Polityka zabijania dzieci trwa

autor: Marek Boczkowski

 

Dnia 9 marca 1998 roku weszło w życie porozumienie zawarte przed Europejską Komisją Praw Człowieka pomiędzy Towarzystwem Strażnica a rządem Bułgarii (Application No. 28626/95). Stwierdzono tam między innymi:

II. Odnośnie stanowiska Świadków Jehowy względem krwi, wnioskodawca zobowiązuje sporządzić projekt oświadczenia, które stanie się częścią przepisów wykonawczych Świadków Jehowy w Bułgarii, mające na celu ich rejestrację, i określający iż:

2.1 - Będący Świadkami Jehowy pacjenci poddadzą się systemowi opieki zdrowotnej, zarówno oni sami, jak i ich dzieci; każdy członek ma prawo poddać się mu swobodnie według własnego uznania, bez jakiejkolwiek kontroli czy sankcji ze strony wnioskodawcy;

2.2 - działając zgodnie z bułgarskim prawodawstwem zdrowotnym, Chrześcijańskie Stowarzyszenie Świadków Jehowy w Bułgarii zobowiązuje się przestrzegać wymaganych przez nie ustaw, które obejmują:

2.2.1 - nie zaopatrywania osób nieletnich w dyrektywy zawierające odmowę transfuzji;

2.2.2 – co zaś tyczy się osób, które osiągnęły pełnoletniość, w zachowywaniu przepisów powyższej normy prawnej uwzględnia się wolność wyboru jednostki.

Raz jeszcze zwróćmy uwagę na paragraf 2.2.1 - "nie zaopatrywania osób nieletnich w dyrektywy zawierające odmowę transfuzji". Oznaczać to miało, że ochrzczonym i nieochrzczonym osobom nieletnim zakaże się posługiwania oświadczeniami o krwi. Czy tak się stało? Poniższa analiza wytycznych Towarzystwa Strażnica skierowanych w kolejnych latach do swoich członków pokazuje, że zawarte w Strasburgu porozumienia było jednym wielkim oszustwem ze strony Organizacji Świadków Jehowy, co w dalszym ciągu skutkuje skazywaniem na śmierć ich dzieci.

Trochę historii

Aby uzyskać pełen obraz stanowiska jakie prezentowało Towarzystwo Strażnica wobec leczenia dzieci krwią, należy w tym momencie sięgnąć do ich wcześniejszych wypowiedzi:

*** Awake! z 22 stycznia 1958, s.23 [Strażnica nr8 z 1960, s.17] ***

Czy pozwolilibyście swemu dziecku raczej umrzeć, zamiast dać mu krew, która mogłaby je uratować?

Żądałbym od lekarzy, żeby z wyjątkiem przetoczenia krwi uczynili wszystko, co tylko jest możliwe, by uratować mojemu dziecku życie. Jestem przed Bogiem odpowiedzialny za życie swego dziecka, bo sprowadziłem je na świat. To jednak nie oznacza, jakoby mi wolno było zmuszać dziecko do naruszenia prawa Bożego dlatego tylko, że ono jest pod moją opieką i nie może mi się przeciwstawić.

*** The Watchtower z 15 kwietnia 1970, s.249 [Strażnica nr1 z 1971, s.19] ***

Załóżmy, że czyjejś żonie lub dziecku grozi śmierć. Bez względu na to, o kogo z drogich nam osób chodzi, zastosowanie krwi byłoby pogwałceniem prawa Bożego. Sama okoliczność, że człowiek jest bliski śmierci, nie upoważnia nikogo do łamania przykazań Bożych. Kiedy ktoś jest bliski śmierci, nie pora na naciąganie czy przestępowanie prawa Bożego, ale raczej na jak najściślejsze zbliżenie się do Boga przez dochowanie Mu wierności. Nagrodą za wierność jest życie wiecznotrwałe. Jakże nierozsądne byłoby wystawienie na ryzyko nadziei życia wiecznego w zamian za niepewną obietnicę wyzdrowienia po transfuzji krwi!

*** Nasza Służba Królestwa, wrzesień 1992, ss.3-5 ***

Chrońcie swe dzieci przed nadużyciem krwi

"Oto synowie są dziedzictwem od Jehowy" (Ps. 127:3, NW). Jeżeli otrzymaliście od Jehowy takie cenne dziedzictwo, to jako rodzice macie radosny, choć trudny obowiązek zapewniać swym dzieciom opiekę, wychowywać je i chronić. Czy więc uczyniliście wszystko, co mieści się w granicach rozsądku, by zabezpieczyć je przed przetoczeniem krwi? Jak by się zachowały, gdyby groziła im transfuzja? Czy omówiliście już w rodzinie, jak sobie radzić w takiej krytycznej sytuacji? (...)

Powinniście każdemu wyraźnie wyjaśnić, że jako rodzice macie obowiązek czynić wszystko, by nie dopuścić do podania krwi. Odpowiadacie za to przed Bogiem.

Widać więc wyraźnie, że Ciało Kierownicze Świadków Jehowy przez całe dziesięciolecia było zdeterminowane w narzucaniu rodzicom poglądu, jakoby zezwolenie na przetoczenie ich dziecku krwi (nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia) równało się pogwałceniu Prawa Bożego i uniemożliwiało im samym oraz ich dzieciom w uzyskaniu życia wiecznego.

Z tej przyczyny Świadkowie robili wszystko, aby powstrzymać personel medyczny przed leczeniem ich dzieci środkami krwiopochodnymi, a zdarzały się także głośne sprawy uprowadzeń dzieci ze szpitali, kiedy lekarze zwracali się do sądów rodzinnych i instytucji opiekuńczych o wydanie zgody na przeprowadzenie odpowiedniego zabiegu. Strażnica była tego świadoma, lecz zamiast zachęcać rodziców do zrównoważonego podejścia i większej współpracy ze szpitalami, sama dodatkowo podjudzała do aspołecznych zachowań:

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.31 ***

Jezus umknął, gdy tłum chciał go obwołać królem. Podobnie chrześcijanin, który przypuszcza, że sąd wyda nakaz przetoczenia krwi, może nie dopuścić do takiego naruszenia prawa Bożego (Mateusza 10:16; Jana 6:15). Jednocześnie powinien z rozwagą szukać innego sposobu leczenia, szczerze dążąc do uratowania życia i odzyskania zdrowia.

Kto usilnie stara się nie naruszyć prawa Bożego co do krwi, może być uznany przez władze za przestępcę lub być postawiony przed sądem. Gdyby został ukarany, może to uważać za cierpienie ze względu na sprawiedliwość (por. 1 Piotra 2:18-20).

Nic zatem dziwnego, że tego typu poglądy i postępowanie stwarzały Świadkom Jehowy nieustanne problemy z organami rządowym, środowiskiem lekarskim oraz opinią publiczną. Sytuacja wydawała się patowa, lecz nagle w świecie głośno stało się o odmowie rejestracji związku wyznaniowego Świadków Jehowy w Bułgarii.

Towarzystwo Strażnica, Bułgaria i dzieci

W roku 1994 w Bułgarii zmieniono przepisy, na podstawie których cofnięto uzyskaną przez WTS w 1991 r. rejestrację legalizującą ich działalność w tym kraju. Ponieważ przedstawiciele Strażnicy nie mogli dojść do porozumienia z rządem Bułgarii, sprawę skierowano do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jakiś czas potem Towarzystwo tak skomentowało tą historię:

*** Rocznik Świadków Jehowy - 2000, s.24 ***

W roku 1998 Europejski Trybunał Praw Człowieka rozpatrzył sprawę dotyczącą Świadków Jehowy w Bułgarii. Jak do tego doszło? Otóż władze tego kraju zdelegalizowały działalność około 20 wyznań, wśród nich Świadków Jehowy. Sąd Najwyższy odrzucił odwołanie, uzasadniając to na przykład tym, że Świadkowie nie uznają Trójcy i innych niebiblijnych nauk chrześcijaństwa. W rezultacie niektórych aresztowano, przerywano chrześcijańskie zebrania i konfiskowano literaturę religijną. Trybunał Europejski wezwał Bułgarię do polubownego załatwienia sporu ze Świadkami Jehowy. Dlatego w październiku 1998 roku tamtejsze władze ponownie zalegalizowały naszą działalność.

To oświadczenie jest z gruntu fałszywe, gdyż przedmiotem sporu pomiędzy rządem Bułgarii a Towarzystwem Strażnica nie było to, iż Świadkowie "nie uznają Trójcy i innych niebiblijnych nauk chrześcijaństwa", a uchylanie się przez nich przed obowiązkową i zastępczą służbą wojskową oraz odmawianie niezbędnych zabiegów medycznych z wykorzystaniem krwi, zwłaszcza u dzieci [zobacz: Oświadczenie ETPCz].

Karta identyfikacyjna dla dzieci

WTS wiedziało, że rządy i instytucje europejskie (w tym ETPCz) nieprzychylnym okiem patrzą na politykę zabraniającą ratowania życia dzieciom metodami z wykorzystaniem krwi, a prócz tego przegrana przed Trybunałem i ewentualny "precedens Bułgarski" mogły im zaszkodzić w wielu innych krajach, dlatego postanowiono pójść na pewne ustępstwa, czego skutkiem była ugoda cytowana we fragmencie na wstępie tego artykułu.

Wydaje się, że w latach 1996-1998, gdy ważyły się dalsze losy Świadków Jehowy w Bułgarii, Strażnica chcąc przychylnie usposobić do siebie Trybunał zaczęła łagodzić swoje wymagania wobec dzieci.

*** Nasza Służba Królestwa, styczeń 1997, s.2 ***

Po tym zebraniu wszyscy ochrzczeni głosiciele otrzymają "Oświadczenie dla służby zdrowia" i ewentualnie "Kartę identyfikacyjną" dla każdego nie ochrzczonego małego dziecka.

Zwróćmy uwagę, że zaledwie rok wcześniej pobranie i wypełnienie "Karty identyfikacyjnej" dla dzieci nie było "ewentualnością", czyli sprawą osobistego wyboru rodziców, ale wymaganiem:

*** Nasza Służba Królestwa, styczeń 1996, s.2 ***

Starszy omówi z udziałem słuchaczy, dlaczego to takie ważne, by każdy prawidłowo wypełnił "Oświadczenie dla służby zdrowia" i zawsze miał je przy sobie oraz by dzieci nie rozstawały się z "Kartą identyfikacyjną". (...)

Rodzice mogą pomóc swym nie ochrzczonym dzieciom wypełnić "Kartę identyfikacyjną".

W roku 1998 Towarzystwo Strażnica wykazało się jeszcze większą pobłażliwością:

*** Nasza Służba Królestwa, styczeń 1998, s.2 ***

Po tym zebraniu ochrzczeni Świadkowie będą mogli otrzymać, jeśli sobie tego życzą, "Oświadczenie dla służby zdrowia" i ewentualnie "Kartę identyfikacyjną" dla każdego nie ochrzczonego małego dziecka.

Sytuacja jest oczywista – do końca roku 1996 wszyscy ochrzczeni głosiciele (a także ich dzieci) mieli otrzymać "Oświadczenie", a starsi mieli dopilnować, by każdy je wypełnił i podpisał. Ale od 1997 roku WTS zaczęło wyrażać się w tej materii bardziej "oględnie". "Karty identyfikacyjne" dla dzieci można było odtąd dostać "ewentualnie". Dlaczego? Czyżby wpływ na to miały procesy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka? Najprawdopodobniej tak. WTS zobowiązało się wówczas nie robić jakichkolwiek nacisków na dorosłych Świadków oraz na ich nieletnie dzieci w kwestii krwi.

Umiarkowana polityka w sprawie "Oświadczeń" dla dorosłych i "Kart identyfikacyjnych" dla dzieci trwała jeszcze przez kilka kolejnych lat. Towarzystwo nie naciskało na posiadanie tych dokumentów, czym niejako dawało do zrozumienia, że wybór metody leczenia z wykorzystaniem środków krwiopochodnych jest sprawą sumienia danej osoby. Przekonanie takie wsparła dodatkowo Strażnica z 15 czerwca 2000 r., ss.29-31, w której zezwolono Świadkom na korzystanie z wszystkich frakcji krwi wedle własnego sumienia i osobistego uznania. W roku 2001 po raz kolejny pojawia się złagodzona wersja stanowiska Ciała Kierowniczego co do korzystania z dokumentów dla służby zdrowia:

*** Nasza Służba Królestwa, styczeń 2001, s.2 ***

Po tym zebraniu ochrzczeni głosiciele będą mogli [czyli: jeśli będą mieli takie życzenie] otrzymać "Oświadczenie dla służby zdrowia" i ewentualnie "Kartę identyfikacyjną" dla każdego nieochrzczonego dziecka.

W roku 2002 Towarzystwo wprowadziło do obiegu nowy dokument dla służby zdrowia "Dyrektywy i pełnomocnictwo w sprawie opieki zdrowotnej". Jest on przeznaczony dla dorosłych i ochrzczonych Świadków Jehowy. Rozdanie go członkom Organizacji poprzedziło przemówienie wygłoszone w zborach w tygodniu od 14 stycznia 2002 roku "Odnoszenie pożytku z życzliwych postanowień". Nadmieniono w nim między innymi:

Wypełnienie zarówno "Oświadczenia dla służby zdrowia", jak i dokumentu "Dyrektywy" jest najlepszą ochroną przed niechcianą transfuzją. Warto się poważnie zastanowić, jakie następstwa może pociągnąć za sobą brak przygotowania na nagłą interwencję medyczną, zwłaszcza u osób, które mają niewierzących członków rodziny. (...) Po podjęciu świadomej decyzji wypełnij zarówno "Oświadczenie dla służby zdrowi", jak też "Dyrektywy i pełnomocnictwo w sprawie opieki zdrowotnej", aby zapewnić sobie najlepszą ochronę. Zachęcamy, by z tym nie zwlekać.

Nadal nie było więc nacisku, a jedynie "zachęta" by to zrobić. O "Kartach identyfikacyjnych" dla dzieci wspomniano zdawkowo i jakby mimochodem. Wydawać by się mogło, że porozumienie zawarte przez Towarzystwo Strażnica z Bułgarią nabrało ogólnoświatowego znaczenia. Wielu Świadków Jehowy - którzy nie mogli w sumieniu pogodzić się z dotychczasowym stanowiskiem WTS odnośnie krwi - zaczęło nabierać otuchy, że idą długo wyczekiwane reformy. Dla całej rzeszy rodziców były to prawdziwe dni orzeźwienia po dziesiątkach lat bezdusznych wytycznych skazujących na śmierć ich dzieci (Izajasza 28:10-13). Była to jednak przedwczesna radość...

Zaskakujący zwrot

Rok 2003 rozpoczął się dla rodzin Świadków Jehowy bardzo poważnymi zmianami, których jednak zdecydowana większość z nich wówczas nie dostrzegła. Na zebraniu służby odbywającym się w tygodniu od 6 stycznia 2003 roku wygłoszono przemówienie "Pomoc w przestrzeganiu Bożego prawa co do krwi" oparte na szkicu dostarczonym przez Towarzystwo Strażnica. Na czym polegały te zmiany? Przypomnijmy wcześniejsze stanowisko Ciała Kierowniczego:

  • Dorośli ochrzczeni członkowie Organizacji powinni (chociaż nie musieli) wypełnić "Oświadczenia dla służby zdrowia", aczkolwiek wyczuwało się wywieraną na nich presję: "Prowadzący studium książki powinien sporządzić listę kontrolną, żeby mieć pewność, iż wszyscy w jego grupie otrzymali potrzebną pomoc" (NSK, styczeń 1999, s.2). Nie było to jednak obligatoryjne i zależało od sumienia danej osoby.
  • Dzieci Świadków mogły być zaopatrzone w swoją "Kartę identyfikacyjną" ewentualnie, czyli jeśli rodzice chcieli i uważali to za zgodne ze swoimi przekonaniami; w latach 1997-2002 była to sprawa pozostawiona ich decyzji.

Mając to na uwadze, zapoznajmy się ze zmianami, jakie nastąpiły w roku 2003.

Z pewnością były pozytywne dla osób dorosłych. W szkicu przemówienia: "Pomoc w przestrzeganiu Bożego prawa co do krwi" (styczeń 2003) czytamy:

Po zakończeniu zebrania każdy ochrzczony głosiciel będzie mógł otrzymać "Oświadczenie dla służby zdrowia", jeśli chce z niego skorzystać.

Ze szkicu przemówienia oraz wskazówek do niego zawartych w Naszej Służbie Królestwa wyłania się obraz nowego podejścia do sprawy, mianowicie że nadzorcy zborowego studium książki nie będą już dopilnowywać, żeby WSZYSCY ochrzczeni Świadkowie mieli wypełnione "Oświadczenia". Do tej pory było tak, że niby obowiązku nie było, ale nadzorcy grup książki wywierali subtelny nacisk, aby każdy ŚJ takie "Oświadczenie" wypełnił i podpisał w obecności świadków, zaciekle go potem broniącymi przed lekarzami, którzy "ubzdurali" sobie, że koniecznie trzeba mu krew przetoczyć. Teraz porzucono ten schemat - wypełnienie "Oświadczenia" to czysto osobista sprawa, a zatroskanemu w tej kwestii nadzorcy możemy tylko pozazdrościć, że w natłoku tylu innych zajęć znajduje też czas na zajmowanie się sprawami, które w ogóle go nie dotyczą, ani dotyczyć nie powinny.

Jednak najbardziej zatrważającą zmianą jest stanowisko wobec dzieci. Jak zauważyliśmy, dotychczas WTS traktowało wypełnianie "Kart identyfikacyjnych" jako ewentualność - coś, co stanowi nienaruszalną i suwerenną dziedzinę wolnej woli rodziców. W roku 2003 nastąpił nieoczekiwany zwrot do starej polityki:

Kluczowe w naszych rozważaniach jest zdanie z akapitu pierwszego:

Karta identyfikacyjna. Karta ta pozwala zidentyfikować nieletnie, nieochrzczone dzieci Świadków Jehowy. Zawiera informacje umożliwiające szybki kontakt z rodzicami oraz taktownie wyjaśnia, że chcecie leczyć dziecko bez użycia krwi. Dziecko zawsze powinno mieć tę kartę przy sobie.

Nie ma już "ewentualnego" otrzymania i wypełnienia "Karty identyfikacyjnej" dla dziecka - od teraz ma ono mieć ją zawsze! Czyżby pamięć o cytowanym już oświadczeniu złożonym przed Trybunałem Europejskim odeszła do lamusa? A może to wina jakichś zmian w Komitetach Ciała Kierowniczego, którego nowi członkowie nie doczytali uroczystych oświadczeń poprzedników? Niemniej fakt pozostaje faktem: Od roku 2003 dorośli nie muszą wypełniać swoich 'Oświadczeń', ale dzieci TAK!

Jednak to nie wszystko, czego WTS oczekuje od dzieci Świadków Jehowy:

Młodzi chrześcijanie powinni nie tylko mieć przy sobie "Kartę identyfikacyjną", ale też umieć wyraźnie i stanowczo uzasadnić, dlaczego z przyczyn religijnych zdecydowanie odmawiają przyjęcia krwi.

Towarzystwo Strażnica żąda rzeczy niemożliwej. Tej irracjonalnej doktryny nie są w stanie wytłumaczyć dorośli i wieloletni Świadkowie, a co dopiero nieletnie dzieci. Co np. powie dziecko ŚJ, kiedy lekarz lub sędzia zapyta je dlaczego wolno przyjmować WSZYSTKIE składniki osocza oddzielnie (nawet jednocześnie), ale razem już nie? Albo niech dziecko ŚJ wytłumaczy w sposób udowodniony naukowo, że transfuzja krwi jest tym samym co zakazane w Biblii spożywanie krwi?

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Towarzystwo Strażnica złamało własne zobowiązanie złożone przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Starano się je respektować tylko do czasu prawnej rejestracji Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Świadków Jehowy w Bułgarii, a kiedy to nastąpiło i udało się tam nawet postawić nowe Biuro Oddziału, bez skrupułów powrócono do starej polityki, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci.

Kilka słów o dorosłych

Żeby jednak nie było tak kolorowo, wyjaśnić należy, jak Towarzystwo Strażnica oszukało Europejski Trybunał Praw Człowieka w kwestii dorosłych Świadków Jehowy. W zawartym porozumieniu czytamy:

W związku z odmową transfuzji krwi, reprezentant stowarzyszenia podkreślił, że chociaż stanowi to część religijnych przekonań Świadków Jehowy, to jej akceptacja zależy od osobistego wyboru zainteresowanej jednostki. Nie istnieją żadne religijne sankcje są dla Świadka Jehowy, który zdecyduje się zaakceptować transfuzję krwi. Dlatego fakt, że religijna doktryna Świadków jest przeciwna transfuzji krwi nie może wnosić zagrożenia dla "zdrowia publicznego", gdyż każda osoba ma w tej sprawie wolny wybór.

(...)

Będący Świadkami Jehowy pacjenci poddadzą się systemowi opieki zdrowotnej, zarówno oni sami, jak i ich dzieci; każdy członek ma prawo poddać się mu swobodnie według własnego uznania, bez jakiejkolwiek kontroli czy sankcji ze strony wnioskodawcy.

Już w momencie podpisywania się pod tymi słowami Towarzystwo dopuściło się krzywoprzysięstwa, gdyż wszystkim wtajemniczonym w zasady funkcjonowania Organizacji wiadome było, iż istnieją w tej dziedzinie kontrola i sankcje skutkujące wykluczeniem ze społeczności za przyjęcie krwi bądź środków krwiopochodnych. Wykluczano też nieletnich ochrzczonych Świadków.

Gdy wokół tej obłudnej deklaracji Towarzystwa zrobił się spory szum medialny, a prócz tego wielu Świadków dowiedziawszy się o tym zasypało WTS pytaniami, czy zaprezentowane przed Trybunałem stanowisko jest wiążące dla wszystkich członków Organizacji, Ciało Kierownicze zmieniło taktykę postępowania. W poufnym liście do nadzorców podróżujących z dnia 26 kwietnia 2000 r. napisano:

Niemal identyczny w treści list rozesłano wkrótce potem do Komitetów Łączności ze Szpitalami:

*** List do wszystkich Komitetów Łączności ze Szpitalami, 16 czerwca 2000 ***

Jeżeli ochrzczony członek wyznania rozmyślnie godzi się na transfuzję krwi i nie okazuje skruchy, sam swoim postępowaniem dowodzi, że nie chce być już Świadkiem Jehowy. Osoby takiej nie uważa się odtąd za członka zboru chrześcijańskiego, ponieważ zaprzestała ona uznawania i przestrzegania biblijnego zakazu odnośnie powstrzymywania się od krwi. Jeśli jednak ktoś taki zmieni później swoje nastawienie, może zostać z powrotem jednym ze Świadków Jehowy.

Dla osób niezorientowanych w praktykach dyscyplinarnych Świadków Jehowy zmiana taka pozornie mogła się wydawać odejściem od stosowania przez WTS "kontroli i sankcji". Jednak w rzeczywistości nic się nie zmieniło, gdyż Towarzystwo dopuściło się tutaj żonglerki terminami "wykluczenie" i "odłączenie się", które w praktyce oznaczają to samo - wyłączenie takiej osoby ze społeczności i unikanie jej przez wszystkich Świadków, łącznie z członkami rodziny:

*** "Zważajcie na siebie samych i na całą trzodę", 1991, ss.101,102 ***

Osoby, które same się odłączają, należy traktować identycznie, jak wykluczone ze społeczności (w86/13, ss. 26-28).

Jeżeli osoba, która się odłączyła, chce później wrócić do zboru, musi wystąpić z prośba, o przyłączenie, jak to robi wykluczony.

Właściwy pogląd na osoby wykluczone i te, które się odłączyły

Jeżeli ktoś usiłuje wywierać wpływ na drugich, żeby obrali niebiblijne postępowanie, lub stara się wprowadzać ich w błąd, należy go unikać; człowiek taki jest opisany w 2 Jana 9-11.

Osoby pragnące utrzymywać dobre stosunki z Bogiem, stronią od tych, którzy zostali wykluczeni lub się odłączyli.

Bardzo dwuznaczne jest przy tym to, że Świadków Jehowy nie powiadomiono o tych zmianach (gdyż opublikowano je jedynie w poufnych listach do wybranych nadzorców), przez co znakomita większość tej społeczności nie była niczego świadoma, mając do dyspozycji jedynie ogólnikowe informacje zamieszczane w Naszej Służbie Królestwa. A te - jak przedstawiliśmy powyżej - raczej liberalizowały politykę Strażnicy w kwestii krwi, niż ją zaostrzały. Nawet wielu starszych nie wiedziało o tych zmianach.

Wróćmy jednak do dzieci.

Mali męczennicy Organizacji Jehowy

Młodzi dający pierwszeństwo Bogu

W 1994 roku ukazało się wydanie czasopisma Przebudźcie się! zatytułowane "Młodzi dający pierwszeństwo Bogu". Na okładce zaprezentowano fotografie 26 dzieci, które złożyły życie na ołtarzu polityki Towarzystwa Strażnica w kwestii krwi. Mottem do kilku zawartych tam artykułów wychwalających taką postawę były następujące słowa:

*** Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s.2 ***

W dawnych czasach tysiące młodych ludzi przypłacało życiem dawanie pierwszeństwa Bogu. Dzisiejsi młodzi są gotowi uczynić to samo, tyle że ich tragedia rozgrywa się w szpitalach i salach sądowych, a kwestią sporną jest transfuzja krwi.

Ciało Kierownicze nigdy nie opublikowało nawet przybliżonej liczby dzieci, które zmarły w wyniku stosowania się do ich doktryny o krwi, ale fragment powyższej wypowiedzi "tysiące młodych ludzi" daje sporo do myślenia. Przeszukując informacje medialne z ostatnich 30 lat o tego typu przypadkach natykamy się na setki doniesień o śmierci dzieci Świadków Jehowy z powodu niepodania niezbędnych środków krwiopochodnych. Ale nawet gdyby tylko przyjąć zaprezentowane w Przebudźcie się! 26 ofiar, to i tak jest to o 26 za dużo.

Jak wykazano wcześniej, lata 1997-2002 za sprawą oświadczenia WTS złożonego przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka były relatywnie dobrym okresem dla dzieci Świadków Jehowy [nie oznacza to oczywiście, że dzieci w międzyczasie nie umierały z powodu odmowy leczenia krwią, gdyż wiele takich przypadków miało miejsce (także w Polsce), ale rozsądni rodzice mieli większe pole manewru w podejmowaniu decyzji z pogranicza życia i śmierci]. Od roku 2003 sytuacja uległa odwróceniu i Strażnica ponownie zaczęła kłaść ogromny nacisk na zaopatrywanie dzieci w "Karty Informacyjne", pozostając przy złagodzonym stanowisku wobec dorosłych.

Na przykład, od 1 stycznia 2005 roku "Ciało Kierownicze podjęło decyzję o połączeniu najważniejszych części dokumentów 'Dyrektywy i pełnomocnictwo w sprawie opieki zdrowotnej' oraz 'Oświadczenie dla służby zdrowia' w jeden dokument, który będziemy nazywać dokumentem 'Dyspozycje'" (NSK z grudnia 2004, s.7). Dorośli Świadkowie Jehowy mogli w tym dokumencie swobodnie zaznaczyć punkt B., ratując swoje życie chociażby przetoczeniem roztworów z hemoglobiny.

A co z dziećmi? Wobec nich Ciało Kierownicze podjęło zgoła odmienną decyzję:

*** Nasza Służba Królestwa, grudzień 2004, s.7 ***

Nie uległa zmianie "Karta identyfikacyjna" (ic-P) dla nieochrzczonych dzieci Świadków Jehowy. Rodzice powinni zadbać, by ich nieletnie dziecko zawsze miało przy sobie prawidłowo wypełnioną i podpisaną kartę.

Przypomnijmy wygląd tej Karty:

Czy dostrzegasz różnicę?

  • DOROŚLI - mogą zgodzić się "na przyjęcie wszystkich frakcji otrzymywanych z podstawowych składników krwi".
  • DZIECI - mogą zgodzić się jedynie "na stosowanie środków niekrwiopochodnych zwiększających objętość osocza oraz na inne metody leczenia" bez krwi.

Każdy - nawet przeciętnie wykształcony człowiek, a tym bardziej lekarz - przyzna, że w sytuacjach nagłych, np. podczas masywnego krwotoku, o wiele szanse na przeżycie będzie miał pacjent, któremu poda się roztwór z hemoglobiny, niż ten, który dostanie roztwór z soli fizjologicznej. Dlaczego zatem Towarzystwo Strażnica czyni tak widoczne rozróżnienia w możliwościach ratowania życia pomiędzy dorosłymi członkami Organizacji, a ich dziećmi? Czy Organizacji Świadków Jehowy naprawdę potrzeba współczesnych "męczenników za wiarę" w postaci małych dzieci?

Dojrzała decyzja dziecka: umrzeć

W rok 2006 rodziny Świadków Jehowy wkroczyły z mocnym przeświadczeniem, że nic tak nie raduje serca Jehowy, jak złożenie dla Niego życia dziecka odmawiając leczenia krwią. W tygodniu od 19 grudnia 2005 r., podczas zebrań służby omawiano artykuł "Czy twoje dziecko potrafi podjąć dojrzałą decyzję?". Do starszych zboru przewodniczącym tym rozważaniom Ciało Kierownicze nakreśliło następujące wytyczne, które musieli zaakcentować w wystąpieniu:

*** Nasza Służba Królestwa, grudzień 2005, s.2 ***

Na koniec zachęć rodziców do ponownego przeczytania całego artykułu z tej Strażnicy, omówienia zawartych w nim myśli oraz przećwiczenia z dziećmi rozmów na temat biblijnego zakazu spożywania krwi, by przygotować je do śmiałej obrony swoich przekonań. Ojcowie powinni zadbać, by każde ochrzczone dziecko nosiło wypełniony dokument Dyspozycje, a każde nieochrzczone dziecko Kartę identyfikacyjną.

Wspomniana Strażnica to wydanie z 15 czerwca 1991 roku, ss. 13-18. Napisano w niej między innymi:

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.18 ***

Jeśli masz dzieci, czy jesteś pewien, iż zgadzają się z biblijnym poglądem na krew i potrafią go wyjaśnić? Czy naprawdę wierzą, że taka jest wola Boża? Czy są przekonane, że pogwałcenie Jego prawa byłoby czymś tak poważnym, iż mogłoby przekreślić ich nadzieję na życie wieczne?

Milion dolarów temu, kto pokaże nam dziecko, które potrafi wyjaśnić pogląd na krew prezentowany przez Towarzystwo Strażnica! Co na przykład powie dziecko ŚJ, kiedy lekarz lub sędzia zapyta je, dlaczego wolno przyjmować WSZYSTKIE składniki osocza oddzielnie (nawet jednocześnie), ale razem już nie? Dlaczego godzi się na przetoczenie hemoglobiny, ale stanowczo odmawia transfuzji masy czerwonokrwinkowej, chociaż hemoglobina stanowi 97% jej objętości? Albo niech dziecko Świadków wytłumaczy w sposób udowodniony naukowo, że transfuzja krwi jest tym samym co zakazane w Biblii spożywanie krwi?

W związku z tą Strażnicą rodzi się jeszcze jeden problem. Otóż dzieci ŚJ, które do roku 1991 "zgadzały się biblijnym poglądem na krew" oraz "naprawdę wierzyły, że taka jest wola Boża", nawet jeśli "potrafiły to wyjaśnić", to wyjaśniały tą wolę Bożą inaczej niż przyjdzie ją wyjaśniać dzieciom od roku 2006. Dlaczego? Ponieważ na przestrzeni tych 15 lat "wola Boża" dość istotnie się zmieniła za sprawą "coraz jaśniejszego światła" spływającego przez WTS.

Dzisiaj dzieci ŚJ nie muszą już tłumaczyć dlaczego nie przyjmują różnych surowic czy zastrzyków wyprodukowanych na bazie krwi (np. immunoglobuliny), dlaczego odrzucają albuminy, fibrynogen, czynniki krzepnięcia czy inne składniki osocza. Mało tego, nie muszą też wyjaśniać dlaczego nie przyjmują frakcji wyodrębnionej z każdego innego podstawowego składnika krwi. Są zwolnione od tłumaczenia, dlaczego nie chcą poddać się zabiegom z wykorzystaniem cell-savera, płuco-serca, albo hemodializie lub hemodylucji. Obecna "wola Boża" już tego nie zabrania. Dzieci Świadków Jehowy zmagające się z problemem krwi przed rokiem 1990 miały do czynienia z inną "wolą Bożą" i przyjmowały "za swoje" inne wytyczne wobec leczenia krwią, niż ich współcześni rówieśnicy. Ciekawe więc, po co ten odnośnik do cytowanej Strażnicy?

Idźmy dalej: Poprośmy dziecko Świadków o wyjaśnienie sędziemu lub lekarzowi, dlaczego zgodziłoby się na przeszczep szpiku kostnego, kiedy powszechnie wiadomo, że wiąże się to z jednoczesnym przetoczeniem sporej dawki płytek oraz krwinek czerwonych, których w innym wypadku by nie przyjęło? A przecież na taki zabieg członkowie Organizacji już od dawna mają "zielone światło":

*** The Watchtower z 15 maja 1984, s.31 [Strażnica nr15 z 1985, s.27] ***

▪ Czy chrześcijanin może się zgodzić na przeszczepienie szpiku kostnego, skoro ten szpik wytwarza krew?

Szpik stosowany przy przeszczepach pochodzi od żywych ludzi, a do tego może zawierać pewną ilość krwi. Dlatego chrześcijanin musi sam rozstrzygnąć, czy dla niego pobrany szpik kostny jest równoznaczny za zwykłym mięsem, czy też z tkanką niewykrwawioną. (...) Ponadto dr D. E. Thomas nadmienia w podręczniku "Harrison’s Principles of Internal Medicine" (wydanie uzupełnione z roku 1981, strona 138), że "właściwie wszystkie transplantacje szpiku wymagają transfuzji płytek krwi", a w wielu wypadkach podaje się też "zagęszczone krwinki czerwone". Dlatego chrześcijanin powinien rozważyć, jakim dodatkowym kwestiom będzie musiał stawić czoło, jeśli się podda przeszczepieniu szpiku (Prz. 22:3).

Sprawa ta podlega zatem osobistej decyzji, ale wskazówki biblijne na temat krwi i szpiku powinny ją ułatwić.

A może dziecko ŚJ potrafiłoby stanowczo i wyraźnie wyjaśnić z jakich powodów godzi się na przeszczep nerki albo serca - organów nasyconych leukocytami - ale w razie nowotworu czy pewnych rodzajów zakażeń wirusowych nie przyjmie dawki wyizolowanych krwinek białych?

Pytań tych moglibyśmy mnożyć w nieskończoność, a odpowiedź zawsze będzie jedna: NIKT nie potrafi tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć, nawet Ciało Kierownicze. Dlaczego zatem żąda ono od dzieci czegoś niemożliwego? Z jakiego powodu Strażnica nieustannie naciska rodziców, by nie wyrażali zgody na leczenie dziecka środkami krwiopochodnymi i wmawia im, że przekonania Organizacji MUSZĄ być przekonaniami dziecka?

*** Nasza Służba Królestwa, grudzień 2005, s.6 ***

Co powiedziałyby twoje dzieci? Czy potrafiłyby przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie? Czy z całego serca wierzą, że to Bóg nakazuje nam 'powstrzymywać się od krwi'? (Dzieje 15:29; 21:25). Czy umieją biblijnie uzasadnić swoje poglądy? Czy zdołałyby pod nieobecność rodziców odważnie bronić swej decyzji w kwestii krwi, nawet gdyby lekarze uznali, że zagrożone jest ich życie?

Nie, nie potrafiłyby, nie wierzą, nie umieją i nie zdołałyby. Jak napisano w pewnym opracowaniu, małe "dzieci są istotkami chłonnymi, bezwarunkowo ufającymi, zapatrzonymi w rodziców i najbliższych, naturalnie, fizjologicznie kopiującymi, naśladującymi". Dziecko chce zadowalać rodziców we wszystkim, nic zatem dziwnego, że nie rozumiejąc otaczającego je świata zdaje się w osądach na matkę i ojca. I to na ich postawie, przekonaniach i wypowiedziach buduje swoją rozwijającą się osobowość. Jeżeli rodzice mówią dziecku, że krew jest czymś wstrętnym lub jej przetoczenie jest równoznaczne z gwałtem, a na dodatek brzydzi się tym sam Jehowa, który zabije je za to w Armagedonie, to skutki są łatwe do przewidzenia. Dziecko nie zdaje sobie sobie sprawy z konsekwencji odmowy ratującej życie transfuzji, więc zrobi wszystko, żeby zadowolić rodziców i Jehowę. I - 'podejmując dojrzałą decyzję' - umrze.

Unikajcie szpitali!

W dniu 3 stycznia 2006 roku Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy wystosował do wszystkich zborów list dotyczący Komitetów Łączności ze Szpitalami, w którym na temat dzieci napisano:

Kluczowe w powyższych dywagacjach zdanie brzmi: "Rodzice będący Świadkami Jehowy nie zgadzają się na podanie krwi swoim dzieciom". Umacnia się zatem zwrot do retoryki sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy indoktrynowano Świadków, że ratując dziecku życie środkami krwiopochodnymi jednocześnie zaprzepaszcza się jego szanse na zbawienie i życie wieczne w raju na ziemi. Wniosek taki potwierdza zawarty na końcu akapitu odnośnik do NSK z 1992 roku. O ile zaproponowany ak. 5 ze strony 3 niewiele wnosi do naszych rozważań, to warto przypomnieć inne słowa z tego artykułu:

*** Nasza Służba Królestwa, wrzesień 1992, s.4, ak.7 ***

Spodziewamy się, że dołożycie wszelkich starań, by znaleźć lekarza lub chirurga, który pod względem uszanowania naszego stanowiska okaże dużo większą gotowość niż inni. Najlepiej uprzedzać trudności. Zawczasu dołóżcie starań, by dotrzeć do specjalisty akceptującego nasze poglądy. Jeżeli to możliwe, trzymajcie się z dala od lekarzy i szpitali nie respektujących naszych przekonań.

I tu dochodzimy do sedna sprawy: Jeżeli nie jest to wymuszanie na rodzicach określonych zachowań, to z czym mamy tu do czynienia? Ciało Kierownicze spodziewa się, że rodzice dołożą wszelkich starań, by trzymać się z dala od lekarzy i szpitali, gdzie dziecku może być przetoczona krew. Jaka jest zatem alternatywa? Najczęściej skazanie dziecka na śmierć. Gdyby jednak nie udało się znaleźć takiego szpitala, to Strażnica ma w zanadrzu kolejne wspaniałe rozwiązanie:

*** Nasza Służba Królestwa, wrzesień 1992, s.4, ak.10 ***

W krytycznej sytuacji starsi mogą uznać za słuszne wprowadzenie 24-godzinnych dyżurów w szpitalu; najlepiej gdyby pełnił je starszy z jednym z rodziców chorego dziecka lub innym członkiem rodziny. Krew często podaje się wtedy, gdy rodzina i najbliżsi idą na noc do domu.

Jak bardzo trzeba być bezdusznym i cynicznym, żeby nakazywać kochającym rodzicom trzymanie się z dala od lekarzy i szpitali, gdzie można by uratować ich dziecko lub trzymanie 24-godzinnych wart przy łóżku dziecka, żeby nie dostało niezbędnego leku na bazie krwi! WTS w swoich naciskach posuwa się jeszcze dalej - manipulując Biblią powołuje się na autorytet Boga: "Jako rodzice macie obowiązek czynić wszystko, by nie dopuścić do podania krwi. Odpowiadacie za to przed Bogiem i nikt nie może was w tym wyręczyć".

Zapytajmy więc Ciało Kierownicze: W którym miejscu Biblia zakazuje przetaczania krwi? Gdzie jest to napisane? A gdyby nawet przyjąć przestarzały i nienaukowy pogląd, że tranfuzja jest odżywianiem, to gdzie znajdziemy potępienie ludzi, którzy w sytuacjach ekstremalnych złamali nakaz 'powstrzymywania się od krwi'? Pismo Święte traktuje takie przypadki jako "nieczystość", ale nigdy jak śmiertelny grzech i nieznany jest ani jeden przykład, żeby Bóg kogoś za to ukarał; nawet Jezus nie potępił pewnej kobiety, która złamała prawo co do krwi (Kapłańska 17:15,16; 1 Samuela 14:32-34; Łukasza 8:43-48).

Kolejna informacja - tym razem pozytywna - pojawiła się w miesiąc po liście w sprawie KŁS. Podczas omawiania szczegółów filmu Metody alternatywne wobec transfuzji w opiece zdrowotnej — uszanowanie potrzeb i praw pacjenta, po raz pierwszy oficjalnie zasygnalizowano, iż dzieci mogą w równym stopniu jak dorośli korzystać ze wszystkich frakcji krwi:

*** Nasza Służba Królestwa, styczeń 2006, s.7 ***

Skorzystanie z niektórych metod leczenia przedstawionych w filmie jest uzależnione od osobistej decyzji opartej na sumieniu wyszkolonym na podstawie Biblii. Czy podjąłeś już decyzję, z których metod alternatywnych wobec transfuzji jesteś gotów skorzystać ty sam oraz twoje dzieci? Poinformuj o nich oraz o ich podstawach również swoich krewnych, którzy nie są Świadkami Jehowy (zobacz "Pytania czytelników" w Strażnicy z 15 czerwca 2004 roku i z 15 października 2000 roku).

Pomimo tej pozytywnej zmiany nieodparcie nasuwa się pytanie: Dlaczego z jednej strony przyzwala się rodzicom, by dzieci mogły korzystać ze wszystkich frakcji krwi (w tym hemoglobiny i albumin) i metod alternatywnych (np. z hemodylucji, która jest niczym innym niż transfuzją autologiczną, czyli przetoczeniem krwi własnej), a z drugiej ChZŚJ odwołuje się do materiałów opublikowanych 15 lat wcześniej, nakazujących rodzicom stronić od szpitali, gdzie istnieje "ryzyko" podania dziecku krwi i pełnić całodobowe dyżury przy łóżku małego pacjenta? Czyżby autorzy tych wytycznych nie konsultowali się ze sobą lub nie mieli jednolitej linii postępowania? Po co chronić dziecko przed zabiegami, na które Ciało Kierownicze wydało "zielone światło"? Stanowi to kolejny przykład irracjonalnej i niespójnej polityki Towarzystwa Strażnica w kwestii krwi, której ofiarami są dzieci.

Jeszcze wyraźniej ukazuje to inna Służba Królestwa z listopada 2006 roku. Zamieszczono w niej artykuł "Jak się zapatruję na przyjmowanie frakcji krwi i zabiegi medyczne z wykorzystaniem mojej własnej krwi?", w którym wyrażono stanowisko, iż takie frakcje krwi, jak albuminy, immunoglobuliny, czynniki krzepnięcia, hemoglobina, hem czy interferony mogą być przez Świadków Jehowy stosowane, o ile pozwala im na to sumienie. Podobnie powiedziano o różnych zabiegach medycznych, m. in. śródoperacyjnym odzyskiwaniu krwi, hemodylucji, hemodializie i autologicznym żelu płytkowym. W świetle wypowiedzi z NSK ze stycznia 2006 roku, takim samym metodom leczenia mogą być poddawane dzieci. Jest to wystarczający zestaw zabiegów, by ratować życie dzieciom, stąd tym bardziej niezrozumiałe jest zalecenie o "trzymaniu się z dala od lekarzy i szpitali nie respektujących naszych przekonań" oraz "wprowadzeniu 24-godzinnych dyżurów w szpitalu".

Przerzucanie odpowiedzialności na rodziców

Od tamtej pory polityka Towarzystwa Strażnica wobec leczenia dzieci oficjalnie nie uległa zmianie. Podkreślmy - "oficjalnie", to znaczy w wydawanej literaturze, do której dostęp mają osoby postronne. Jednak zakulisowo Ciało Kierownicze nadal nieustannie wywiera presję na nadzorców, rodziców i dzieci, by za wszelką cenę nie dopuszczali do leczenia dzieci krwią i środkami krwiopochodnymi, nawet w sytuacjach bezpośrednio zagrażających życiu. Posłużmy się dwoma przykładami z ostatnich lat.

We wrześniu 2010 roku Towarzystwo Strażnica rozesłało do wszystkich gron starszych dokument "Jak rodzice mogą chronić swe dzieci przed podaniem krwi". Czytamy w nim między innymi:

Rodzice muszą być zdecydowani 'powstrzymywać się od krwi' i nie zgadzać się, by przetoczono ją ich dziecku (Dzieje 15:28,29; Powt. Pr. 12:23,25). Cały personel medyczny musi od początku widzieć, że stanowisko rodziców nie podlega dyskusji oraz że mogą się oni zgodzić na alternatywne sposoby leczenia. (...)

Wyrażając zgodę na leczenie, rodzice powinni na piśmie wyraźnie zaznaczyć, że nie zgadzają się na przetoczenie swemu dziecku krwi.

Zalecenia te wydają się być nieadekwatne do współczesnej praktyki medycznej, która generalnie odchodzi od przetaczania krwi pełnej, czego Strażnica jest świadoma, przyznając: "Obecnie na ogół nie przetacza się krwi pełnej" (w04 15.6 29). Przyznać też uczciwie trzeba, że olbrzymia większość rodziców w Organizacji nie ma najmniejszego pojęcia o medycynie i skomplikowanych procedurach związanych z leczeniem środkami krwiopochodnymi. Mimo, iż od czasu do czasu WTS publikuje artykuły na ten temat, to są one napisane tak mętnie i nieprzystępnie, że zamiast czegoś się z nich dowiedzieć, Świadkowie Jehowy popadają w jeszcze wiekszą konsternację. Zazwyczaj wyciągają z nich tylko jeden wniosek - żadnej krwi!

Jeszcze większe zamieszanie powoduje zdanie z cytowanego dokumentu, iż rodzice "mogą się zgodzić na alternatywne sposoby leczenia". O co tu chodzi? Sięgając do Skorowidza publikacji Towarzystwa Strażnica pod hasłem "Transfuzje krwi" znajdujemy śródtytuł "Metody alternatywne", a w nim odnośniki do literatury WTS omawiającej ich rozumienie tej kwestii. Ogólnie rzecz biorąc, można je podzielić na dwie kategorie - niekrwiopochodne (krwiozastępcze) i krwiopochodne.

  • ŚRODKI NIEKRWIOPOCHODNE - do nich Strażnica zalicza roztwór fizjologiczny (soli), dekstran, Haemaccel (roztwór żelatyny), roztwór Ringera z dodatkiem mleczanu, Hetastarch czyli skrobia hydroksyetylowana (HES) oraz syntetyczny (rekombinowany) preparat EPO.
  • ŚRODKI KRWIOPOCHODNE - leczenie preparatami uzyskanymi ze wszystkich frakcji krwi, łącznie z wyprodukowanymi na bazie hemoglobiny, ale także kolagen, kleje fibrynowe, czynniki krzepnięcia, albuminy, surowice i immunoglobuliny.

Pierwsza grupa metod alternatywnych jest z reguły zupełnie nieprzydatna w sytuacjach nagłych, przy masywnym krwotoku lub skomplikowanych operacjach na mocno ukrwionych narządach, np. śledzionie, wątrobie czy sercu. Druga grupa w dużo większym stopniu wspomaga chirurgiczne zabiegi, ale też nie zawsze okazuje się wystarczająca do ratowania życia. Jednakże wszystkie te metody leczenia są aprobowane przez Ciało Kierownicze, a rodzice i dzieci mogą swobodnie z nich korzystać. Po co zatem kładzie się tak wielki nacisk na "nie zgadzanie się na przetoczenie krwi dziecku" zamiast rzeczowo i przystępnie wyjaśnić wady i zalety poszczególnych metod alternatywnych?

Ilu rodziców potrafi wytłumaczyć lekarzowi, że odmawiają określonej metody leczenia swojego dziecka na podstawie ciągle zmiennych zaleceń Towarzystwa Strażnica, które dziś są niedopuszczalne, a jutro wyrazi się na nie zgodę? Ilu z nich jest w stanie rozróżnić EPO (rekombinowaną erytropoetynę) od HemoPure (roztworu hemoglobiny)? Ilu umiałoby wyjaśnić, dlaczego nie zgadzają się na magazynowanie i przetaczanie krwi własnej, ale jednocześnie nie mają nic przeciwko śródoperacyjnemu odzyskiwaniu krwi czy hemodylucji, skoro technicznie jest to to samo? A tego właśnie wymaga od nich Ciało Kierownicze i gra toczy się o najwyższą stawkę - życie dzieci.

I ostatni dokument, o którym należy wspomnieć - list do wszystkich gron starszych z dnia 1 stycznia 2013 roku dotyczący wspierania osób, które potrzebują opieki medycznej oraz dołączony do niego arkusz "Pomagaj miejscowemu KŁS - wspieraj potrzebujących opieki medycznej". Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że nie nastąpiły żadne istotne zmiany w podejściu Towarzystwa Strażnica do leczenia dzieci.

Jak widać, powołano się tutaj na wcześniejsze wytyczne, które omówiliśmy powyżej. Kierując się nimi, dzieci Świadków Jehowy aby przeżyć musiałyby albo korzystać z usług najwyższej klasy specjalistów, albo mieć olbrzymie szczęście. Albo jedno i drugie. Rady, jakie Towarzystwo Strażnica daje rodzicom są majstersztykiem manipulacji, gdyż napisane są językiem, który w ostatecznym rozrachunku odpowiedzialnością za wszelkie decyzje obarcza rodziców chorego dziecka.

Krew na ołtarzu

Ofiara dla Molocha

Mówi się, że obrazem można zastąpić tysiąc słów. Jeżeli tak, to ilustracja zamieszczona obok jest tego wymownym dowodem. Widać tutaj będącą Świadkiem Jehowy matkę, lojalną wobec rozchwianej polityki Towarzystwa Strażnica odnośnie krwi. Sytuacje, kiedy osoby utrzymujące, że służą Jehowie Bogu czuły się przymuszone do składania swych dzieci na ofiarę, nie są niczym nowym. Izraelici – którzy służyli także Molochowi – byli niewątpliwie głęboko wstrząśnięci, gdy wezwano ich do złożenia swojej ofiary. A jak Bóg zapatrywał się na tego rodzaju ofiary z dzieci? Biblia donosi:

Jeremiasza 7:31

I powznosili wyżyny Tofet w dolinie syna Hinnoma, aby palić swych synów i swe córki w ogniu, czego nie nakazałem i co nie zrodziło się w moim sercu.

Porównanie współczesnej polityki Towarzystwa Strażnica w kwestii krwi do starożytnych obrzędów ku czci Molocha w Dolinie Hinnoma, gdzie Izraelici składali ofiary z dzieci, wydaje się bardzo trafne. Tak w jednym, jak i w drugim przypadku Bóg niczego takiego nie nakazał ani nigdy nie zażądał składania dla Niego ofiar z życia. Ciekawą informację zawiera wydany przez WTS leksykon Wnikliwe poznawanie Pism:

*** Wnikliwe poznawanie Pism, tom 2, s.966 ***

Żydowski badacz Dawid Kimchi (1160?-1235?), komentując 2 Królów 23:10, podał takie oto możliwe wyjaśnienie dotyczące Tofet: "Miejsce, gdzie przeprowadzali swych synów przez (...) [ogień] dla Molocha. Nazwę Tofet tłumaczono tym, że podczas nabożeństw tańczono i grano na tamburynach [hebr. tuppím], aby ojciec nie słyszał krzyków swego syna przeprowadzanego przez ogień i aby serce w nim nie zadrżało i nie zabrał go z powrotem. A miejsce to było w dolinie, która należała do męża imieniem Hinnom, dlatego nazwano ją 'Doliną Hinnoma' i 'Doliną Syna Hinnoma'."

Obecnie rolę "grających na tamburynach" pełnią starsi w zborach oraz członkowie Komitetów Łączności ze Szpitalami, którzy zagłuszają wątpliwości i sumienia rodziców "jazgotem" wypowiedzi z literatury Towarzystwa Strażnica. Są współczesnymi odpowiednikami kapłanów Molocha, którzy w imię wyimaginowanych przekonań "przeprowadzają dzieci przez ogień". Zrobią wszystko, żeby rodzice nie zachwiali się i doprowadzili ich zamysł do "szczęśliwego" finału - złożenia dziecka na ołtarzu Strażnicy.

Jeżeli jesteś Świadkiem Jehowy, to czy dałeś swojemu dziecku podpisane oświadczenie aby umarło, aby zostało złożone na ołtarzu krwi ustanowionym przez Towarzystwo Strażnica? Jeśli tak, to dlaczego? Czy byłbyś przekonany, że Biblia zabrania niektórych typów transfuzji krwi, jeśli Towarzystwo Strażnica nie powiedziałoby ci o nich? Czy masz świadomość, że WTS nie wymaga już wręczania "Kart identyfikacyjnych" nieletnim Świadkom Jehowy w Bułgarii? Dlaczego więc w dalszym ciągu przymuszają inne dzieci Świadków Jehowy do noszenia tego prawnie wiążącego dokumentu?

Jeśli jesteś rodzicem, to błagamy cię, żebyś umożliwił lekarzom wdrożenie takiej metody leczenia, jaka jest potrzebna twojemu dziecku. Jeśli tylko są dostępne bezkrwawe alternatywy – wybierz je. Ale nie dopuść, żeby twoje dziecko umarło z powodu tej błędnej i tragicznej polityki. Gdy pojmiesz wszystkie fakty, wtedy ujrzysz tą doktrynę taką, jaką naprawdę ona jest.