardy nawet ze strony najbliższych współpracowników.

Ding-Dong! The Witch Is Dead