Pozornie spójna polityka Towarzystwa Strażnica wobec krwi

autor: Marek Boczkowski

 

Wiara Świadków Jehowy jest atakowana ze wszystkich kierunków: (...) ze strony personelu medycznego, który chce narzucić nam i naszym dzieciom przyjmowanie transfuzji krwi. (...) Całą tę opozycję zmontował Diabeł, władca ciemności i niewiedzy, wróg dokładnego poznania. [Strażnica z 1 grudnia 1989, s.12]

Wszystko zaczęło się od czasopisma Golden Age (Złoty Wiek), które za wszelką cenę chciało pretendować do elitarnych pism popularno-naukowych, publikując na swoich łamach najróżniejszego typu rewelacje ze świata nauki i medycyny. Ale myliłby się ten, kto by sądził, że publikacja ta była obiektywna i rzeczywiście promowała naukę. Redaktorem naczelnym Złotego Wieku był Clayton J. Woodworth działający pod osobistym nadzorem Josepha F. Rutherforda. Wspomnieć tu należy, że po roku 1919 wśród ówczesnych Świadków Jehowy panowała atmosfera nieufności i wrogości wobec wszystkiego co świeckie czy religijne. Artykuły pisane były ostrym, bezkompromisowym językiem, który atakował wszystko, co było "na zewnątrz" Organizacji.

W takiej też atmosferze powstawały "medyczne" opracowania na temat prowadzenia zdrowego trybu życia, np. zalecano, żeby przed i po kąpieli wypijać 2 szklanki wody i nie używać aluminiowych naczyń kuchennych gdyż powodują one szaleństwo i wściekliznę albo to, że aspiryna wywołuje choroby serca. Były też i takie stwierdzenia, że "pozwolenie na wycięcie sobie migdałków jest gorsze niż popełnienie samobójstwa nożem". Jednak to były drobiazgi, z których możemy się dziś jedynie pośmiać. Niebezpieczeństwo tkwiło w czymś innym. Towarzystwo widząc, że jego "porady" wywołują żywe reakcje i posłuch (o czym świadczą listy wdzięcznych czytelników), zaczęło w zdecydowany sposób wkraczać w te rejony życia chrześcijan, które Biblia zawsze pozostawiała kwestii sumienia.

Szczepienia

Na "pierwszy ogień" poszły szczepienia.

*** Golden Age z 12 października 1921, s.17 ***

Szczepionki nigdy przed niczym nie ochroniły i nie ochronią, i jest to najbardziej barbarzyńska praktyka (...) Żyjemy w dniach ostatnich; diabeł powoli traci swoje wpływy, czyniąc w międzyczasie wysiłki, żeby zwieść każdego, kogo się da i to za jego przyczyną ma miejsce całe to zło. (...) Skorzystaj ze swoich praw obywatelskich jako Amerykanin, aby na zawsze wykorzenić diaboliczną praktykę szczepień.

W Golden Age z 3 stycznia 1923 roku (s.211) ukazał się artykuł The Vaccination Fraud ("Szczepionki oszustwem"), w którym Towarzystwo wyraziło swój sprzeciw wobec tej praktyki. Niemal każdego roku publikowano jakiś artykuł na temat szkodliwości szczepień, podpierając się różnorakimi pseudo-medycznymi argumentami.

*** Złoty Wiek z 15 stycznia 1927, ss.235-238 ***

Przymus szczepienia jest okropnością, - jest to poroniony płód błędu i nieświadomości (niewiedzy); jako taki nie może też mieć miejsca przedewszystkiem w hygienie i sztuce lekarskiej. O, nie łudźcie się, - szczepienie jest szeroko rozpowszechnionem oszustwem, czemś całkiem pozbawionem wszelkich podstaw naukowych - okropnym przesądem. (...)

Szczepienie spowodowało niezliczoną ilość zachorowań. Sporządzono nawet listę zgórą piędziesięciu chorób, które były bezpośrednim następstwem szczepienia. Są to między innemi: Orzodzenia, powiększenie gruczołów pachwinowych, ślepota, rak, kurcze, ospa wietrzna, ospa zwyczajna, biegunka, wymioty, skrufuły, gruźlica i wiele innych. Są to dostateczne dowody świadczące o szkodliwości tego zabobonnego zwyczaju lekarskiego, dalszy ich ciąg nie trzeba nawet przytaczać.

Z biegiem czasu poglądy WTS radykalizowały się coraz bardziej:

*** Golden Age z 1 maja 1929, s.502 [Złoty Wiek z 1 grudnia 1929, s.363] ***

Myślący ludzie wolą przebyć ospę, aniżeli poddać się szczepieniu, ponieważ przez szczepienie mogą się przenieść do ciała zarazki syfilisu, raka, wrzodów, róży, skrofułów, gruźlicy i wielu innych chorób. Dla tej przyczyny szczepienie jest zbrodnią. (...)

Szczepienie jest wielkiem oszustwem, gdyż ono jeszcze ani jednego życia nie uratowało, natomiast było przyczyną wielu chorób, wielu wypadków śmierci i ogromnej ilości zbytecznych i niezasłużonych cierpień. (...)

Nie wierzcie w szczepienie! To jest wszechświatowe oszustwo, nienaukowy zwyczaj, fatalny zabobon, skutki którego zostały zapłacone tysiącami umarłych i zranionych, bezlicznemi łzami i bólami.

Dwa lata później Towarzystwo uznało, że szczepienia są pogwałceniem Wieczystego Przymierza jakie Jehowa zawarł z Noem:

*** Golden Age z 4 lutego 1931, s.294 [Złoty Wiek z 1 listopada 1931, s.327] ***

Szczepienie jest jawnem przekroczeniem wiecznego przymierza, które Bóg zawarł z Noem po potopie. (...)

Każdy zdrowo myślący człowiek musi sobie powiedzieć, że nie chodzi tu o samo spożywanie krwi, przeciwko któremu Jehowa założył protest, lecz zakaz ten skierowany jest przeciwko mieszaniu krwi zwierzęcej z krwią ludzką. (...)

Jeszcze nigdy szczepienie nie uratowało życia ludzkiego, nigdy jeszcze ono nie zapobiegło ospie. Dobre odżywanie, dobra woda i zdrowotne warunki są podstawą zdrowia ludzkiego. Żadna choroba tego lepiej nie dowiodła, jak właśnie ospa.

Człowiek, czyniący z tego interes, by krew ludzką zanieczyścić przez wszczepienie jej wstrętnej materji, wziętej z krwi zwierzęcej, staje się winnym najgorszego przestępstwa przeciwko Bogu.

W tym samym wydaniu Golden Age ukazał się także obszerny artykuł "Dlaczego nie mamy dać się szczepić?". Stwierdzono w nim między innymi:

Przebudźcie się! z 8 marca 1993, s.23

*** Golden Age z 4 lutego 1931, ss.295-300 [Złoty Wiek z 15 maja 1936, ss.158-160] ***

Z wszystkich rzeczy, które narzucono ludziom na zło, najbardziej djabelskie jest szczepienie.

(...) Jedno z najznamienniejszych oddziaływań szczepienia na ustrój ludzki to duchowe i moralne zwyrodnienie, które jednak nie występuje u wszystkich szczepionych, dlatego że ćwiczenie ducha i woli we właściwym kierunku może przeciwdziałać temu degenerującemu wpływowi. Lecz i u takich osób wpływ jest nieraz tak silny, że po ciężkich wewnętrznych walkach następuje obłęd. Nikt nie może zaprzeczyć, że choroba umysłowa w straszny sposób wzrosła, odkąd szczepienie i leczenie surowicami stały się powszechne. (...)

Zbrodnicze skłonności dzisiejszej generacji, tak jawnie występujące od wojny światowej, są niewątpliwie bezpośrednim skutkiem szczepienia na stan moralny tej klasy ludzi, której nie umocniła zdrowa ambicja i kultywowanie szlachetnych uczuć. Impulsywny żywioł ludzkiego społeczeństwa, pozbawiony bezpośredniego celu życia, jest dobrym gruntem dla tego zgubnego wpływu. Są liczne dowody na to, że wskutek wzmożonych zastrzyków surowicy żywioł ten coraz bardziej potężnieje, tak że ród ludzki niechybnie zmierza ku cielesnemu i duchowemu upadkowi, który wstrzymać może tylko interwencja Boża.

Kilka miesięcy później znowu powrócono do tego tematu:

*** Golden Age z 5 sierpnia 1931, ss.727-728 ***

Musimy sobie uświadomić, że cokolwiek mówi się o lekarstwach, surowicach, szczepionkach, operacjach chirurgicznych, itp. zabiegach medycznych, to tego rodzaju procedury lecznicze - choć sporadycznie ratują życie - nie posiadają żadnej trwałej wartości (...) Czytelnicy Złotego Wieku znający nieprzyjemną prawdę o klerze, powinni także przyswoić sobie prawdę na temat zabiegów medycznych, które wywodzą się od tych samych czczących demony szamanów (lekarzy-kapłanów), a co praktykują 'boscy doktorzy'.

W roku 1935 złagodzono nieco te radykalne poglądy, przyznając, że niektóre rodzaje szczepionek faktycznie mogą pomagać, niemniej na przestrzeni kolejnych lat w Złotym Wieku ukazywało się mnóstwo rysunków wyśmiewających lekarzy i naukowców, a nawet stwierdzeń, że lekarze to "agenci diabła".

Wreszcie – po 29 latach – w roku 1952, Towarzystwo wystosowało odpowiedź na list czytelnika, w której oficjalnie zezwolono na przyjmowanie szczepionek. Stało się to wraz ze śmiercią C. Woodwortha, który był zdecydowanym przeciwnikiem szczepionek.

*** Watchtower z 15 grudnia 1952, s.764 [Strażnica nr11 z 1953, s.14] ***

"Czy szczepienie jest naruszeniem prawa Bożego zabraniającego przyjmowania krwi do organizmu?" - G.O.

Przedmiot szczepienia jest jednym z tych, które stoją przed jednostką, domagając się jej własnego rozstrzygnięcia dla siebie samej. Każda jednostka musi ponieść konsekwencje jakiegokolwiek ustosunkowania się i działania, które podejmuje wobec sprawy szczepienia przymusowego, czyniąc to zgodnie ze swym własnym sumieniem i ze swą oceną tego, co służy dobremu zdrowiu oraz interesom poparcia dzieła Bożego. A nasze Towarzystwo nie może sobie pozwolić dać się wciągnąć w proces prawniczy lub wziąć odpowiedzialność za obrót, jaki ta sprawa weźmie.

Po rozważeniu przedmiotu nie wydaje się nam on naruszeniem owego wieczystego przymierza, uczynionego z Noem, jak je zapisano w Genesis [Rdz] 9:4, ani przeciwny Bożemu przykazaniu, o którym doniesiono w Leviticus [Kpł] 17:10-14. Z całą pewnością nie można by rozsądnie lub zgodnie z Pismem argumentować i wykazać, że przez szczepienie ochronne osoba zaszczepiona spożywa czy wypija krew, konsumując ją jako pokarm, względnie że przyjmuje transfuzję krwi. Szczepienie nie ma jakiegokolwiek pokrewieństwa z małżeńskim złączeniem się anielskich "synów Bożych" z córkami ludzkimi, jak to opisano w Genesis [Rdz] 6:1-4. Również nie można go umieścić w tej samej klasie, jak to opisano w Leviticus [Kpł] 18:23, 24, który zabrania łączenia się ludzi ze zwierzętami. Ono nie ma nic wspólnego ze stosunkiem seksualnym.

Zatem zdaje się brakować wszelkich zastrzeżeń z przyczyn biblijnych w stosunku do szczepienia. Jedynym słusznym zastrzeżeniem, jakie niektóre osoby mogłyby tu ponieść, byłoby owo dotyczące sprawy związanego z tym ryzyka zdrowia czyli dotyczące uchronienia swego obiegu krwi od chorobliwych materii, pochodzących ze źródła obcego, czy to z rany zwierzęcej czy z rany ludzkiej. Nauka medyczna rzeczywiście twierdzi, że szczepienie istotnie udziela krwi odporności na chorobę, przeciw której dana osoba była szczepiona. Lecz ma się rozumieć, jest to kwestia dotycząca jednostki, która ma sama zadecydować dla siebie, oraz tak, jak ona widzi, że jest wolą Jehowy dla niej.

My przedstawiliśmy powyższą informację jedynie na prośbę, lecz nie możemy rościć sobie odpowiedzialności za decyzję i sposób postępowania, jaki czytelnik może powziąć.

Jak widać, Towarzystwo Strażnica ugięło się pod naporem faktów naukowych i medycznych odnośnie szczepień ochronnych, gdyż nie było w stanie dłużej podtrzymywać swoich poglądów rodem z głębokiego środniowiecza. Ale chyba najbardziej znamienna jest wypowiedź: "Nasze Towarzystwo nie może sobie pozwolić dać się wciągnąć w proces prawniczy lub wziąć odpowiedzialność za obrót, jaki ta sprawa weźmie". Prawdą jest, że w tamtym okresie różnego rodzaju instytucje społeczne masowo wytaczały Świadkom Jehowy procesy o zaniedbywanie dzieci poprzez unikanie obowiązkowych szczepień. I zazwyczaj Świadkowie je przegrywali. Stanowiło to bez wątpienia wielkie obciążenie finansowe dla tej społeczności i samego Towarzystwa, a poza tym stawiało ich w bardzo niekorzystnym świetle w oczach opinii publicznej. Posługując się tymi samymi wersetami biblijnymi, którymi wcześniej argumentowali zakaz szczepień, przedefiniowali ich znaczenie i wyciągnęli z nich zgoła odwrotny wniosek.

W 1953 roku wydano podręcznik dla głosicieli, w którym zawarto ponad 4500 wersetów biblijnych w 70 grupach tematycznych. Pod hasłem "Transfuzje krwi" znajdujemy następującą uwagę:

*** "Upewniajcie się o wszystkich rzeczach", 1953, 1957, s.235 ***

Szczepienie nie jest karmieniem krwią; nie ma nic wspólnego ze stosunkami płciowymi.

Bardzo ważne jest przy tym, żeby pamiętać, jak poważnym problemem była na początku lat 1920. ospa. W samych tylko Stanach Zjednoczonych w roku 1921 odnotowano 100,000 przypadków zachorowań, z czego ponad 40% zakończyło się śmiertelnie. Bóg jeden tylko wie, jak wielu Świadków naprawdę poniosło uszczerbek na zdrowiu lub zmarło w rezultacie podporządkowania się zakazowi szczepień wydanego przez Towarzystwo.

Surowice krwi

Ale chociaż skończył się koszmar zakazu szczepień, to podtrzymano wynikający z tego samego rozumowania zakaz korzystania z surowic krwi. W roku 1954 Towarzystwo opublikowało stosowny materiał w tym temacie. Podobno był to wyraz woli Jehowy.

*** Awake! z 8 stycznia 1954, s.24 ***

Wspomnieliśmy, że na jeden zastrzyk proteiny krwi czyli "frakcji" znanej jako gamma-globulina, niezbędne jest pobranie jednej trzeciej jednostki pełnej krwi (...) jest on wytwarzany z pełnej krwi, co stawia go w tej samej kategorii co transfuzje krwi, a co za tym idzie, podlega zakazowi Jehowy odnośnie wprowadzania krwi do organizmu.

Cztery lata później został odwołany:

*** The Watchtower z 15 września 1958, s.575 [Strażnica nr10 z 1961, s.16] ***

"Czy przyjmowanie do krwiobiegu surowicy, takiej jak anatoksyna (szczepionka) przeciwbłonicza, oraz składników krwi, jak na przykład gammaglobulina, w celu wywołania odporności na choroby przez wytworzenie przeciwciał należy uważać za równoznaczne z piciem albo pobieraniem krwi lub plazmy krwi drogą transfuzji?"

Nie wydaje się konieczne, żebyśmy jedno i drugie zaliczali do tej samej kategorii, chociaż tak czyniliśmy w przeszłości. (...)

Wstrzykiwanie do krwi przeciwciał zawartych w surowicy krwi lub korzystanie ze składników krwi w celu wytworzenia takich przeciwciał nie jest równoznaczne z doustnym lub dożylnym pobieraniem krwi jako pożywienia w celu wzmocnienia sił życiowych organizmu. Chociaż Bóg nie przewidział dla człowieka, by kalał swój krwiobieg szczepionkami, surowicami czy składnikami krwi, to jednak wydaje się, że nie jest to objęte wyraźną wolą Bożą, zakazującą spożywania krwi jako pokarmu. Czy ktoś zgodzi się na tego rodzaju leczenie, pozostaje sprawą jego osobistego osądu.

Niemniej wcześniejsze zakazy tak głęboko wryły się w świadomość ŚJ, że jeszcze kilka tak później proszono Towarzystwo o dalsze wskazówki w tej sprawie:

*** The Watchtower z 1 listopada 1961, s.670 ***

"Jeśli Biblia zabrania spożywania krwi, to jak chrześcijanie mają zapatrywać się na używanie surowic i szczepionek? Czy Towarzystwo zmieniło swój punkt widzenia w tej sprawie?" – J. D., U.S.A.

Biblia bardzo wyraźnie wskazuje, że jedynym właściwym sposobem jej wykorzystania było wylewanie jej na ołtarz; w każdym innym wypadku należało ją wylać na ziemię (3 Mojż. 17:11-13). Cała współczesna praktyka medyczna związana z używaniem krwi jest przeciwna chrześcijańskiemu stanowisku. Zatem przyjmowanie transfuzji krwi, lub wstrzykiwanie sobie zamiast niej niektórych składników krwi w celu podtrzymywania życia danej osoby jest rzeczą złą.

Co do używania szczepionek i innych substancji, do których wytworzenia w jakikolwiek sposób wykorzystuje się krew, nie ma powodu uważać, że Towarzystwo Strażnica je pochwala albo twierdzi, iż praktyki takie są dobre i właściwe. Jednakże szczepienia są powszechną praktyką w wielu dziedzinach współczesnej nauki, której nie sposób uniknąć, a chrześcijanin może dostrzec w tych okolicznościach jakąś korzyść, tym bardziej, że w rzeczywistości ich stosowanie nie wiąże się z procesem spożywania i trawienia, który w szczególny sposób jest zakazany gdyż Bóg oznajmił, iż człowiekowi nie wolno jeść krwi, choć kala to ludzki organizm.

A zatem – jak oświadczono w Strażnicy z 15 września 1958 roku, strona 575 – "Czy ktoś zgodzi się na tego rodzaju leczenie, pozostaje sprawą jego osobistego osądu". I taki pogląd na tą sprawę Towarzystwo wciąż podtrzymuje – Galatów 6:5.

Niemniej dojrzały chrześcijanin nie będzie próbował na podstawie tego doszukiwać się uzasadnienia dla medycznego używania wszelkich innych dostępnych substancji z krwi. Wręcz przeciwnie, uzna niewłaściwość ogółu takich praktyk, i będzie się tego wystrzegał ze wszystkich sił, wybierając każde inne dostępne metody leczenia.

Zatem chociaż Towarzystwo nie dostrzegało już żadnych biblijnych przesłanek odnośnie zabraniania stosowania szczepień i surowic, to w dalszym ciągu uważało je za "rzecz złą", której najlepiej byłoby się wystrzegać. Jednakże nadal była to sprawa osobistego sumienia. Czy było to jednak ostateczne zamknięcie sprawy? Otóż nie!

W roku 1963 Towarzystwo znowu poruszyło kwestię składników krwi i w Strażnicy zasugerowało powrót do zrozumienia z roku 1958. Przypuszczalnie surowice na powrót znalazły się "na ideksie", gdyż odtąd każdą frakcję krwi zaczęto uważać za środek odżywczy, a zatem – niedopuszczalny. Ale, co ciekawe, zasady tej nie odniesiono do szczepionek.

*** The Watchtower z 15 lutego 1963 roku, s.124 [Strażnica nr2 z 1964, s.9] ***

Chrześcijanin (...) potrzebuje tylko zapytać lekarza: (...) "Skąd pochodzi ta substancja?" Jeśli odpowiedź brzmi: "Ona pochodzi z krwi" lub "zachodzi we krwi", wtedy chrześcijanin dokładnie wie, co ma czynić, gdyż zasadzie tej podlega nie tylko krew jako taka, lecz też wszystko, co z krwi jest wytwarzane. (...)

W rzeczywistości krew bezpośrednio doprowadzona do ciała, służy temu samemu celowi jak pokarm, który wchodzi do żołądka; wzmocnieniu ciała i zachowaniu życia. Nie można tego porównać ze szczepieniem, dokonywanym na zdrowym człowieku, aby go uczynić odpornym na chorobę.

Można rzecz jasna kwestionować powyższy wniosek o zakazie stosowania surowic, gdyż w w artykule tym nie pada słowo surowica. Niemniej kluczowy jest tu zwrot "wszystko, co z krwi jest wytwarzane". W języku angielskim oddano to słowem "anything" czyli wszystko, cokolwiek, jakakolwiek rzecz, a używane jest ono do określania spraw nie podlegających wyjątkom. A jeśli "wszystko" to także surowice. Zostawmy to jednak w kategorii "stanowisko niejasne".

Niecałe 2 lata później (dokładnie 21 miesięcy) "kanał łączności z Bogiem" otrzymał kolejne "światło" w kwestii frakcji krwi. Tym razem – według Towarzystwa - Jehowa sprecyzował swoje "niejasne stanowisko" i zezwolił na korzystanie z surowic.

*** The Watchtower z 15 listopada 1964, ss. 680-3 [Strażnica nr11 z 1966, s.11] ***

Towarzystwo nie popiera żadnego ze współczesnych zastosowań krwi w medycynie, jak na przykład użycie jej w związku ze szczepionkami. Jednak w niektórych grupach społecznych szczepienie jest okolicznością po prostu nieunikniona i decyzję co do poddania się szczepieniu surowicą, zawierającą cząstki krwi i przeznaczoną do zbudowania przeciwciał zwalczających chorobę, pozostawiamy sumieniu każdego z osobna.

Zwróćmy uwagę, że Ciało Kierownicze (czyli Towarzystwo Strażnica) w dalszym ciągu nie popiera stosowania szczepionek i surowic, jednakże - zapewne ze względu na wspomniane kilka lat wcześniej problemy prawne - nie chce mieszać się osobiście w te sprawy i pozostawia wszystko "sumieniu" poszczególnych Świadków.

Był to swoisty szantaż psychiczny. Posłużmy się podobnym przykładem: Dziecko pyta rodzica, któremu we wszystkim ufa i wierzy, jak ma postąpić w jakiejś sprawie. Ojciec odpowiada, że co prawda nie może mu tego zabronić, bo naraziłby się tym na problemy, ale on osobiście nigdy by tego zrobił i jest zdecydowanie przeciwny danemu postępowaniu. Jak zachowa się dziecko? Odpowiedź jest oczywista: Będzie się starało zadowolić ojca i podejmie decyzję zgodnie z jego oczekiwaniami. W argumentacji stosowanej przez Strażnicę widać identyczny schemat.

Świadkowie Jehowy trwali w takim "niejasnym" zawieszeniu ponad 10 lat. Ze wspomnień długoletnich członków Organizacji wynika jednak, że zdecydowana większość starała się "zadowolić" Towarzystwo i podobnie jak ono "nie popierali" korzystania z jakiejkolwiek frakcji krwi. "Światła" w Biurze Głównym Strażnicy migały wówczas bardzo często, a zmiany w kwestii dotyczącej czasami życia lub śmierci poszczególnych Świadków Jehowy wydawały się nie mieć żadnego znaczenia. Po tych wszystkich perturbacjach, przyjąć można że prawdziwy przełom nastąpił dopiero w 1974 roku:

*** The Watchtower z 1 czerwca 1974, s.352 [Strażnica nr20 z 1974, ss.23,24] ***

Cóż więc możemy powiedzieć o surowicy, zawierającej tylko drobną frakcję krwi i stosowanej jako pomocniczy środek obrony przed jakąś infekcją, a nie po to, by spełniła funkcję podtrzymywania życia, którą normalnie spełnia krew?

Sądzimy, że tutaj musi decydować sumienie poszczególnego chrześcijanina. Niektórzy mogą uważać, że przyjęcie takiej surowicy nie jest aktem lekceważenia sobie świętości życia i Boga jako Źródła życia, że nie stanowi naigrawania się z wyraźnie sprecyzowanej woli Boga co do niekorzystania z krwi jako pokarmu. Z drugiej zaś strony sumienie innych może ich nawoływać do odrzucenia wszelkich takich surowic. Przed Bogiem, swoim Sędzią, każdy zda sprawę z powodów, dla jakich powziął decyzję zgodną ze swym sumieniem.

W roku 1978 stanowisko co do używania surowic krwi zostaje ostatecznie zatwierdzone na "tak" i nie są już one taktowane jako środek służący "podtrzymywaniu życia". Sprawa ich przyjmowania znowu staje się kwestią sumienia, ale w dalszym ciągu pobrzmiewa "stary duch" i nie ma na ich stosowanie pełnej akceptacji Towarzystwa. CK oświadcza, że sprawa ta leży "jakby w strefie pogranicznej".

*** The Watchtower z 15 czerwca 1978, ss.30,31 [Strażnica nr5 z 1979, ss.22,23] ***

Cóż jednak wypada powiedzieć o przyjmowaniu zastrzyków surowicy, stosowanych na przykład przeciwko błonicy, tężcowi, wirusowemu zapaleniu wątroby, wściekliźnie, hemofilii (krwawiączce) i niezgodności czynnika Rh? Wydaje się, że leży to jakby w "strefie pogranicznej". Niektórzy chrześcijanie uważają, że przyjęcie niewielkiej ilości środka krwiopochodnego dla takich celów nie jest przejawem zlekceważenia prawa Bożego; sumienie im na to zezwala. (Porównaj z tym Ewangelię według Łukasza 6:1-5). Inni jednak ze względu na sumienie czują się zobowiązani do odtrącenia zastrzyków surowicy, ponieważ zawierają krew, chociaż tylko w maleńkiej ilości. Dlatego daliśmy wyraz stanowisku, że tę kwestię każdy musi rozstrzygnąć osobiście.

Problem surowic krwi (głównie czynnika Rh) zostaje ostatecznie zamknięty dopiero w roku 1994.

*** Przebudźcie się! z 8 grudnia 1994, s.28 ***

Czy chrześcijanie mogą świadomie przyjmować immunoglobulinę anty-RhD?

Ostateczną decyzję o przyjęciu preparatu IgG anty-D musi podjąć chrześcijańskie małżeństwo zgodnie ze swym sumieniem.

"Niewolnik" dostał wtedy prawdopodobnie ostatnie w tej kwestii "nowe światło", które mówi: wolno.

Kto jest odpowiedzialny za to całe zamieszanie? Jehowa czy Organizacja? Czy Jehowa albo Chrystus nie mają pojęcia co wolno, a co nie? Czy bawią się Oni ludzkim życiem, podając poprzez swój "kanał" tyle sprzecznych i niejasnych informacji w jednej tylko sprawie? Kto odpowie za szkody jakie te wszystkie zakazy sprowadziły na ludzi ufnych w "kierowaną duchem Bożym Organizację"? Czy nadzieja na Nowy Świat albo na zmartwychwstanie załatwia wszystko?

Przez te wszystkie lata ani raz nie padło nawet zdawkowe "Przepraszamy"!

Jednakże cała ta sofistyka związana z surowicami i szczepieniami dała podłoże do zakazu stosowania krwi w zabiegach medycznych.

Wczesne poglądy

Warto przy tej okazji sięgnąć najpierw do wczesnych poglądów Towarzystwa na krew. Okazuje się bowiem, że ani pastor Russell, ani początkowo J. Rutherford nie mieli żadnych zastrzeżeń co do krwi, uważając, że zakaz z Dziejów 15 był tymczasowy i służył jedynie zachowaniu jedności pomiędzy chrześcijanami pochodzenia pogańskiego i żydowskiego. A już absolutnie nie można go dopasować do używania krwi w medycynie.

*** Zion’s Watch Tower z 15 listopada 1892, s.350 ***

Zasugerował on [Jakub] zatem, żeby po prostu napisać im, aby wstrzymywali się od nieczystości bałwanów (werset 29), i od rzeczy uduszonych, i od krwi – gdyż spożywając te rzeczy mogli stać się kamieniami potknięcia dla swoich żydowskich braci (zobacz 1 Kor. 8:4-13) – i od rozpusty.

W 1909 roku Russell podtrzymał swój wcześniejszy pogląd na tą sprawę. Komentując 15 rozdział Dziejów Apostolskich zaprzeczył, jakoby "powstrzymanie się od tych rzeczy uczyniło kogokolwiek chrześcijaninem", ale miało cel nadrzędny - służyło zespoleniu ówczesnego grona chrześcijan. Russell nie dość, że nigdy nie wypowiadał się o krwi w kontekście medycznym, to na dodatek nie podejmował się wyjaśnienia zasad dietetycznych jakie mogłyby z tego fragmentu Biblii wynikać.

*** Zion’s Watch Tower z 15 kwietnia 1909, s.117 ***

Wskazane było, by chrześcijanie z pogan powstrzymali się od korzystania ze swej wolności w tej sprawie ze względu na szacunek dla słabszych braci, zarówno Żydów, jak i pogan, którzy nie mogąc zagłębić się w filozofię tego zagadnienia, mogliby ponieść szkodę na sumieniu.

Podobna myśl towarzyszy zakazowi używania krwi. Dla Żyda było to zabronione, gdyż pod jego przymierzem był to symbol życia – uczestniczenie w niej oznaczałoby przyjmowanie odpowiedzialności za odebranie życia. Co więcej, w obrazowych ceremoniach Zakonu zakazana krew używana była jako symbol reprezentujący ofiarę za grzech, gdyż przez krew dokonywało się pojednanie za grzechy. Dla podkreślenia owych symbolicznych lekcji Żydom nie wolno było używać krwi. Dodatkowo mogły temu towarzyszyć jakieś inne higieniczne względy, które nie są nam jednak znane. Owe zakazy nie przeszły na pogan, ponieważ nigdy nie byli oni objęci Przymierzem Zakonu. Jednak żydowskie poglądy na ten temat były tak głęboko zakorzenione, że dla utrzymania pokoju w Kościele konieczne było, by poganie również przestrzegali tych nakazów. Określenie "rzeczy dławione" dotyczy zwierząt schwytanych w sidła, których krew nie została wylana lub spuszczona aż do utraty życia, jak tego wymagało żydowskie Prawo odnoszące się do mięsa przeznaczonego do spożycia. Ograniczenie to było konieczne dla zgody między obydwiema częściami duchowego Izraela – tych, którzy przychodzili z judaizmu oraz tych, którzy pochodzili z pogan.

Nie chcąc być przyczyną kłótni i podziałów w Kościele, bracia z pogan z pewnością chętnie powstrzymali się o tych rzeczy, składając swoją wolność w ofierze.

Takie zrozumienie było wtedy powszechnie obowiązujące, co mimochodem po latach przyznało Ciało Kierownicze:

*** Strażnica z 15 maja 1995, s.23 ***

Niektórzy Badacze Pisma Świętego sądzili, że zakaz spożywania krwi zanotowany w Dziejach Apostolskich 15:28, 29 dotyczył jedynie chrześcijan pochodzenia żydowskiego.

Prawdę mówiąc, po raz pierwszy na krew w sensie negatywnym zwróciła uwagę Strażnica z 1927, zaznaczając, że "zakaz krwi" z Rodzaju 9:4 odnosi się do wszystkich ludzi. Podkreślić jednak należy, że wszystkie te rozważania dotyczyły spożywania krwi, i niczego więcej.

*** The Watch Tower z 15 grudnia 1927, ss.371,372 [Strażnica z 15 stycznia 1928, ss.19,20] ***

W tym samym czasie Bóg zawarł przymierze z Noem, które to przymierze włączało każde żyjące stworzenie a to przymierze określone jest przez Pana, jako: "Przymierze wieczne". To było właśnie przy tej okazji, że Bóg oznajmił swoje prawo odnośnie życia. Jest jawnem z zapisków, że Noe i jego potomstwo od owego czasu nadal przywłaszczali sobie niektóre korzyści z tego przymierza uczynionego przy owej okazji, zatem Noe i jego całe potomstwo jest zobowiązane warunkami owego przymierza.

Bóg powiedział Noemu, że wszelkie żyjące stworzenie będzie pokarmem dla niego, z wyjątkiem że nie miał spożywać krwi, ponieważ we krwi objawia się życie.

Podobną opinię wyrażano w kolejnych latach w licznych artykułach Złotego Wieku.

*** Golden Age z 4 lutego 1931, ss.291-293 [Złoty Wiek z 15 lipca 1932, ss.214,215] ***

Na uwagę zasługuje, że zakaz spożywania krwi był nazwany "wiecznym". Zakaz ten miał przechodzić z pokolenia na pokolenie. (...)

Niechaj się nikt nie łudzi, że ten dany Żydom przepis nie ma już teraz zastosowania. Zasługuje na uwagę, że w Nowym Testamencie w tym samym czasie, gdy duch święty przez apostołów oświadczył, że narody są wolne od jarzma obrzezania, zakazano spożywać krew, a przekroczenie tego zakazu postawione było narówni z bałwochwalstwem i wszeteczeństwem. (Dzieje Apost. 15:28,29)

*** Golden Age z 6 lipca 1932, s.365 ***

W wersetach 3 i 4 czytamy: "Wszystko co się rucha, i co żyje, wam będzie na pokarm, jako jarzynę zieloną, dałem wam to wszystko. Wszakże mięsa z duszą jego, która jest krew jego, jeść nie będziecie." Jest to wyrażenie Bożej woli; a zatem jest to prawo Boże. Jego prawo stanowiło, że człowiek mógł jeść mięso zwierząt, ptactwa i ryb, ale nie wolno mu było jeść krwi. Powodem, dla którego nie można było jeść krwi jest to, że podstawa życia jest we krwi. I tutaj znowu Bóg udziela nam lekcji odnośnie świętości krwi. Skoro życie jest we krwi, nie można jej spożywać.

Jednakże nie była to dla ówczesnych Świadków Jehowy kwestia zasadnicza. Chodziło im raczej o uwypuklenie tzw. "świętości krwi" niż o jakieś kurczowe trzymanie się zasad dietetycznych (zob. np. broszurę Sprawiedliwy Władca, 1934 s.24). Potwierdza to inny cytat z literatury WTS:

*** Złoty Wiek z 15 kwietnia 1932, s.123 ***

Pytanie: Zakon Mojżeszowy zakazywał spożywania krwi. Czy ten przepis odnosi się też do chrześcijan?

Odpowiedź: Powtarzamy tu słowa apostoła, przytaczane już w odpowiedzi na pierwsze pytanie: "Niechajże nas tedy nikt nie osądzi dla pokarmu, albo dla napoju". Dalej: "Ale nas pokarm nie zaleca Bogu; bo choćbyśmy jedli, nic nam nie przybywa; a choćbyśmy i nie jedli, nic nam nie ubywa" (1 Do Koryntów 8:8). "Cokolwiek w jatkach (publicznie) sprzedawają, jedzcie, nic nie pytając dla sumienia" (1 Do Koryntów 10:25). Przypuszczać należy, że jeżeli Bóg zakazał Izraelitom spożywania krwi, wieprzowiny etc., musiało to mieć dla nich znaczenie ze względów zdrowotnych.

W tamtym okresie nie łączono spożywania krwi z wykorzystywaniem jej w medycynie, gdyż takie było opisywane z uznaniem. Oto przykłady:

*** Nowy Dzień nr3 z 1936, s.48 ***

Krew zmarłego ratuje życie umierającym

Transfuzja krwi jest dzisiaj już w codziennym użyciu i przy stosowaniu jej nie ma obawy wypadków, których przyczyny przez długi czas nie można było odkryć (...) Wielu ludzi mogłoby czuć pewną instynktowną odrazę do takiej operacji w swoim rodzaju makabrycznej. Ale kiedy się nad tym spokojnie zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że jest to wynalazek mogący oddać ludzkości wielkie usługi. Krew jednego zmarłego może ratować życie kilkunastu umierającym. Ten jedynie wzgląd powinien już przekonać wszystkich do tego rodzaju operacji, która w istocie swojej nie ma nic zdrożnego.

*** Consolation z 25 grudnia 1940, s.19 ***

Reperacja serca

Pewna gospodyni domowa z Nowego Jorku postrzeliła się prosto w serce z własnego rewolweru przesuwając coś w szafce. Niezwłocznie została przewieziona do szpitala, podcięto jej lewą pierś, usunięto cztery żebra i wyciągnięto serce, na które założono trzy szwy. Jeden z obecnych na ostrym dyżurze lekarzy oddał kwartę [ok. 0,9 litra] własnej krwi w celu przeprowadzenia transfuzji, i dzisiaj ta kobieta żyje oraz uśmiecha się radośnie na wspomnienie tego, co przytrafiło się jej podczas najintensywniejszych 23 minut jej życia.

Widać zatem wyraźnie, że za dwóch pierwszych prezesów Towarzystwa Strażnica - Charlesa Russella i Josepha Rutherforda - spożywanie krwi czy jej przetaczanie było sprawą osobistej decyzji i nie robiono z tego większego problemu. Tak to też ujęto w jednej z późniejszych Strażnic:

*** The Watchtower z 15 sierpnia 1972, s.501 [Strażnica nr11 z 1973, s.17] ***

Na przykład począwszy od lat czterdziestych bieżącego stulecia świadkowie Jehowy nie godzą się na oddawanie swej krwi ani na przyjmowanie transfuzji, podczas gdy przedtem nie robili z tego żadnej kwestii.

Po śmierci J. Rutherforda, który miał dość liberalny stosunek do krwi, do głosu na powrót doszli w Towarzystwie ludzie o skrajnych poglądach na medycynę. Według książki o historii ŚJ (Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego, 1995, s.183) za przełomową datę we "właściwym zrozumieniu" kwestii krwi i wprowadzeniu zakazu transfuzji uznaje się wydanie Strażnicy z 1 lipca 1945 roku. Jednak, jak przyznano w przypisie, już kilka miesięcy wcześniej "w numerze z 1 grudnia 1944 roku wspomniano wyraźnie o transfuzjach". I rzeczywiście tak było:

*** The Watchtower z 1 grudnia 1944, s.362 [Strażnica z maja 1946, ss.78,79] ***

Nie tylko jako potomkowie Noego, lecz także jako zobowiązani przez prawo Boże dane Izraelowi, które zatwierdziło wiecznotrwałe przymierze względem świętości podtrzymującej życie krwi, cudzoziemcowi było zakazane jedzenie i picie krwi, czy to w formie transfuzji, czy doustnie (1 Moj. 9:4; 3 Moj. 17:10-14).

Co ciekawe, w wydaniu polonijnym fragment "whether by transfusion or by the mouth" ("czy to w formie transfuzji, czy doustnie") zastąpiono zwrotem "w jakikolwiek sposób". Był to jednak problem tylko polskojęzycznych Świadków Jehowy, gdyż w innych wydaniach umieszczono słowo "transfuzja". Zapewne wywołało to w Organizacji sporo pytań i próśb o uzasadnienie tego zupełnie nowego poglądu. Dlatego w roku 1945 opublikowano obszerny artykuł "Niewzruszeni w prawym wielbieniu", którego sporą część poświęcono "świętości krwi". Autorem obu artykułów najprawdopodobniej był Frederick Franz. Szeroko rozpisał się o biblijnych wymogach zabraniających spożywania krwi i zaliczył takie praktyki do rzeczy "pogańskich i uwłaczających Bogu". Jako jeden z argumentów przeciwko transfuzji wymienił fakt, że w 1492 roku poddał się jej papież Innocenty VIII, zatem transfuzje są bezpośrednio związane z Babilonem Wielkim. Kluczowy fragment zakazu transfuzji brzmi:

*** The Watchtower z 1 lipca 1945, ss.195-204 ***

Skoro więc rozumiemy, że Najwyższy i Najświętszy Bóg dał jasne rozporządzenie co do krwi, zgodne z Jego wiecznotrwałym przymierzem zawartym z Noem i wszystkimi jego potomkami, i skoro wiemy, iż jedyny sposób użycia krwi, jaki zatwierdził On w celu udzielenia ludzkości życia, to wykorzystanie jej do przebłagania za grzech, a także skoro jesteśmy świadomi, że miało się to odbywać na Jego świętym ołtarzu lub przed Jego tronem łaski, a nie przez wprowadzanie tej krwi bezpośrednio do organizmu człowieka, to wszystkim chwalcom Jehowy, którzy dążą do życia wiecznego w nowym świecie sprawiedliwości przystoi uszanować świętość krwi i podporządkować się sprawiedliwym zarządzeniom Bożym dotyczącym tej żywotnej kwestii.

Wykluczać?

Na przestrzeni kilkunastu kolejnych lat pojawiają się inne artykuły utrzymane w tym tonie. Ale stanowisko Towarzystwa jest bardzo niejasne. Z jednej strony padają dość stanowcze stwierdzenia, że chrześcijanie powinni stronić od krwi, gdyż korzystanie z niej jest pogwałceniem Prawa Bożego, ale z drugiej strony Towarzystwo nie widzi powodów, by potępiać czy wykluczać nawet "pomazańców" czyli członków "niewolnika wiernego i roztropnego" za przyjmowanie transfuzji. Osoby takie uważa się po prostu za "niedojrzałe duchowo", ale korzystanie z krwi pozostawia się ich osobistemu osądowi:

*** The Watchtower z 1 sierpnia 1958, s.478 [Strażnica nr20 z 1958, s.23] ***

Pewna niewiasta będąca świadkiem Jehowy i utrzymująca, że należy do pomazanego ostatka, była niedawno w szpitalu i dobrowolnie poddała się transfuzji krwi. Czy można jej pozwolić, żeby przy obchodzeniu Wieczerzy Pańskiej spożywała z symbolów, to znaczy z chleba i wina? – R.J., St. Zj.

Oczywiście ubolewamy razem z Tobą, że ta siostra – uważająca się za członka pomazanego ostatka – będąc w szpitalu dobrowolnie poddała się transfuzji krwi. Uważamy, że postąpiła wbrew woli Bożej, a więc niewłaściwie. Jednak zbory nigdy nie otrzymały wskazówki, żeby pozbawić społeczności osoby, które dobrowolnie każą sobie robić transfuzję albo ją popierają. Osądzenie ludzi, którzy przestępują prawo Boże co do świętości krwi, pozostawiamy Jehowie, najwyższemu Sędziemu. W wypadku takiej osoby można uczynić jedynie tyle, że się ją uważa za niedojrzałą, czyli za kogoś, kto nie jest w stanie przyjąć na siebie pewnych odpowiedzialności, i w związku z tym nie powierzamy jej pewnych zadań służbowych.

Za dobrowolne poddanie się transfuzji krwi albo za pochwalanie transfuzji zastosowanej komuś bliskiemu czy członkowi rodziny nikt nie zostaje pozbawiany społeczności, a wobec tego nie macie tez prawa powstrzymywać tej siostry od udziału w uroczystości Wieczerzy Pańskiej. Jako pomazany członek ciała Chrystusowego podlega ona poleceniu i nakazowi Chrystusa Jezusa, aby z niej spożywać. Czy okazuje się niewierną w stosunku do tego, do czego się przyznaje przez spożywanie z symbolów Wieczerzy Pańskiej, to orzeknie sam Jehowa Bóg. Jego sąd rozpoczyna się od domu Bożego. Ani wy, ani w ogóle nikt z podających symbole Wieczerzy nie jest upoważniony do urzędowania jako sędzia; symbole w zwykły sposób powinny być udostępnione wszystkim obecnym, aby każdy miał możliwość spożycia z nich.

Chociaż nie pochwalono tu transfuzji krwi, to jednak zdanie Towarzystwa wydaje się być tutaj bardzo zrównoważone – "każdy odpowie za to przed najwyższym Sędzią, Jehową", gdyż jest to sprawa sumienia poszczególnego chrześcijanina. Niestety, już niedługo miało błysnąć kolejne "nowe światło" w tej kwestii!

*** The Watchtower z 15 stycznia 1961, ss.63,64 [Strażnica nr17 z 1961, s.14] ***

Czy z uwagi na poważne znaczenie, jakie ma przyjmowanie do organizmu ludzkiego krwi przez transfuzję, naruszenie zasad biblijnych pod tym względem przez oddaną Bogu, ochrzczoną osobę, która przyjmuje transfuzję krwi, może pociągnąć za sobą wykluczenie jej ze społeczności zboru chrześcijańskiego?

Natchnione Pismo Święte odpowiada na to twierdząco. (...) Według prawa Mojżeszowego, które przedstawiano zarysy rzeczy przyszłych, przyjmujący transfuzję krwi musi być wytępiony spośród ludu Bożego przez wyłączenie, czyli wykluczenie ze społeczności.

Jeśli przyjęcie transfuzji krwi jest pierwszym przewinieniem oddanego Bogu, ochrzczonego chrześcijanina, wynikającym z jego niedojrzałości oraz braku stałości chrześcijańskiej, i jeśli on poznaje swój błąd, żałuje tego oraz okazuje skruchę i prosi Boga jak również ziemski zbór Boży o przebaczenie, to należy mu okazać miłosierdzie i nie potrzeba go wykluczyć ze społeczności. Powinno się roztoczyć nad nim nadzór oraz dokładnie pouczyć go w tej sprawie na podstawie odnośnych tekstów Pisma Świętego i w ten sposób pomóc mu nabrać sił do podejmowania w każdym przyszłym wypadku decyzji zgodnej z miernikami chrześcijańskimi.

Jeżeli jednak on nie chce uznać swego odstępstwa od wymaganych mierników chrześcijańskich i robi z tego kwestię sporną w zborze chrześcijańskim oraz usiłuje wywrzeć wpływ na innych członków tego zboru, żeby go poparli, albo gdyby w przyszłości nadal upierał się przy tym, żeby przyjmować transfuzję krwi lub oddawać krew na rzecz przeprowadzania tego lekarskiego zabiegu na innych, to daje tym dowód, że w rzeczywistości nie okazał skruchy, ale że się świadomie przeciwstawił wymaganiom Bożym. Jako buntowniczy przeciwnik i przykład niewierności dla innych członków zboru chrześcijańskiego musi zostać z niego wytępiony przez wykluczenie ze społeczności.

Jakaż drastyczna zmiana poglądów! I to zaledwie na przestrzeni dwóch i pół roku!

*** Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego, 1995, s.183 ***

Zgodnie z takim zrozumieniem tej sprawy osoby, które wbrew wymaganiu Bożemu przyjmują transfuzję i nie okazują skruchy, są od roku 1961 wykluczane ze zboru Świadków Jehowy.

Przebudźcie się! z 8 marca 1993, s.23

Swoje stanowisko Towarzystwo utrzymuje w mocy aż do roku 2000. W Liście "Do wszystkich nadzorców podróżujących" z 26 kwietnia 2000 roku "wykluczenie" zamieniono na "odłączenie się". W skutkach nic się nie zmienia, ale nieodparcie nasuwa się myśl, że ma to związek z oszukańczym wnioskiem, jaki Towarzystwo złożyło w kwestii krwi przed Europejską Komisją Praw Człowieka w związku z tzw. "aferą Bułgarską".

Ale czy faktycznie wykluczenie daje się usprawiedliwić Prawem Mojżeszowym? Pisma Chrześcijańskie wydają się temu przeczyć:

Rzymian 10:4

Gdyż Chrystus jest końcem Prawa, aby każdy, kto wierzy, osiągnął prawość.

Galatów 3:24,24

Toteż Prawo stało się naszym wychowawcą prowadzącym do Chrystusa, abyśmy dzięki wierze zostali uznani za prawych. Ale skoro wiara nadeszła, nie podlegamy już wychowawcy.

Kolosan 2:14

[Bóg] wymazał spisany ręcznie dokument przeciwny nam, który się składał z postanowień i który był nam przeciwny, i usunął go z drogi przez przybicie do pala męki.

Hebrajczyków 10:1

Prawo zawiera cień mających nadejść dóbr, a nie samą ich istotę.

Zatem Prawo miało nas tylko doprowadzić do Chrystusa i zostało usunięte wraz z jego ofiarną śmiercią. Było tylko "cieniem", a nie "istotą", więc ma mowy o podpieraniu się wymogami Prawa do ustanawiania tak zdecydowanych wytycznych dla zboru chrześcijańskiego, jak zrobiło to Towarzystwo w roku 1961! Pisma Greckie nie zawierają żadnej wzmianki o wykluczaniu za przyjmowanie krwi.

Kara z ręki Bożej

W czasie, kiedy Ciało Kierownicze szykowało się do wprowadzenia procedury wykluczania ze społeczności za korzystanie z krwi w jakiejkolwiek formie, w literaturze WTS coraz częściej pojawiać się zaczęły artykuły o rzekomym wielkim gniewie Boga wobec takich osób i karze, jaka spotka je z Jego ręki. Był to prawdziwy majstersztyk w przygotowaniu umysłów Świadków Jehowy na planowaną zmianę stanowiska.

*** Awake! z 22 stycznia 1958, ss.17-23 [Strażnica nr8 z 1960, ss.13-17] ***

Świadkowie Jehowy oddali się Bogu, aby czynić Jego wolę. Gdy się przyjmuje krew w jakiejkolwiek postaci do swego organizmu, przestępuje się prawo Boże, a to wiedzie do wiecznej śmierci. (...)

Bóg może wzbudzić z martwych i też faktycznie wzbudzi wszystkich, wiernych aż do śmierci — niezależnie od tego, czy by ją ponieśli z ręki okrutnego dyktatora, który by ich chciał zmusić do wyrzeczenia się wiary w Jehowę, czy też spotka ich ona w związku z przestrzeganiem przykazania, które Bóg dał odnośnie do transfuzji krwi. Jeżeli natomiast okażą się niewierni i umrą, to pozostaną martwi już na zawsze.

*** The Watchtower z 1 listopada 1959, ss.646 [Strażnica nr8 z 1960, s.2] ***

Dając Noemu zaraz po potopie swoje prawo Bóg wyraźnie orzekł, że życie, czyli dusza jest we krwi. Jednakże nowoczesna wiedza lekarska nie chce uznać prawa Bożego, które nakazuje poszanowanie dla świętości krwi, Nowoczesna medycyna lekceważy fakt, że ta ustawa o krwi obowiązuje po dziś dzień całą ludzkość i że za łamanie tego świętego prawa dotyczącego krwi przewidziana jest kara z ręki Bożej.

Wina krwi

Mamy tu do czynienia ze swoistym rozdwojeniem jaźni u ówczesnych autorów "pokarmu na czas słuszny". Z jednej strony w sierpniu 1958 roku piszą, że "zbory nigdy nie otrzymały wskazówki, żeby pozbawić społeczności osoby, które dobrowolnie każą sobie robić transfuzję albo ją popierają", a osobę taką "uważa się za niedojrzałą", przy czym zgoda na transfuzję nie dyskwalifikuje pomazańca w jego niebiańskiej nadziei, a z drugiej - już w styczniu 1958 roku (a potem w listopadzie 1959) publikowany jest materiał, w którym oświadczono, że za przyjęcie krwi w jakiejkolwiek formie "przewidziana jest kara z ręki Bożej", co "wiedzie do wiecznej śmierci". Czy owa "kara" i "wieczna śmierć" dotyczyły jedynie "drugich owiec", a pomazańcy byli od niej wolni, tego już nie wyjaśniono.

Jest to sprawa o tyle istotna, gdyż dopiero w styczniu 1961 roku Świadkowie Jehowy otrzymali "nowe światło" nakazujące, iż "przyjmujący transfuzję krwi musi być wytępiony spośród ludu Bożego przez wyłączenie, czyli wykluczenie ze społeczności". Niemniej, pogląd ten szybko upowszechnił się wśród Świadków Jehowy i trzymają się go do dnia dzisiejszego.

*** The Watchtower z 15 września 1961, s.565 [Strażnica nr6 z 1962, s.13] ***

Starania o uratowanie życia sposobami sprzecznymi z Biblią nigdy nie przyniosą trwałego pożytku. Jakże niemądra jest myśl, że można uratować życie przez pogwałcenie prawa Życiodawcy! Chociaż chwilowo może się wydawać, że wyniki takiego leczenia są dodatnie, to jednak w końcu można za nie zapłacić chorobą lub poronieniem, jako bezpośrednim następstwem sposobu postępowania obranego na podstawie złej porady. Nawet jeśli pacjent lub jego potomstwo nie poniosą cielesnej szkody, to jednak pogwałcenie prawa Bożego poważnie zagraża czyjejś możliwości uzyskania życia wiecznego w Bożym nowym świecie.

*** The Watchtower z 15 kwietnia 1970, s.249 [Strażnica nr1 z 1971, s.19] ***

Kiedy ktoś jest bliski śmierci, nie pora na naciąganie czy przestępowanie prawa Bożego, ale raczej na jak najściślejsze zbliżenie się do Boga przez dochowanie Mu wierności. Nagrodą za wierność jest życie wiecznotrwałe. Jakże nierozsądne byłoby wystawienie na ryzyko nadziei życia wiecznego w zamian za niepewną obietnicę wyzdrowienia po transfuzji krwi!

*** Świadkowie Jehowy a kwestia krwi, 1977, 1992, s.61 ***

Usilnym dążeniem do przestrzegania prawa Bożego co do krwi Świadkowie Jehowy dają dowód, że rozumieją, iż życie pochodzi i zależy od Stwórcy i Życiodawcy. Oznajmił On na kartach Biblii, że nasze szczęście i nieprzerwane istnienie w przyszłości są uwarunkowane wiarą i posłuszeństwem (1 Jana 2:3-6). Właśnie dlatego pierwsi chrześcijanie woleli narazić życie doczesne niż postąpić wbrew swym wierzeniom. W dobie obecnej Świadkowie Jehowy z nie mniejszym zdecydowaniem strzegą więzi, która łączy ich z Bogiem. Dlatego będą posłuszni biblijnemu nakazowi, aby 'powstrzymywać się od krwi' (Dzieje 15:29, BT).

Tego rodzaju retoryka pojawiała się również w czasach bardziej nam współczesnych. Zapoznajmy się z kilkoma wypowiedziami Ciała Kierowniczego:

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.12 ***

Osoby lekceważące prawo Boże co do krwi często źle na tym wychodzą — natychmiast lub nieco później. Niektórzy nawet umierają wskutek transfuzji. Wiadomo również, że ci, którym udaje się przeżyć, nie dostępują życia wiecznego, więc krew nie ratuje im życia na zawsze.

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.15 ***

Docenianie tej wartości pomaga Świadkom Jehowy stanowczo unikać niewłaściwego korzystania z krwi, nawet gdy lekarz w dobrej wierze twierdzi, że konieczna jest transfuzja. Jego zdaniem spodziewane korzyści przewyższają ewentualne ryzyko, towarzyszące podaniu krwi. Niemniej jednak chrześcijanin nie może zlekceważyć jeszcze większego ryzyka — groźby utraty uznania Bożego w wypadku wyrażenia zgody na niedozwolone użycie krwi. Apostoł Paweł wspomniał o ludziach, którzy 'rozmyślnie grzeszą, otrzymawszy poznanie prawdy'. Dlaczego każdy taki grzech był sprawą bardzo poważną? Ponieważ ten, kto się go dopuścił, 'podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony' (Hebrajczyków 9:16-24; 10:26-29, Bw).

*** Strażnica z 15 czerwca 2004, s.24 ***

Pod koniec "Pytań czytelników", zamieszczonych na stronach od 29 do 31, powiedziano: "Czy okoliczność, iż zarówno opinie, jak i decyzje podyktowane sumieniem mogą się trochę różnić, świadczy o tym, że kwestia ta nie ma wielkiego znaczenia? W żadnym wypadku. Jest to sprawa bardzo poważna". I to naprawdę poważna, gdyż w grę wchodzą nasze stosunki z "żywym Bogiem". Tylko ta więź prowadzi do życia wiecznego za sprawą zbawczej krwi przelanej przez Jezusa.

Transfuzja - przeszczep tkanki czy odżywianie krwią?

W roku 1951 Towarzystwo Strażnica usiłując wytłumaczyć swoje nowe stanowisko wobec transfuzji krwi odniosło się do licznych pytań, które wyniknęły po pewnym procesie sądowym w Chicago dotyczącym Świadków Jehowy i ich poglądów na kwestię krwi. Prasa, opinia publiczna, a nawet niektórzy ŚJ byli co najmniej zdziwieni nowymi regulacjami ustanowionymi przez WTS, tym bardziej, że Świadkowie zaczęli masowo odmawiać leczenia krwią, chociaż wcześniej nie stanowiło dla nich żadnego problemu. Odpowiadając na jeden z zarzutów o irracjonalności nowej polityki, Towarzystwo dokonało karkołomnego wyjaśnienia:

*** The Watchtower z 1 lipca 1951, s.415 ***

Wiele osób twierdzi, że przyjęcie transfuzji nie równa się spożywaniu krwi. Czy to słuszny pogląd?

Pacjenta w szpitalu można karmić doustnie, przez nos albo przez żyły. Kiedy dożylnie podaje się roztwory cukru, nazywane jest to dokarmianiem dożylnym. Tym samym nazewnictwo szpitalne uznaje za proces dokarmiania wprowadzenie odżywki do organizmu poprzez żyły. A zatem zalecenie podania transfuzji jest dożylnym odżywianiem pacjenta krwią i w ten sposób otrzymuje on swój pokarm. Pominąwszy przemyślne wynalazki i rozumowania oraz spory, oczywistym faktem pozostaje to, że spora ilość krwi jednej osoby została rozmyślnie wtłoczona do organizmu drugiej. Niezależnie od metody, jest to rzecz zakazana przez Boga.

Tego typu argumentacja była przez kolejne kilkanaście lat wielokrotnie powtarzana i wtłaczana w umysły Świadków Jehowy. Nie miało znaczenia to, że medycyna już wówczas odrzucała wiązanie transfuzji z odżywianiem. Te fakty po prostu przemilczano. Najważniejsze było uzasadnienie swoich wydumanych racji. W obieg puszczono dziesiątki artykułów propagujących pogląd, że transfuzja jest niczym innym jak odżywianiem krwią, a zatem podlega biblijnemu zakazowi spożywania krwi.

*** Awake! z 22 stycznia 1958, s.22 [Strażnica nr8 z 1960, s.16] ***

Dlaczego mówicie, że transfuzje są zabronione, skoro Biblia wcale o nich nie wspomina?

Biblia nic nie wspomina o transfuzjach, bo w czasie spisywania Biblii jeszcze ich nie znano. Jednak transfuzja w istocie swej ściśle odpowiada dożylnemu odżywianiu. Okoliczność, że transfuzja polega tylko na wymianie krwi, nie zmienia postaci rzeczy. Ten sam cel można inną droga osiągnąć też przez takie odżywianie, które przyspieszy tworzenie się krwi. Przetoczenie krwi jest jedynie bardziej bezpośrednią drogą do tego celu.

*** Blood, Medicine and the Law of God, 1961, s.11 [Krew, medycyna a prawo Boże, 1965, s.11] ***

To nie ma nic do rzeczy, że krwi nie wprowadza się do organizmu ustami, lecz przez żyły. Nieistotny jest także argument, jakoby nie można było tego zaliczyć do dożylnego odżywiania, ponieważ w tym wypadku krew jest inaczej zużytkowana w ciele. Fakt faktem, że w ten sposób zostaje dostarczony ciału pokarm w celu podtrzymania życia.

*** The Watchtower z 15 stycznia 1961, s.63 [Strażnica nr17 z 1961, s.14] ***

Obecnie medycyna przyznaje, że transfuzja krwi, to bezpośrednie odżywianie przez naczynia krwionośne ciała ludzkiego krwią innej osoby lub innych osób, a zwolennik stosowania transfuzji krwi twierdzi, że ona jest niezbędna do utrzymania przy życiu człowieka, który ją przyjmuje.

*** The Watchtower z 15 lutego 1963, s.124 [Strażnica nr2 z 1964, s.9] ***

Może jednak ktoś odpowie ci, że Biblia odnosi się tylko do jedzenia krwi i że przy transfuzji krew się dostaje się do kanału trawienia. To się zgadza, lecz w rzeczywistości krew bezpośrednio doprowadzona do ciała, służy temu samemu celowi jak pokarm, który wchodzi do żołądka; wzmocnieniu ciała i zachowaniu życia. (...) Transfuzje krwi dokonywane są u osób słabych, czyli chorych, aby je wzmocnić, tak samo jak wzmacniamy się pokarmem, który przyjmujemy do siebie.

Zatrzymajmy się na chwilę przy cytowanym powyżej zwrocie "obecnie medycyna przyznaje, że..." Jest to niezwykle ciekawa sprawa, gdyż myśl tę rozwinięto w innej Strażnicy z tego samego roku i próbowano oszukać czytelników, jakoby współcześni lekarze rzeczywiście popierali poglądy Świadków Jehowy.

*** The Watchtower z 15 września 1961, s.558 [Strażnica nr6 z 1962, s.4] ***

Nie ma znaczenia, czy krew zostaje wprowadzona do ciała przez żyły, czy przez usta. Również twierdzenie niektórych ludzi, że to nie jest to samo, jest nieistotne. Faktem jest, że to odżywia, czyli utrzymuje ciało przy życiu. Zgadza się z tym oświadczenie zamieszczone w książce pt. "Hemorrhage and Transfusion" (Krwotoki i Transfuzja) pióra dra med. Georgea W. Crile’a, który przytacza list Denisa, francuskiego lekarza i pioniera w dziedzinie transfuzji krwi. Powiedziana w nim: "Transfuzja to nic innego, tylko doprowadzenie pożywienia krótszą drogą niż zwykle, to znaczy wprowadzenie do żył gotowej już krwi zamiast przyjmowania pożywienia, z którego dopiero po szeregu przekształceń powstaje krew".

Jakie oszukaństwo kryje się w tym materiale? Otóż przede wszystkim nie poinformowano czytelników, że Jean Baptiste Denis (Denys z Montpellier) żył w XVII wieku, a wspomniany list napisał w 1667 roku. Hemorrhage and TransfusionW żadnym więc wypadku nie można go uznawać za miarodajny w odniesieniu do wiedzy medycznej z XX wieku, gdyż zmarł ponad 250 lat przed opublikowanymi w Strażnicy "rewelacjami" o odżywianiu chorego transfuzją krwi. Przemilczano też fakt, że Denis (który chociaż mylił się względem odżywczych właściwości przetoczenia krwi) przeprowadził kilka udanych transfuzji u swoich pacjentów i bardzo zachwalał tą metodę leczenia. Poza tym, zmanipulowano intencje dr George'a W. Crile'a, sugerując jakoby ten wybitny lekarz cytując Denisa sam przychylał się do stanowiska zrównującego transfuzję krwi z odżywianiem nią. Nic bardziej mylnego! Dr Crile w swojej książce przytoczył jedynie list Denisa, umieszczając go w rozdziale "Historia transfuzji w skrócie" (ss.151-158), w którym zawarł kilkadziesiąt przykładów mniej lub bardziej udanych prób przetaczania krwi począwszy od starożytnego Egiptu, a kończąc na czasach jemu współczesnych. Argument obnażający oszustwo Strażnicy znajdujemy w innym fragmencie omawianej książki:

*** Hemorrhage and Transfusion, 1909, s.272 ***

W skrócie, jak potwierdzono przez teorię i eksperymenty, przetaczanie krwi ma bardzo niewielką, o ile w ogóle ma jakąkolwiek, wartość pokarmową dla biorcy. Być może poważne ilości plazmy krwi miałyby o wiele większe możliwości odżywcze, aniżeli porównywalne ilości krwi pełnej, lecz zachodzi wątpliwość czy w ogóle możnaby wstrzyknąć jej tyle, by przyniosło to wymierne skutki. (...) Nie da się przypisać krwi spełniania roli pożywienia.

Jak widzimy, już w 1909 roku (którą to datę wydania książki dr Crile'a Towarzystwo Strażnica również przemilczało) autorytety ze świata nauk medycznych odrzucały pogląd, że transfuzja krwi jest tym samym co odżywianie krwią. Ciało Kierownicze Świadków Jehowy w propagowaniu średniowiecznych poglądów na właściwości krwi sądziło zapewne, iż ufni czytelnicy ich literatury nie sprawdzą podawanych informacji i za dobrą monetę przyjmą sugestię, że Jean Baptiste Denis był "nowoczesnym" lekarzem, którego poglądy nadal są powszechnie obowiązujące i popierane przez naukę. Jednak kłamstwo ma krótkie nogi, co udowodniono powyżej.

Przez wszystkie lata upowszechniania wśród Świadków Jehowy poglądu, iż transfuzja krwi jest tożsama ze spożywaniem krwi - od roku 1951 aż do dnia dzisiejszego - Towarzystwo Strażnica nie znalazło ani jednego lekarza bądź naukowca, który by poparł taką teorię. Nawet lekarze, którzy zostali Świadkami Jehowy, a ich życiorysy pojawiały się w literaturze WTS, nigdy nie ośmieli się publicznie wyrazić podobnych poglądów, gdyż naraziliby tym na szwank swoją reputację i wiarygodność. Dlatego Towarzystwo musi uciekać się do manipulacji i odwoływania się do dawno zapomnianych pseudo-autorytetów z XVII wieku w rodzaju Denisa czy Bartholina.

*** Jak krew może ocalić twoje życie?, 1990, 2009, s.6 ***

A co powiedzieć o przetaczaniu krwi? Eksperymenty w tym zakresie rozpoczęto w początkach XVI wieku. Thomas Bartholin (1616-80), profesor anatomii na uniwersytecie w Kopenhadze, wysunął wtedy następujące zastrzeżenia: "Kto chce stosować krew ludzką jako wewnętrzny środek na choroby, ten chyba jej nadużywa i ciężko grzeszy. Potępia się ludożerców. A czemu nie brzydzimy się tymi, którzy kalają swe gardła krwią ludzi? Podobnie jest z przyjmowaniem cudzej krwi z naciętej żyły - czy to ustami, czy przez narzędzia do przetaczania. Ci, którzy wymyślili taką operację, mają przeciw sobie prawo Boże zabraniające spożywania krwi".

Tak więc ludzie myślący już w minionych stuleciach zdawali sobie sprawę, że prawo biblijne w jednakowej mierze dotyczy przyjmowania krwi do żył, jak i do ust. Bartholin tak zakończył swą wypowiedź: "Każdy sposób przyjmowania [krwi] ma ten sam cel: nakarmić lub uzdrowić chore ciało".

W szesnastym i siedemnastym stuleciu "ludzie myślący" na wszystkie choroby stosowali lewatywę lub upuszczanie krwi; rany zalecano polewać gorącym olejem, a kąpiele uważano za niebezpieczne dla zdrowia. Czy obecnie którykolwiek lekarz przychyliłby się do podobnych metod leczenia?

Bartholin dokonał karkołomnego porównania przetaczania krwi z ludożerstwem. Ciało Kierownicze rozpaczliwie szukające jakiegokolwiek argumentu na podtrzymanie swoich twierdzeń skwapliwie to wykorzystało:

*** The Watchtower z 1 lipca 1966, s.401 [Strażnica nr17 z 1967, s.5] ***

Czy wzdragasz się na myśl o nieposłuszeństwie względem prawa Bożego? W takim razie przyjęcie krwi byłoby w twoich oczach tak samo bezecne jak ludożerstwo. Wyobraź sobie, że miałbyś jeść ciało innego człowieka! Okropność! A czy picie krwi ludzkiej jest mniej okropne? Czy coś w tym zmienia fakt, że nie przyjmuje się jej przez usta, lecz wprowadza do ciała bezpośrednio przez żyły? W żadnym wypadku!

Ciało Kierownicze z uporem godnym maniaka od ponad 60 lat nie chce przyznać, że nie ma jakichkolwiek przesłanek do stawiania znaku równości pomiędzy spożywaniem krwi a zabiegami medycznymi z jej wykorzystaniem. Przez cały ten okres uparcie brną w swoich wyssanych z palca poglądach, nie zważając na żadne dowody naukowe w tym względzie. Stoją na stanowisku, iż "twierdzenie niektórych ludzi, że to nie jest to samo, jest nieistotne", że "to nie ma nic do rzeczy". W swoich poglądach na ten temat zatrzymali się w średniowieczu i nic nie jest w stanie ich przekonać, że sprawy mają się zupełnie inaczej.

*** The Watchtower z 15 września 1958, s.575 [Strażnica nr10 z 1961, s.24] ***

Za każdym razem, kiedy w Piśmie Świętym wspomina się o zakazie co do krwi, wiąże się to z przyjmowaniem jej jako pokarmu, a wobec tego dotyczy on nas o tyle, o ile chodzi w danym wypadku o pożywienie.

*** Prawda, która prowadzi do życia wiecznego, 1968, 1970, s.167 ***

Niektórzy mogą twierdzić, że transfuzja krwi to nie to samo co "jedzenie" krwi. Czy jednak nie zdarza się, że pacjenta, który nie może przyjmować pożywienia doustnie, lekarze często odżywiają w taki sam sposób, jak się przetacza krew?

*** Świadkowie Jehowy a kwestia krwi, 1977, 1992, s.5 ***

W całym Piśmie Świętym słowo "krew" występuje przeszło 400 razy, przy czym niektóre wersety ściśle się wiążą z używaniem jej do podtrzymywania życia.

*** Strażnica z 15 czerwca 2004, s.21 ***

Niektórzy mogliby uznać, że ciało kierownicze po prostu zaleciło chrześcijanom, by nie spożywali samej krwi ani nie jedli niewykrwawionego mięsa bądź potraw z dodatkiem krwi. Owszem, takie właśnie było główne znaczenie polecenia danego Noemu przez Boga. A w postanowieniu powziętym przez apostołów i starszych rzeczywiście nakazano chrześcijanom 'trzymać się z dala od tego, co uduszone' — czyli od mięsa, w którym pozostała krew (Rodzaju 9:3, 4; Dzieje 21:25). Jednak pierwsi chrześcijanie wiedzieli, że chodzi o coś więcej. Czasami krew spożywano jako lekarstwo. Tertulian zanotował, że niektórzy poganie pili świeżą krew, usiłując leczyć epilepsję. Być może używano jej także w jakiś inny sposób, by się leczyć lub podreperować zdrowie. A zatem chrześcijanie stronili też od stosowania krwi w celach "medycznych". Postępowali tak nawet wtedy, gdy mogło to zagrozić ich życiu.

Posługiwanie się przez WTS wypowiedziami Denysa lub Bartholina (i propagowanie ich poglądów) świadczy o poważnym niezrozumieniu podstaw biologii. Krew jest żywą tkanką pełniącą określony zestaw funkcji w ciele. Jedną z tych funkcji jest rola środka transportu, za pomocą którego pokarm jest przenoszony do innych tkanek, w taki sam sposób jak ręka jest środkiem transportu, którym żywność jest przenoszona do ust. Transfuzja krwi nie jest jedzeniem, ale przeszczepem tej żywej tkanki (tkanki łącznej), czyli w zasadzie przeszczepem organu. Poprzez transfuzję krwi nie odżywia się organizmu; nie ma ona takiego celu i nie stosuje się jej z powodu konieczności odżywienia pacjenta.

Błędem byłoby stwierdzenie, że Ciało Kierownicze nie jest świadome rzeczywistej istoty transfuzji krwi. Redaktorzy wszystkich artykułów o krwi są o tym doskonale poinformowani. Już od połowy lat 1970. w literaturze WTS pojawiają się wzmianki o

*** Świadkowie Jehowy a kwestia krwi, 1979, 1992, s.40 ***

Dlatego niektórzy ludzie bez względu na przekonania religijne nie chcą transfuzji. W gruncie rzeczy chodzi bowiem o przeszczepienie tkanki, która w najlepszym razie tylko do pewnego stopnia odpowiada krwi biorcy.

*** Jak krew może ocalić twoje życie?, 1990, 2009, s.8 ***

Gdy lekarze przeszczepią serce, wątrobę lub inny narząd, układ odpornościowy biorcy potrafi rozpoznać taką obcą tkankę i ją odrzucić. A przecież transfuzja to też przeszczepienie tkanki.

*** Przebudźcie się! z 8 grudnia 1990, s.9 ***

Kardiochirurg Denton Cooley zaznacza: "Transfuzja krwi jest przeszczepieniem tkanki".

*** Przebudźcie się! z 22 sierpnia 1999, s.31 ***

Dr Ciril Godec, ordynator oddziału urologicznego Szpitala Klinicznego Long Island (...) pisze: "Dzisiaj krwi nie uznano by już chyba za lek, nie spełnia ona bowiem wymagań bezpieczeństwa określonych przez Urząd do spraw Żywności i Leków. Krew to jedna ze struktur organizmu; transfuzja krwi nie jest więc niczym innym jak transplantacją".

Doktor Godec podkreśla: "Transplantacja to ostateczność, którą proponuje się pacjentowi dopiero wtedy, gdy nie ma innych możliwości. Ponieważ istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia poważnych powikłań, chorego powinno się szczegółowo poinformować o wszelkich alternatywnych terapiach, zanim zostanie dokonany przeszczep".

*** Przebudźcie się! z sierpnia 2006, s.6 ***

Dyrektor jednej z placówek Szkockiej Służby Transfuzjologicznej Brian McClelland apeluje do lekarzy, by "pamiętali, iż transfuzja to przeszczep, i dlatego decyzja o jej dokonaniu nie jest błaha".

Pod naporem naukowych faktów Towarzystwo Strażnica zmuszone było uznać, że transfuzja krwi nie jest odpowiednikiem jedzenia, a przeszczepem tkanki łącznej. Niewiele to jednak zmieniło w ich stanowisku - nadal chętnie posługują się przykładem dożylnego dokarmiania. Porównanie spożywania z transfuzją może przekonywująco brzmieć dla laika, jednak w medycznego punktu widzenia aby krew stała się pokarmem musi zostać spożyta, przejść przez układ trawienny i zostać rozłożona na elementy, które mogłyby zostać wykorzystane przez komórki organizmu. Nic takiego nie dzieje się podczas transfuzji krwi! Krew zachowuje swoje właściwości i jest wykorzystywana tak, jak wykorzystywana była w ciele dawcy – do rozprowadzania składników odżywczych i tlenu w różne części ciała. Transfuzja krwi nie jest większą odżywką, niż jest nią przeszczep nerki czy serca.

Jak wskazano na to w innym miejscu, WTS zakazywało w latach 1967-1980 przeszczepiania narządów wiążąc je z kanibalizmem. Pomijając fakt, że stanowisko takie było wyraźnie niebiblijne i nielogiczne, to było ono łączone z zakazem co do krwi. Podówczas argumentowano tak:

jedzenie nerki jest tym, co transplantacja nerki

jedzenie krwi jest tym, co transfuzja krwi

Jednakże gdy zakaz przeszczepu narządów został przerwany, zmiana jest następująca:

jedzenie nerki nie jest tym, co transplantacja nerki

jedzenie krwi jest tym, co transfuzja krwi

Sprzeczność w podtrzymywaniu zakazu przetaczania krwi przy jednoczesnym zniesieniu zakazu przeszczepów narządów nie mogła pozostać niezauważona przez Ciało Kierownicze w Brooklynie. Dlaczego zatem dalej hołdowano (i nadal się hołduje) tej irracjonalnej pseudo-logice? Dlaczego w takim razie podtrzymuje się dalej zakaz transfuzji krwi? Jest tak z prostej przyczyny – mianowicie WTS przerywając ten zakaz znalazłoby się w sytuacji bez wyjścia i musiałoby przyznać, że od samego początku był on tragiczną pomyłką. A do tego brakuje im moralnej i cywilnej odwagi. Dlatego pomimo przytłaczających dowodów medycznych idą w zaparte.

Jeszcze dziwniejsze było upowszechniane wówczas twierdzenie, że przez spożywanie krwi dana osoba staje się winna "jedzenia duszy" bądź "spożywania życia".

*** The Watchtower z 1 listopada 1959, ss.648 [Strażnica nr8 z 1960, s.4] ***

Krew była równoznaczna z duszą. Dlatego Jehowa Bóg powiedział nadto do każdego myśliwego, który był z nim w przymierzu: "Tylko bądź statecznym, abyś krwi nie jadał, bo krew jest dusza; przetoż nie będziesz jadł duszy [po hebr. nefesz] z mięsem jej. Nie jedzże jej, na ziemię ją wylej jako wodę." (5 Mojż. 12:23, 24) Jedzenie duszy oznacza spożywanie życia, które dał Bóg; jedzący czyni przez to winnym zabrania tego życia Bogu.

*** The Watchtower z 15 stycznia 1961, ss.63,64 [Strażnica nr17 z 1961, s.14] ***

W prawie Bożym powiedziano stanowczo, że dusza człowieka jest w jego krwi. A zatem człowiek przyjmujący transfuzje, krwi jest karmiony daną przez Boga duszą znajdującą się w układzie krwionośnym bliźniego lub bliźnich. To stanowi przestąpienie przykazań Bożych danych chrześcijanom, i nie wolno bagatelizować powagi tego czynu przez lekkomyślne przechodzenie nad nim do porządku dziennego, jak gdyby to była sprawa sumienia, o której każdy może sam rozstrzygać.

*** The Watchtower z 1 maja 1964, s.267 [Strażnica nr11 z 1965, s.17] ***

Jehowa dał do zrozumienia Noemu, że życie albo dusza ciała tkwi we krwi. Wobec tego, chociaż teraz wolno było człowiekowi używać ciała zwierząt na pokarm dla utrzymania swojego życia, to jednak nikt nie miał prawa spożywać przy tym lub pić krwi tych stworzeń, ponieważ to oznaczałoby przywłaszczanie sobie ich życia, a życie, czyli dusza, należy do Życiodawcy. (1 Mojż. 9:3,4)

Jak nadmieniono powyżej, Towarzystwo z biegiem lat musiało ustąpić postępowi wiedzy naukowej i przekonało się, że transfuzje nie są "odżywianiem się krwią"; jak można się domyślać, stanęło w obliczu dylematu. Dlatego od lat 1960. przez kilka następnych dziesięcioleci WTS próbowało rozwiązać ten problem wiążąc transfuzje krwi nie z jej spożywaniem, ale z podtrzymywaniem czyjegoś życia tym, co ona wyobraża.

*** The Watchtower z 15 września 1961, s.558 [Strażnica nr6 z 1962, s.4] ***

Czy przez takie łykanie krwi w medycynie wykracza się przeciw prawu Bożemu? Czy podtrzymywanie życia przez przetaczanie krwi, osocza (plazmy) lub czerwonych krwinek czy też innych składników krwi jest czymś niewłaściwym? Tak! Prawo, które Bóg dał Noemu i któremu podlegają wszyscy jego potomkowie, wskazuje, że nikomu nie wolno jeść krwi to znaczy używać krwi innego stworzenia w celu odżywiania się lub podtrzymywania życia.

*** Blood, Medicine and the Law of God, 1961, s.11 [Krew, medycyna a prawo Boże, 1965, s.11] ***

Czy podtrzymywanie życia przez przetaczanie krwi, osocza (plazmy) lub czerwonych krwinek czy też innych składników krwi jest czymś niewłaściwym? Tak! Według prawa, które Bóg dał Noemu, niekomu nie wolno jeść krwi, to znaczy używać jej do odźywiania się, czyli podtrzymywania życia.

*** The Watchtower z 15 kwietnia 1984, s.12 [Strażnica nr19 z 1985, s.14] ***

Czy zakaz podtrzymywania życia obcą krwią obowiązywał dalej, gdy Prawo Mojżeszowe już straciło moc? Z całą pewnością!

*** Jak krew może ocalić twoje życie?, 1990, s.4 ***

Dany przez Stwórcę zakaz przyjmowania krwi w celu podtrzymywania życia powtórzono w Prawie kilkakrotnie.

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.13 ***

Bóg nie zabronił spożywania tych rzeczy, gdy pozwolił Noemu jeść mięso; zakazał tylko przyjmowania krwi. Nie chodziło przy tym o ochronę zdrowia, ponieważ nie to stanowiło istotę owego rozporządzenia. Czciciele Jehowy odmawiali podtrzymywania swego życia krwią nie ze względu na jej szkodliwość, lecz z obawy przed utratą świętości. Wystrzegali się krwi nie dlatego, że mogła być zakażona, lecz z uwagi na jej bezcenną wartość.

*** Świadkowie Jehowy a kwestia krwi, 1993, s.5 ***

W całym Piśmie Świętym słowo "krew" występuje przeszło 400 razy, przy czym niektóre wersety ściśle się wiążą z używaniem jej do podtrzymywania życia.

*** Strażnica z 15 czerwca 2004, ss.15,16 ***

Bóg zabronił spożywania wszelkiej krwi w celu podtrzymania życia. (...) Za dni Noego Bóg oznajmił, że ludzie mogą jeść mięso zwierząt, by podtrzymywać własne życie, ale nie wolno im spożywać krwi.

Pozornie wszystko się zgadza, jednak napotykamy tu pewien problem: nigdzie w Biblii nie znajdziemy wypowiedzi Boga wyrażonej takimi słowami. Poza tym, jak na ironię, składniki krwi, na które Towarzystwo obecnie zezwala, przyjmowane są właśnie dokładnie w celu podtrzymywania życia danej osoby! Na przykład czynniki krzepnięcia, albuminy czy hemoglobina. One służą podtrzymywaniu życia! Zupełny brak logiki i konsekwencji.

Manipulacje, reinterpretacje, prywatne poglądy i doszukiwanie się w Biblii tego, co w niej nie ma, doprowadziły do tego, że mnóstwo osób straciło życie. Wiele młodych i starszych ofiar wychwalano jako bohaterów. A co powiedzieć o braciach i siostrach, którzy przeszli przez tak wiele bólu, rozpraw sądowych, przerażenia i strat, gdyby teraz nagle zakaz ten odwołano, a na dodatek powiedziano im, że "nowe światło" jest dokładnie tym, czego im do szczęścia potrzeba? Skąd taki wniosek? Otóż wyraźnie widać to w polityce wycofywania się "rakiem" z tej doktryny. Przypomnijmy fakty:

*** The Watchtower z 15 lutego 1963 roku, s.124 [Strażnica nr2 z 1964, s.9] ***

Chrześcijanin (...) potrzebuje tylko zapytać lekarza: "Z czego wytworzona jest plazma?" "Z czego wytwarza się czerwone krwinki?" "Skąd pochodzi ta substancja?" Jeśli odpowiedź brzmi: "Ona pochodzi z krwi" lub "zachodzi we krwi", wtedy chrześcijanin dokładnie wie, co ma czynić, gdyż zasadzie tej podlega nie tylko krew jako taka, lecz też wszystko, co z krwi jest wytwarzane.

A zatem na początku zasada była prosta – chrześcijanin ma wystrzegać się "wszystkiego, co z krwi jest wytwarzane", bez względu czy chodziłoby o pełną krew, krwinki czerwone, surowicę, przeciwciała, albuminy, hemoglobinę, proteiny czy jakąkolwiek frakcję krwi. Po prostu "wszystko". Ale z biegiem lat stanowisko Towarzystwa zaczęło mięknąć.

Czynniki krzepnięcia

*** The Watchtower z 15 czerwca 1978, ss. 29,30 [Strażnica nr5 z 1979, ss.22,23] ***

Cóż jednak wypada powiedzieć o przyjmowaniu zastrzyków surowicy, stosowanych na przykład przeciwko błonicy, tężcowi, wirusowemu zapaleniu wątroby, wściekliźnie, hemofilii (krwawiączce) i niezgodności czynnika Rh? Wydaje się, że leży to jakby w "strefie pogranicznej". (...) Dlatego daliśmy wyraz stanowisku, że tę kwestię każdy musi rozstrzygnąć osobiście.

Transfuzja

W tym skromnym cytacie dokonano przełomowej zmiany. Zezwolono ŚJ cierpiącym na hemofilię na przyjmowanie – jeśli pozwoli im na to sumienie – "zastrzyków". Jakich? Otóż w tym przypadku istnieją tylko jedne – czynniki krzepnięcia VIII i IX!

Jakie to niesie ze sobą konsekwencje? Skuteczne leczenie hemofilii wymaga preparatu zwanego czynnikiem VIII, który wspomaga krzepliwość, a wyodrębniany jest z ogromnej rzeki krwi wielu osób. WTS częstokroć argumentuje, że są one drobnymi frakcjami krwi. Jednakże w rzeczywistości potrzeba około 9000 kilogramów pełnej krwi, ażeby wyprodukować jedną dawkę czynnika VIII o wadze 0,1 grama. Osoby cierpiące na ostrą hemofilię wymagają zazwyczaj kilku lub kilkunastu jednostek rocznie. Towarzystwo Strażnica doskonale o tym wie:

*** The Watchtower z 15 czerwca 1985, s.30 [Strażnica nr21 z 1985, s.27] ***

Każda porcja czynnika VIII wyprodukowana jest z osocza, które pochodzi od co najmniej 2500 krwiodawców.

*** Awake! z 8 października 1988, s.11 [Przebudźcie się! z 8 marca 1989, s.11] ***

Dr Margaret Hilgartner z New York Hospital - Cornell Medical Center powiedziała: "Człowiek chory na ciężką postać hemofilii może co roku otrzymywać krew od 800 000 do 1 miliona różnych dawców".

*** Awake! z 22 maja 1994, s.31 [Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s.31] ***

Pod koniec 1982 roku amerykański Ośrodek Zwalczania Chorób zaczął ostrzegać Państwową Fundację na Rzecz Walki z Hemofilią (NHF) przed ryzykiem związanym z przetaczaniem czynnika VIII krzepnięcia krwi, gdyż w celu otrzymania pojedynczej dawki tego preparatu może zostać użyta krew aż 20 000 dawców.

Jak widać, cyfry są porażające. Każdego roku dla poszczególnego Świadka Jehowy cierpiącego na hemofilię potrzeba ponad 250,000 jednostek krwi do wyprodukowania czynnika VIII i czynnika IX, które są przez niego konsumowane. Żeby zaspokoić potrzeby chorych na hemofilię Świadków trzeba napełnić ludzką krwią olbrzymie zbiorniki, gdzie krew jest przechowywana, a następnie przetwarzana. Czy można to pogodzić z podkreślanym przez nich na każdym kroku biblijnym nakazem "wylewania krwi na ziemię"?

Nie ulega wątpliwości, że "nowe światło" odnośnie "zastrzyków na hemofilię" z 1978 roku było olbrzymim przełomem i odwrotem od nieugiętego stanowiska, żeby wystrzegać się "wszystkiego, co z krwi jest wytwarzane'. A ilu nieszczęsnych hemofilityków spośród ŚJ nie doczekało żywo tych dobrych wieści z "kanału"? Na kogo spada wina krwi za te odgórne decyzje?

Szokującą prawdę o tym znajdujemy w książce "Kryzys sumienia" napisanej przez byłego członka Ciała Kierowniczego, Raymonda Franza, który był naocznym świadkiem tych spraw:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, ss.117,118 ***

Przez wiele lat na nadsyłane do Biura Głównego organizacji (lub jej Biur Oddziałów) listy z pytaniami od osób chorych na hemofilię odpowiadano, że jednorazowe przyjęcie zastrzyku z frakcji krwi jest dopuszczalne jako "lekarstwo". Ale przyjęcie zastrzyku więcej niż raz oznacza "karmienie się" tą frakcji krwi i dlatego stanowi pogwałcenie biblijnego zakazu spożywania krwi.

Wiele lat później zarządzenie to uległo zmianie. Ci członkowie personelu, którzy pracowali przy odpowiadaniu na korespondencję wiedzieli, że w przeszłości wysyłali listy z odpowiedziami innymi niż obecnie, i że chorzy na hemofilię, którzy wzięli już swoją "jednorazową" iniekcję, żyli wciąż pod wrażeniem, że następny zastrzyk będzie uznany za pogwałcenie słów Pisma Świętego. Z powodu zajmowania takiego stanowiska mogli wykrwawić się na śmierć.

Administracja nie zgadzała się na opublikowanie nowego stanowiska drukiem, ponieważ dawna zasada nigdy nie była drukowana, lecz jedynie podawana tym, którzy konkretnie o to pytali. Opublikowanie czegoś wymagało najpierw wyjaśnienia, na czym polegało dawne stanowisko, a następnie poinformowania, że obecnie jest ono już nieaktualne. Było to nie do przyjęcia. Dlatego też pracownicy dokonali szczegółowego przeglądu swych kartotek z korespondencją, starając się odszukać nazwiska i adresy wszystkich osób chorych na hemofilię. Wysłano do nich następnie listy, w których poinformowano o zmianie. Takie rozwiązanie w odczuciu pracowników było lepsze.

W trakcie poszukiwań pracownicy uświadomili sobie, że wiele pytań zgłaszano telefonicznie. Nie było rejestrów takich rozmów, toteż administracja nie miała absolutnie żadnej możliwości ustalenia, kim byli chorzy na hemofilię. Nie wiedziano też, czy w międzyczasie, zanim wprowadzono nową zasadę, niektórzy z nich nie zmarli. Nie wiedziano również – z uwagi na brak kontaktu – ilu nieświadomych tego, że zaszła zmiana, jeszcze umrze. Pracownicy wiedzieli tylko jedno: należy wypełniać instrukcje, być lojalnym i posłusznym wobec swych przełożonych w organizacji.

Zmiana stanowiska organizacji w stosunku do osób chorych na hemofilię nastąpiła w dniu 11 czerwca 1975 roku, podczas spotkania Ciała Kierowniczego. Jednakże wiadomość o zmianie opublikowano dopiero trzy lata później, w 1978 roku, a i to w sposób nie do końca jasny. Co dziwniejsze, w 'Strażnicy' angielskiej z 15 czerwca 1978 roku sprawę tę potraktowano na równi z zagadnieniem stosowania zastrzyków z surowicy, podawanych w celu zwalczania chorób, a przecież hemofilia nie jest chorobą, lecz defektem dziedzicznym. W artykule nie przyznano jednak jasno, że jest to zmiana dotychczasowego stanowiska, które zabraniało wielokrotnego przyjmowania frakcji krwi przez osoby chore na hemofilię.

WTS wyjaśniając, dlaczego dopuszcza stosowanie tych "drobnych frakcji", ignoruje fakty o potrzebie zgromadzenia olbrzymiej ilości krwi w celu wyprodukowania zastrzyku z czynnikami krzepnięcia, ale jednocześnie cynicznie posługuje się nimi, gdy wykorzystuje AIDS jako propagandę przeciwko transfuzji krwi. Nie można oczywiście nie doceniać tego, że zakaz transfuzji chroni nas przed AIDS. Ale jak widzimy, czynnik VIII jest dozwolony, a zatem zakaz krwi nie daje żadnej ochrony chorym na hemofilię.

Towarzystwo Strażnica w swoich próbach indoktrynacji często opiera się na materiałach zawartych w popularnych czasopismach. Od lat podkreślają, że jednym ze sposobów zakażenia się wirusem AIDS (HIV) jest transfuzja krwi. Trudno się z tym nie zgodzić. Niektóre osoby zostały zarażone HIV poprzez transfuzję krwi, a ich tragedia wywołała falę doniesień prasowych oraz prowadzonych przez władze śledztw. W rezultacie pojawiły się bezpieczniejsze produkty krwiopochodne. Strażnica wykorzystuje takie tragiczne wypadki, aby wszczepiać w umysły Świadków Jehowy przekonanie, że transfuzje krwi są niczym horror. Nie cofają się nawet przed atakowaniem lekarzy specjalistów i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża:

*** Awake! z 22 maja 1994, s.31 [Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s.31] ***

Hemofilicy otrzymują zakażoną krew

ŚWIATOWE obroty handlu krwią osiągnęły wartość dwóch miliardów dolarów rocznie. Pogoń za zyskiem z tej sprzedaży spowodowała wielką tragedię we Francji. Leczenie hemofilików preparatami krwi zakażonej wirusem HIV doprowadziło do tego, że setki osób nabawiło się AIDS, a 250 zmarło na choroby z nim związane (The Boston Globe z 28 października 1992 roku, strona 4).

W Niemczech zmarło 400 chorych na hemofilię, a przynajmniej 2000 zaraziło się HIV za pośrednictwem zakażonej krwi. Są to ofiary "nieświętego przymierza" chciwości z niedbalstwem służby zdrowia (The Guardian Weekly z 22 sierpnia 1993 roku, strona 7).

Również w Kanadzie wybuchł skandal w związku z krwią. Ocenia się, że ponad 700 hemofilikom podawano tam krew zainfekowaną wirusem AIDS. W lipcu 1984 roku rząd tego kraju został ostrzeżony, że Czerwony Krzyż rozprowadza wśród chorych na hemofilię preparaty zakażonej krwi; wycofano je z rynku jednak dopiero rok później, czyli w sierpniu 1985 roku (The Globe and Mail z 22 lipca 1993 roku, strona A21 oraz The Medical Post z 30 marca 1993 roku, strona 26).

Raporty tego rodzaju dostarczają Towarzystwu Strażnica wystarczającej ilości amunicji do atakowania władz, przedstawicieli służby zdrowia oraz sądów, nakazujących podanie transfuzji krwi:

*** Awake! z 8 kwietnia 1988, s.31 [Przebudźcie się! z 8 sierpnia 1988, s.31] ***

Oto niektóre przykłady: "Podczas operacji zetknął się z krwią zakażoną wirusem AIDS”, „Zakażony w następstwie transfuzji krwi w roku 1983", "Nabawiwszy się AIDS w wyniku transfuzji, zaraziła męża i syna", "W następstwie przetoczenia krwi zachorował na AIDS", "Zapadł na AIDS przez transfuzję, którą otrzymał podczas operacji w 1981 roku", "Hemofilik; jego synek umarł na AIDS a u żony rozpoznano ARC [AIDS Related Complex (zespół związany z AIDS)]", "W następstwie transfuzji krwi zaraził się AIDS; przez 3 lata miał okropne bóle, był sparaliżowany i dotknięty postępującą ślepotą".

Pewne 13-miesięczne dziecko "zmarło, tak jak jego matka, której przetoczono zakażoną krew". Na AIDS umarła też dwuletnia dziewczynka, która „otrzymała transfuzję krwi tuż po urodzeniu”.

Dlaczego mimo tak oczywistego ryzyka wciąż uparcie wmusza się transfuzję dorosłym Świadkom Jehowy oraz ich dzieciom?

Jednak wykorzystywanie przez WTS strachu przed AIDS, aby wykazać mądrość swojego stanowiska co do krwi jest bałamutne. Fakty są takie, że zanim ktokolwiek usłyszał o AIDS, już w latach 1970. Towarzystwo godziło się na stosowanie środków krwiopochodnych w celu leczenia hemofilii, co wykazano powyżej.

Zatem w przeciwieństwie do tego, co głosi WTS, nikt nie "wmuszał" tych produktów z krwi chorym Świadkom Jehowy, ponieważ wolno im było je zaakceptować już wcześniej. Jednak praktycznie rzecz biorąc, kiedy zmieniło ono swoją politykę – wszyscy ŚJ, u których wykryto ostrą hemofilię mogli zostać zarażeni HIV, gdyż okazuje się, że część chorych na ostrą hemofilię zarażono w trakcie jej leczenia. Z jednej strony ŚJ wciąż odrzucają pewne środki krwiopochodne, a z drugiej otrzymują inne, przyczyniające się do zainfekowania HIV. Zamiast się chronić, Świadkowie narażają się zarówno na negatywne skutki pewnych rodzajów transfuzji krwi, jak też negatywne skutki odrzucania innych jej rodzajów. Na czele niebezpieczeństw uzasadniających odmówienie niezbędnego zabiegu medycznego, ŚJ wymieniają zazwyczaj znajdujący się we krwi wirus HIV. Dzieje się to przy pełnej świadomości tego faktu przez Ciało Kierownicze:

*** Awake! z 22 maja 1994, s.31 [Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s.31] ***

Pod koniec 1982 roku amerykański Ośrodek Zwalczania Chorób zaczął ostrzegać Państwową Fundację na Rzecz Walki z Hemofilią (NHF) przed ryzykiem związanym z przetaczaniem czynnika VIII krzepnięcia krwi, gdyż w celu otrzymania pojedynczej dawki tego preparatu może zostać użyta krew aż 20 000 dawców, a gdyby tylko jeden z nich miał AIDS, zakażeniu uległby cały produkt użyty do transfuzji. W marcu 1983 roku ostrzeżenie ponowiono, tym razem w ostrzejszym tonie, niemniej dwa miesiące później NHF wydała biuletyn, w którym napisano: "NHF zaleca dalsze stosowanie czynnika krzepnięcia". Tymczasem przybywało ofiar śmiertelnych i wciąż narażano na niebezpieczeństwo kolejne tysiące osób. Ów czynnik krzepnięcia nie był hemofilikom niezbędny; istniały bowiem inne metody leczenia. Można było ocalić życie tysiącom ludzi.

Chociaż służby medyczne biły na alarm już w roku 1982 i 1983, że nawet tak "drobne" frakcje krwi, jak czynniki krzepnięcia, mogą stać się nośnikami wielu groźnych chorób zakaźnych (w tym AIDS), to Towarzystwo Strażnica beztrosko kontynuowało swoją politykę zezwalającą na korzystanie przez Świadków Jehowy z czynników krzepnięcia krwi. W kwestii zastrzyków z surowic stosowanych w przypadkach niezgodności czynnika Rh WTS zmieniało swoje stanowisko kilka razy. Dlaczego nie zastosowano podobnego "zabiegu" wobec czynników krzepnięcia? Czy Towarzystwu naprawdę chodzi przede wszystkim o zdrowie swoich członków, czy po prostu nie dostrzega niekonsekwencji swoich doktryn?

W Kanadzie zakażona krew stała się powodem publicznej dyskusji. Towarzystwo Strażnica sporządziło obfite sprawozdanie z tej debaty. Po wymienieniu wielu tragedii, napisano:

*** Przebudźcie się! z 8 czerwca 1995 roku, s.21 ***

Dnia 25 maja 1994 roku w mieście Regina w prowincji Saskatchewan sędzia Krever wysłuchał przyjemniejszych wypowiedzi, które wyraźnie się różniły od wcześniejszych wstrząsających zeznań. William J. Hall 75-letni mężczyzna cierpiący na ciężką postać hemofilii, opowiedział, jak z powodzeniem przyjmuje środki alternatywne. I nie choruje na AIDS. Ponieważ jest Świadkiem Jehowy, ze względu na sumienie wystrzega się krwi i krwiopochodnych czynników krzepnięcia.

Gdyby Pan Hall czytał bardziej starannie czasopismo Strażnica, dowiedziałby się, że WTS nie uważa już czynników krzepnięcia dla hemofilików za święte, a jego "sumienie" – podobnie jak i innych Świadków – może podejmować inne decyzje. WTS wywołuje wrażenie, że to w następstwie jego zaleceń Pan Hall zdołał uchronić się przed zakażeniem AIDS. Ale prawda jest taka, że Pan Hall (jedna z osób cierpiących na ciężką postać hemofilii) najprawdopodobniej uniknął HIV dzięki zignorowaniu lub nieznajomości zmiany kierunku myślenia WTS w temacie leczenia jego schorzenia. Warte odnotowania jest również to, że ogromna większość ludzi z ostrą hemofilią mających HIV, zapewne już dawno nie żyłoby bez transfuzji czynników krwi. Oczywistą nieprawdą jest zatem to, co często podkreśla się w publikacjach Towarzystwa Strażnica:

*** Strażnica z 15 czerwca 2000, s.29 ***

Co ciekawe, trzymanie się tego biblijnego stanowiska chroni ich przed wieloma zagrożeniami, na przykład przed takimi chorobami, jak zapalenie wątroby i AIDS, których można się nabawić przez krew.

Podsumowując, pomimo propagandy Towarzystwa Strażnica wobec AIDS czy wirusowego zapalenia wątroby, wykazaliśmy, że stanowisko przez nich prezentowane zupełnie nie chroni Świadków Jehowy przed tego typu chorobami. W obecnym czasie sytuacja nie jest wcale gorsza niż wtedy, gdy jeszcze przed wykryciem AIDS Strażnica zmieniła swoje stanowisko i zezwoliła na transfuzje czynników krzepnięcia krwi. Zdecydowana większość tych, którzy nabawili się HIV poprzez transfuzję krwi to hemofilicy, a stanowisko WTS nie zapewniło im bynajmniej żadnej ochrony. Widać więc wyraźnie, że Ciało Kierownicze jest obłudne w swojej propagandzie i wykazuje lekceważenie wobec faktów.

Albuminy i globuliny

Podobny wstrząs nastąpił w związku ze zmianą poglądów na albuminy. Początkowo były one absolutnie niedopuszczalne.

*** Awake! z 8 września 1956, s.20 ***

Chociaż lekarze zachęcają do stosowania niektórych frakcji krwi, zwłaszcza albumin, to one także podlegają biblijnemu zakazowi.

*** The Watchtower z 1 listopada 1961, s.669 [Strażnica nr14 z 1967, s.16] ***

Niekiedy podaje się na etykiecie, że dany wyrób zawiera składniki krwi, ale nie zawsze. Jakiś fabrykat może na przykład mieć nalepkę z napisem, że zawiera albuminy. Czy to znaczy, że zawiera składniki krwi? W dobrej encyklopedii, którą ewentualnie wypożyczy ci miejscowa biblioteka, albo może w jakimś słowniku przeczytaj sobie, co to są albuminy. Dowiesz się wtedy, że albuminy występują nie tylko w surowicy krwi, ale także w mleku i jajach. Co do pochodzenia albumin, które użyto przy wyprodukowaniu danego wyrobu, dowiesz się jedynie u producenta. (...) Chrześcijanin wie wtedy, nawet nie pytając nikogo, że takich specyfików powinien unikać.

W artykule z 1956 roku wspomniano o całej gamie składników krwi, które zaczęły być powszechnie frakcjonowane i stosowane w leczeniu zamiast przetoczeń krwi pełnej. Wspomniano o gammaglobulinach, które także objęto wtedy zakazem. Jednak stosunkowo szybko (w porównaniu z innymi frakcjami krwi) zakaz ten odwołano.

*** The Watchtower z 15 września 1958, s.575 [Strażnica nr10 z 1961, s.16] ***

Czy przyjmowanie do krwiobiegu surowicy, takiej jak anatoksyna (szczepionka) przeciwbłonicza, oraz składników krwi, jak na przykład gammaglobulina, w celu wywołania odporności na choroby przez wytworzenie przeciwciał należy uważać za równoznaczne z piciem albo pobieraniem krwi lub plazmy krwi drogą transfuzji?

Nie wydaje się konieczne, żebyśmy jedno i drugie zaliczali do tej samej kategorii, chociaż tak czyniliśmy w przeszłości. (...)

Wstrzykiwanie do krwi przeciwciał zawartych w surowicy krwi lub korzystanie ze składników krwi w celu wytworzenia takich przeciwciał nie jest równoznaczne z doustnym lub dożylnym pobieraniem krwi jako pożywienia w celu wzmocnienia sił życiowych organizmu. Chociaż Bóg nie przewidział dla człowieka, by kalał swój krwiobieg szczepionkami, surowicami czy składnikami krwi, to jednak wydaje się, że nie jest to objęte wyraźną wolą Bożą, nakazującą spożywania krwi jako pokarmu. Czy ktoś zgodzi się na tego rodzaju leczenie, pozostaje więc sprawą jego osobistego sądu.

*** The Watchtower z 1 czerwca 1974, ss.351,352 [Strażnica nr20 z 1974, s.24] ***

Zazwyczaj krew taką poddaje się obróbce, w której wyniku zostają oddzielone cząsteczki pewnego składnika (gamma-globuliny), zawierające przeciwciała i spełniające potem rolę surowicy. (...)

Sądzimy, że tutaj musi decydować sumienie poszczególnego chrześcijanina.

Przez kolejne lata począwszy od 1958 roku nie robiono z tego większego problemu, pozostawiając sprawę gammaglobulin i immunoglobulin kwesti prywatnego osądu. W The Watchtower 1978 roku wspomniano co prawda o możliwości przyjmowania "zastrzyków przy niezgodności czynnika Rh", ale w rzeczywistości było to wyrażone słowami, które niewiele mówiły Świadkom Jehowy o immunoglobulinie. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy - immunoglobuliny zostały dopuszczone do użycia. Niemniej na przyjmowanie albumin musieli poczekać aż do roku 1982 [co prawda poniższe stanowisko opublikowano drukiem już w listopadzie 1981 roku w medycznym piśmie The Journal of the American Medical Association, lecz ogół ŚJ musiał poczekać na nie blisko rok, zanim w oficjalnym wydawnictwie WTS umieszczono przedruk tego materiału]:

*** Awake! z 22 czerwca 1982, s.25 [Przebudźcie się! nr 3 z 1983, s.12] ***

Poglądy religijne Świadków nie wykluczają jednak całkowicie używania takich komponentów, jak albuminy, immunoglobuliny i czynniki krzepnięcia krwi. Każdy Świadek musi sam zadecydować, czy zechce je przyjąć.

Co jest niezwykłego w tej zmianie poglądów? Ciało Kierownicze dopuszczając do użycia poszczególne frakcje krwi za każdym razem argumentuje, że chodzi o "drobne frakcje osocza", a zatem nie stanowi to przekroczenia prawa Bożego względem krwi. Czy aby na pewno? Albuminy stanowią około 2,2% objętości krwi. Natomiast leukocyty – które są zabronione – obejmują niecały 1% i wielu Świadków łamie sobie głowę, dlaczego niektóre większe składniki krwi są dopuszczone, a inne, mniejsze, zabronione.

*** Strażnica z 1 czerwca 1990, ss.30,31 ***

Czy Świadkowie Jehowy godzą się na przyjmowanie zastrzyków z pewnymi frakcjami krwi, na przykład immunoglobulinami lub albuminami?

Niektórzy na to przystają, wychodząc z założenia, że w Piśmie Świętym nie ma wyraźnego zakazu przyjmowania zastrzyków zawierających jakąś drobną frakcję lub składnik krwi. (...)

Przy podejmowaniu decyzji, czy przyjąć zastrzyki zawierające immunoglobuliny, albuminy lub inne składniki osocza, chrześcijanin może wziąć dodatkowo pod uwagę okoliczność, że niektóre białka osocza przemieszczają się w naturalny sposób do cudzego krwiobiegu. Jedni z czystym sumieniem zgodzą się na takie zastrzyki, inni zaś mogą dojść do wniosku, że sumienie im na to nie pozwala. Każdy musi sam rozstrzygnąć tę kwestię przed Bogiem.

*** Strażnica z 15 sierpnia 1990, s.29 ***

Czy chrześcijanin może się zgodzić na zastrzyk z frakcji krwi, na przykład z immunoglobulin lub albumin?

Trzymając się prawa Bożego, chrześcijanie nie zgadzają się na transfuzję pełnej krwi ani jej podstawowych składników — krwinek czerwonych, białych, płytkowych czy plazmy. Jednakże niektórym Świadkom Jehowy sumienie pozwala na przyjęcie zastrzyku z jakiejś drobnej frakcji białkowej osocza. Co ciekawe, część tych białek w naturalny sposób przenika z krwi kobiety ciężarnej do niezależnego krwiobiegu płodu.

Albuminy często stosuje się w leczeniu oparzeń. Typowe leczenie poparzenia trzeciego stopnia (30-50% powierzchni ciała) wymaga 600 gram albumin! Do wyprodukowania takiej dawki potrzeba około 45 litrów pełnej krwi. Jak ktoś może nazywać to "niewielką" lub "drobną" frakcją?

Nieoczekiwany zwrot poglądów na kwestię globulin nastąpił w roku 1992. Ponownie zostały zaliczone do rzeczy, których "należy unikać":

*** Strażnica z 15 października 1992, s.31 ***

Słuszne jest rzecz jasna unikanie wyrobów, na których wymieniono takie składniki, jak krew, osocze krwi, plazma, globiny, globuliny lub żelazo z hemoglobiny. (...)

Jeśli jednak wiemy, że krew na pewno lub najprawdopodobniej jest szeroko stosowana — czy to w pożywieniu, czy w lecznictwiepowinniśmy być zdecydowani przestrzegać nakazu Bożego, by się od niej wstrzymywać.

Było to naprawdę zaskakujące, gdyż w tym samym czasie szeroko rozpowszechniano broszurę Jak krew może ocalić twoje życie? , w której umieszczono cytowany powyżej materiał z The Journal of the American Medical Association:

*** Jak krew może ocalić twoje życie?, 1990, s.27

Poglądy religijne Świadków nie wykluczają jednak całkowicie używania takich składników krwi, jak albuminy, immunoglobuliny i czynniki krzepnięcia. Każdy Świadek musi sam zadecydować, czy zechce je przyjąć.

Posługiwanie się przez Świadków Jehowy dwiema publikacjami zawierającymi sprzeczne ze sobą poglądy bez wątpienia wprawiło wielu z nich w konsternację. Nastąpiło odwrócenie sytuacji sprzed roku 1982 - teraz dozwolone były albuminy, a globuliny nie. Wydaje się, że Ciało Kierownicze zostało zasypane korespondencją w tej sprawie i zmuszone było uporządkować wprowadzony przez siebie chaos informacyjny. Nastąpiło to w 1994 roku, kiedy bez wdawania się w zbędne tłumaczenia powiedziano Świadkom, że przyjmowanie globulin i immunoglobulin na powrót jest kwestią sumienia:

*** Przebudźcie się! z 8 grudnia 1994, ss.24-27 ***

Czy preparat IgG anty-D otrzymuje się z krwi?

Tak. Przeciwciała, z których składa się ta immunoglobulina, pochodzą z krwi osób uodpornionych lub uczulonych na czynnik Rh. (...)

Skoro IgG anty-D produkowana jest z krwi, to czy przyjmując ją, chrześcijanka nie narusza biblijnego nakazu powstrzymywania się od krwi?

Kwestię tę zgodnie skomentowano zarówno w tym czasopiśmie, jak i w siostrzanej publikacji, Strażnica. Zwrócono w nich uwagę, że przeciwciała zawsze przechodzą swobodnie przez łożysko między matką a płodem. Z tego powodu dla wielu chrześcijan przyjęcie przeciwciał, na przykład immunoglobuliny anty-RhD, nie jest pogwałceniem prawa biblijnego, gdyż przypomina coś, co się odbywa w sposób naturalny.

Jednakże ostateczną decyzję o przyjęciu preparatu IgG anty-D musi podjąć każde chrześcijańskie małżeństwo zgodnie ze swym sumieniem.

Czy ktokolwiek jest w stanie obliczyć koszty jakie ponieśli ludzie, którzy zdani byli na takie zmiany poglądów swoich przywdódców i odmawiali globulin, immunoglobulin czy albumin, gdyż ich stosowania rzekomo zabraniała Biblia?

Podobnie rzecz się ma z immunoglobulinami – na wyprodukowanie jednego zastrzyku potrzeba 3 litry pełnej krwi! Czy nadal ktokolwiek rozsądny uzna, że chodzi o "drobne frakcje"?

Hemoglobina

Innym przełomowym zwrotem w doktrynie o krwi jest pogląd na hemoglobinę, frakcję krwi niezbędną w rozprowadzaniu w organizmie tlenu. Ten składnik krwi od początku był na "czarnej liście":

*** Awake! z 8 września 1956, s.20 ***

Dr L. A. Erf z Jefferson Medical College and Hospital w Filadelfii w medycznym wydawnictwie "Seminar" z lata 1956 roku stwierdził, że można wyizolować czyli wyfrakcjonować siedemdziesiąt różnych składników bądź frakcji krwi w czystej bądź zanieczyszczonej postaci. Wśród wymienionych przez niego frakcji są: krwinki czerwone [hemoglobina], krwinki białe, płytki, albuminy, tromboplastyna, trombina, fibrynogen, protrombina, gamma-globulina, cholesterole, estarazy surowicy, pasmogen itp. (...)

Chociaż lekarze zachęcają do stosowania niektórych frakcji krwi, zwłaszcza albumin, to one także podlegają biblijnemu zakazowi.

*** The Watchtower z 15 września 1961, s.557 [Strażnica nr6 z 1962, s.4] ***

Etykiety na różnych środkach wzmacniających i tabletkach sprzedawanych w drogeriach i aptekach zdradzają, że one zawierają składniki krwi, na przykład hemoglobinę. (...) jest więc dla chrześcijan rzeczą wielkiej wagi zwiększyć czujność, jeśli mają zachować siebie 'bez plamy od świata' (Jakuba 1:27).

*** The Watchtower z 1 listopada 1961, s.669 [Strażnica nr4 z 1967, s.12] ***

Jeżeli jednak czytamy na etykiecie pudełka z tabletkami, że one zawierają hemoglobiny, to już od razu wiadomo — a badanie podobne do powyższego może to potwierdzić — że przy ich produkcji użyto składników krwi. Chrześcijanin wie wtedy, nawet nie pytając nikogo, że takich specyfików powinien unikać.

*** Blood, Medicine and the Law of God, 1961, s.9 [Krew, medycyna a prawo Boże, 1965, s.9] ***

Wiele środków wzmacniających i tabletek sprzedawanych w aptekach lub drogeriach zawiera składniki krwi, na przykład hemoglobinę. (...) Żywotne znaczenie ma dla chrześcijanina zwiększanie czujności, aby zachować siebie "bez plamy od świata". - Jak. 1:27, NW.

*** Strażnica z 15 października 1992, s.30,31 ***

Już we wczesnym okresie historii człowieka nasz Stwórca zabronił ludziom spożywać krwi (1 Mojżeszowa 9:3, 4). Oświadczył, że wyobraża ona życie, będące darem od Niego. Krew usuniętą ze zwierzęcia można było użyć wyłącznie w formie ofiary, na przykład na ołtarzu. W przeciwnym razie należało ją wylać na ziemię i poniekąd zwrócić Bogu. (...)

Słuszne jest rzecz jasna unikanie wyrobów, na których wymieniono takie składniki, jak krew, osocze krwi, plazma, globiny, globuliny lub żelazo z hemoglobiny.

krwinki czerwone

Stanowisku temu Świadkowie Jehowy dawali również wyraz w świeckich publikacjach naukowych, gdzie starali się przekonać świat medyczny o słuszności swoich poglądów.

*** Bailey R., Ariga T. "The view of Jehovah’s Witnesses on blood substitutes. Artif Cells Blood Substit Immobil", Biotechnol 1998; 26:571-576 ***

Opierając się na takim religijnym zrozumieniu, Świadkowie Jehowy nie przyjmują krwi pełnej ani głównych składników krwi, mianowicie czerwonych płytek krwi, białych płytek krwi, krwinek płytkowych i osocza. Nie godzą się również na hemoglobinę, która jest głównym elementem czerwonych płytek krwi. (...) Zatem na podstawie tych zasad Świadkowie Jehowy nie akceptują środków krwiozastępczych zawierających w swoim składzie hemoglobinę pochodzącą od ludzi albo zwierząt. [Richard Bailey i Tomonori Ariga byli oficjalnymi przedstawicielami Służby Informacji o Szpitalach w Brooklynie]

Kwestia hemoglobiny przez niemal pół wieku była postrzegana jednoznacznie - nie wolno jej przyjmować, gdyż jest to jeden z głównych i podstawowych składników krwi. Ciało Kierownicze doskonale zdawało sobie sprawę, że w ciężkich przypadkach tylko rozprowadzająca tlen hemoglobina może uratować życie danemu Świadkowi Jehowy. Bagatelizowali to jednak, obiecując swoim współwyznawcom nagrodę za wierność w postaci życia wiecznego na ziemi oraz nieustannie mamili ich nadzieją na rychłe wymyślenie przez naukę tzw. "sztucznej krwi", która całkowicie zastąpiłaby przetaczanie krwinek czerwonych wraz z życiodajną hemoglobiną. Niestety, jak dotąd niczego takiego nie wynaleziono. Trudno dociec rzeczywistych przyczyn zmiany polityki wobec stosowania hemoglobiny, jednak w roku 2000 stało się to faktem:

*** Strażnica z 15 czerwca 2000, ss.29-31 ***

Jeśli chodzi o poszczególne frakcje tych składników, każdy chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i podjąć świadomą decyzję. (...)

Leczenie za pomocą tych preparatów nie jest transfuzją podstawowych składników; na ogół wykorzystuje się wtedy ich elementy lub frakcje. Czy chrześcijanin powinien wyrazić zgodę na użycie ich podczas leczenia? Tego nie możemy powiedzieć jednoznacznie. Biblia nie podaje szczegółowych informacji, toteż każdy sam musi powziąć decyzję pozwalającą mu zachować czyste sumienie przed Bogiem.

Świadkowie Jehowy nie zgadzają się na przetoczenie krwi pełnej oraz jej podstawowych składników. Biblia nakazuje chrześcijanom, żeby 'powstrzymywali się od tego, co ofiarowano bożkom, i od krwi, i od rozpusty' (Dzieje 15:29). Natomiast jeśli chodzi o poszczególne frakcje tych składników, każdy chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i podjąć świadomą decyzję.

W liście jaki otrzymałem z Biura Oddziału Towarzystwa Strażnica w Nadarzynie w odpowiedzi na pytanie "Czy nasze nowe zrozumienie pozwala zaliczyć hemoglobinę do frakcji, o przyjęciu których decyduje sumienie poszczególnego chrześcijanina?", napisano:

*** HIA, 9 lipca 2002 ***

Niektórzy chrześcijanie odmawiają przyjęcia krwi pełnej, krwinek czerwonych, białych i płytkowych oraz osocza, ale mogą dojść do wniosku, że skoro frakcje krwi są przekazywane drugiej osobie w trakcie pewnych naturalnych procesów, to mogą przyjąć jakąś frakcję wyizolowaną z osocza lub krwinek, łącznie z hemoglobiną wyizolowaną z krwinek czerwonych. Chrześcijanie, którzy podejmują taką decyzję, czynią to zgodnie ze swym sumieniem i nie należy ich za to krytykować.

Kto się mylił – Jehowa czy Towarzystwo? Czy w Biblii był zakaz stosowania hemoglobiny i innych frakcji krwi, czy też Towarzystwo wyczytało rzeczy, jakich nigdy w Piśmie nie było i arbitralnie wpajało swoje prywatne poglądy jako "prawdę objawioną przez Jehowę Boga"? Czy ktokolwiek zadał sobie pytanie: Jak ten niebiblijny zakaz stosowania hemoglobiny, jaki przez blisko 50 lat Towarzystwo w imieniu Boga wmawiało Świadkom Jehowy odbił się na życiu i śmierci chorych współbraci? Ile bezcennych istnień ludzkich zgasło przez samozwańcze stawianie się na miejscu Stwórcy i decydowanie, co w kwestiach medycznych wolno, a czego nie?

Doktor J. L. Carson z University of Medicine and Dentistry w New Jersey wraz ze współpracownikami przeprowadził badania nad 125 przypadkami operacji chirurgicznych przeprowadzonych na pacjentach będących Świadkami Jehowy, którzy z powodu ówczesnych nauk Towarzystwa odmawiali transfuzji krwi, głównie masy czerwonokrwinkowej zawierającej hemoglobinę. Wnioski były przerażające – ponad 60% pacjentów, u których poziom hemoglobiny przed operacją wyniósł poniżej 6g/ml, zmarło w wyniku komplikacji śródoperacyjnych (czasopismo Lancet, 1988 Apr 2; 1[8588]:727-9).

W późniejszych latach sytuacja nieco się poprawiła, niemniej poważne powikłania i umieralność wciąż były na dość wysokim poziomie. Strażnica nie będąc w stanie ignorować tych danych przyznała w jednym z artykułów:

*** Strażnica z 15 października 1993, s.32 ***

Doktor Kitchens przeanalizował 16 opublikowanych prac opisujących 1404 operacje na Świadkach Jehowy, którzy nie zgadzają się na transfuzję, gdyż chcą być posłuszni biblijnemu nakazowi, by 'wstrzymywać się od krwi' (Dzieje 15:28, 29).

Do jakich wniosków doszedł? "Wydaje się, że wskutek decyzji Świadków Jehowy, by podczas dużych zabiegów chirurgicznych nie podawać im krwi, ogólne ryzyko operacyjne zwiększa się o 0,5% do 1,5% zgonów".

Oczywiście trudno jest oszacować faktyczną śmiertelność, ale nie trzeba być fachowcem z zakresu medycyny, żeby bez wątpliwości stwierdzić, iż z powodu wydanych przez Towarzystwo zakazów zmarła lub poniosła uszczerbek na zdrowiu cała rzesza ludzi!

Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że oficjalnie i wyraźnie o tej zmianie poinformowano Świadków Jehowy aż w 2006 roku. Zdecydowana większość członków Organizacji ma bardzo niewielkie (żeby nie powiedzieć: żadne) pojęcie o medycynie, dlatego przekaz o możliwości przyjęcia "poszczególnych frakcji składników" niewiele im mówił w powiązaniu z hemoglobiną. Dopiero w wewnętrzym periodyku organizacyjnym Nasza Służba Królestwa z listopada 2006 roku na stronie 5 podano wprost, że hemoglobina jest sprawą podlegającą "osobistej decyzji". Ilu kolejnych Świadków zmarło przez te 6 lat, nadal odmawiając przyjęcia hemoglobiny pomimo faktycznego jej dopuszczenia w 2000 roku?

Jednak nawet w tej sprawie Towarzystwo Strażnica dopuściło się krętactwa i błędnie podało tam: "Hemoglobina (33% objętości krwinek czerwonych)". W rzeczywistości objętośc hemoglobiny w krwinkach czerwonych wynosi 97%, natomiast 33% to masa sucha hemoglobiny. Najwyraźniej chodziło o to, żeby zminimalizować wrażenie o dopuszczeniu do stosowania tak olbrzymiej frakcji krwi.

Aż samo ciśnie się na usta pytanie, dlaczego hemoglobina jest dozwolona, a krwinki czerwone nie? Jeżeli hemoglobina wypełnia erytrocyt w 97%, to jakie jest logiczne uzasadnienie zabraniania pozostałych 3% tego składnika krwi? Mimo wielu zadawanych mu w tej sprawie pytań, Ciało Kierownicze nie jest w stanie udzielić nikomu żadnej odpowiedzi. A szkoda.

Donacja krwi

W nauczaniu Towarzystwa odnośnie krwi jest jeszcze jedna rażąca niekonsekwencja – odmawianie oddawania krwi na potrzeby własne lub innych, przy jednoczesnym nieskrępowanym korzystaniu ze składników krwi oddawanej przez innych.

Z drugiej strony, przyznać trzeba, że oprócz bezwzględnego zakazu przyjmowania tzw. "głównych składników krwi", zakaz oddawania krwi (włącznie z donacją przedoperacyjną na wyłączne potrzeby chorego) jest jedyną nauką, która została od początku zachowana w niezmienionej formie.

*** The Watchtower z 15 października 1959, s.640 [Strażnica nr21 z 1960, s.23] ***

Według przepisów Biblii krew, którą wypuszczono z ciała, musiała być wylana na ziemię jak woda i zasypana. (3 Mojż. 17:13,14; 5 Mojż. 12:16,23,24; 15:23; 1 Kron. 11:18,19) Miało tak być dlatego, że we krwi jest życie i że przelana krew jest świętą w oczach Jehowy Boga. Przymierze co do świętości krwi, które zostało ustanowione po potopie, obowiązuje po dziś dzień i odnosi się zarówno do krwi zwierząt, jak i ludzi, niezależnie od tego, czy chodzi o krew własną, czy cudzą. Wobec tego pobieranie komuś krwi, przechowywanie jej i ponowne wpuszczenie jej potem w krwiobieg nawet tej samej osoby byłoby naruszeniem zasad biblijnych co do sposobu postępowania z krwią. (...)

Gdyby jednak krew miała być przechowywana — choćby tylko przez krótki czas — byłoby to już naruszeniem prawa.

*** The Watchtower z 15 września 1961, s.554 [Strażnica nr6 z 1962, s.2] ***

Nie rozróżniano przy tym wcale [w Izraelu], czy krew pochodzi z tego, czy innego źródła, czy była pochodzenia zwierzęcego, czy ludzkiego, ale po prostu nie wolno było przyjmować jej do ciała jako pokarm. Również nie wolno było jej przechowywać, co wynika z następujących słów Bożych: "Jeśliby ktokolwiek z synów Izraelowych i z przychodniów, którzy gośćmi są u was, łowem albo ptasznictwem uchwycił zwierza albo ptaka, które się jeść godzi, niech wyleje krew z niego i okryje ją ziemią. Dusza bowiem każdego ciała we krwi jest." (3 Mojż. 17:13, 14, Wu)

*** Blood, Medicine and the Law of God, 1961, s.11,12 [Krew, medycyna a prawo Boże, 1965, ss.11,12] ***

Dojrzali chrześcijanie (...) nie będą uważać, że jeśli przechowają do transfuzji trochę własnej krwi to będzie ona bardziej dopuszczalna, niż krew innej osoby. Wiedzą bowiem, że Bóg wymaga, aby przelaną krew wylewać na ziemię. Nie będą uważać, że niewielkie przekroczenie prawa, jak na przykład chwilowe przechowanie krwi w strzykawce po pobraniu jej z jednej części ciała w celu w celu wstrzyknięcia jej gdzie indziej, jest mniej naganne niż przechowywanie jej poprzez dłuższy okres czasu.

*** The Watchtower z 1 lipca 1966, s.400 [Strażnica nr17 z 1967, s.5] ***

"Powstrzymajcie się (…) od krwi". Przeciętny człowiek, który nie zna dobrze tego rodzaju wypowiedzi, prawdopodobnie rozumuje w ten sposób: Czyż nie byłoby słuszne, gdybym ofiarował trochę swojej krwi, aby ratować życie drugiego, zwłaszcza gdy osoba potrzebująca pomocy jest z mego ciała i krwi? – Otóż nie, ponieważ to naruszałoby dalszą zasadę biblijną, którą Jehowa oznajmił przez proroka Samuela: "Posłuszeństwo lepsze jest niżeli ofiara" (1 Sam. 15:22). A w dodatku jeszcze krnąbrność i buntowniczość jest takim samym złem jak posługiwanie się wróżbami i innymi tajemnymi mocami oraz kult obrazów. Umysł nieświadomy tego mógłby rozumować: Przecież w ten sposób można drugiemu uratować życie! – Czy jednak trzeźwe zastanowienie w oparciu o dojrzały pogląd i zasady potwierdza taki wniosek?

*** The Watchtower z 1 marca 1989, s.30 [Strażnica z 15 sierpnia 1989, s.30] ***

Powyższe wyraźnie wyklucza powszechnie stosowaną metodę wykorzystywania krwi autologicznej, polegającą na pobraniu jej choremu przed operacją, zmagazynowaniu, a następnie przetoczeniu ponownie. Składają się na to następujące kroki: Przed planowanym zabiegiem operacyjnym upuszcza się pacjentowi kilka jednostek krwi pełnej, po czym konserwuje się ją lub oddziela krwinki czerwone, aby je potem zamrozić i przechować. Jeżeli w czasie zabiegu lub po nim lekarze dojdą do wniosku, że zachodzi potrzeba transfuzji, przetaczają choremu jego własną krew. Metoda ta cieszy się obecnie popularnością ze względu na powszechną obawę przed podaniem krwi zakażonej. Jednakże Świadkowie Jehowy NIE wyrażają na nią zgody. Dawno uświadomiliśmy sobie, że krew przechowywana już nie należy do organizmu danej osoby. Opuściła go całkowicie i powinna być wylana na ziemię, zgodnie z Prawem Bożym: "Na ziemię ją wylejesz jak wodę" (Powtórzonego Prawa 12:24, BT).

*** Strażnica z 15 października 2000, ss.30,31 ***

Czasami lekarz zachęca pacjenta do oddania krwi na kilka tygodni przed operacją (donacja przedoperacyjna), aby w razie potrzeby można mu było przetoczyć jego własną krew. Jednakże takie pobieranie, przechowywanie i przetaczanie krwi jest jawnie sprzeczne z tym, co powiedziano w księgach Kapłańskiej i Powtórzonego Prawa. Krwi nie wolno przechowywać; należy ją wylać, niejako zwrócić Bogu. Owszem, Prawo Mojżeszowe dzisiaj nas nie obowiązuje. Jednakże Świadkowie Jehowy szanują zawarte w nim zasady podane przez Boga i są zdecydowani 'powstrzymywać się od krwi'. Dlatego też nie jesteśmy dawcami krwi ani nie zgadzamy się na przechowywanie własnej krwi, która powinna zostać 'wylana". Postępowanie takie byłoby sprzeczne z prawem Bożym.

Wyjaśnienie na pozór logiczne, gdyby nie fakt, że Świadkowie Jehowy stosują się do tej zasady bardzo wybiórczo. Sami krwi nie oddają, ale nie mają oporów by korzystać z hektolitrów krwi oddawanej przez nie-ŚJ. Czy nie pachnie to obłudą?

*** Strażnica z 15 czerwca 2000, s.30 ***

Przygotowanie gamma-globulin, czynników krzepnięcia krwi lub innych frakcji wiąże się z gromadzeniem i przetwarzaniem krwi.

Jak pogodzić dopuszczenie możliwości korzystania ze składników krwi, których "przygotowanie wiąże się z gromadzeniem, i przetwarzaniem krwi" z tym, że "takie pobieranie, przechowywanie i przetaczanie krwi jest jawnie sprzeczne z tym, co powiedziano w księgach Kapłańskiej i Powtórzonego Prawa", a w rezultacie "sprzeczne z prawem Bożym"?

Doktryna tak pełna wewnętrznych sprzeczności, niekonsekwencji i wielokrotnych zmian z pewnością nie pochodzi od Jehowy Boga, który jest niezmienny w swoim zdaniu!

Dzieci

A co powiedzieć o narzuceniu przez Strażnicę rodzicom konieczności odmowy niezbędnej transfuzji krwi dla dziecka nawet w obliczu jego śmierci?

*** Awake! z 22 stycznia 1958, s.23 [Strażnica nr8 z 1960, s.17] ***

Czy pozwolilibyście swemu dziecku raczej umrzeć, zamiast dać mu krew, która mogłaby je uratować?

Żądałbym od lekarzy, żeby z wyjątkiem przetoczenia krwi uczynili wszystko, co tylko jest możliwe, by uratować mojemu dziecku życie. Jestem przed Bogiem odpowiedzialny za życie swego dziecka, bo sprowadziłem je na świat. To jednak nie oznacza, jakoby mi wolno było zmuszać dziecko do naruszenia prawa Bożego dlatego tylko, że ono jest pod moją opieką i nie może mi się przeciwstawić.

*** The Watchtower z 1 lipca 1966, ss.400,401 [Strażnica nr17 z 1967, s.5] ***

Zachowaniu naszej duszy i duszy naszych dzieci do życia wiecznego służy zupełne i całkowite posłuszeństwo. Rzecz sama przez się zrozumiała, że kochamy nasze dzieci, a prawdziwa miłość działa w ich najlepiej pojętym interesie. Z pewnością nikt z nas nie chciałby zaprzepaścić swemu dziecku nadziei na osiągnięcie życia wiecznotrwałego przez kompromisowe ustosunkowanie się do świeckich zasad albo poddanie się sentymentom! W tym wypadku mają zastosowanie się słowa Jezusa, które czytamy w sprawozdaniu ewangelicznym Mateusza 10:37: "Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien". Zatem co jest dla ciebie i twego dziecka lepsze: przedłużenie obecnego życia o kilka krótkich lat czy osiągnięcie życia wiecznego w nowym porządku rzeczy?

*** The Watchtower z 15 kwietnia 1970, s.249 [Strażnica nr1 z 1971, s.19] ***

Załóżmy, że czyjejś żonie lub dziecku grozi śmierć. Bez względu na to, o kogo z drogich nam osób chodzi, zastosowanie krwi byłoby pogwałceniem prawa Bożego. Sama okoliczność, że człowiek jest bliski śmierci, nie upoważnia nikogo do łamania przykazań Bożych. Kiedy ktoś jest bliski śmierci, nie pora na naciąganie czy przestępowanie prawa Bożego, ale raczej na jak najściślejsze zbliżenie się do Boga przez dochowanie Mu wierności. Nagrodą za wierność jest życie wiecznotrwałe. Jakże nierozsądne byłoby wystawienie na ryzyko nadziei życia wiecznego w zamian za niepewną obietnicę wyzdrowienia po transfuzji krwi!

*** Nasza Służba Królestwa, wrzesień 1992, ss.3-5 ***

Chrońcie swe dzieci przed nadużyciem krwi

"Oto synowie są dziedzictwem od Jehowy" (Ps. 127:3, NW). Jeżeli otrzymaliście od Jehowy takie cenne dziedzictwo, to jako rodzice macie radosny, choć trudny obowiązek zapewniać swym dzieciom opiekę, wychowywać je i chronić. Czy więc uczyniliście wszystko, co mieści się w granicach rozsądku, by zabezpieczyć je przed przetoczeniem krwi? Jak by się zachowały, gdyby groziła im transfuzja? Czy omówiliście już w rodzinie, jak sobie radzić w takiej krytycznej sytuacji? (...)

Powinniście każdemu wyraźnie wyjaśnić, że jako rodzice macie obowiązek czynić wszystko, by nie dopuścić do podania krwi. Odpowiadacie za to przed Bogiem.

Nawet za cenę śmierci, rodzice mają być posłuszni wytycznym Towarzystwa, a naturalne rodzicielskie odruchy szyderczo nazywa się sentymentami. O ile w sprawie osoby dorosłej można przyjąć, że ma prawo do decydowania o wyborze leczenia, to w przypadku dzieci Biblia nigdzie nie upoważnia rodziców do szafowania życiem "dziedzictwa od Jehowy"! Tym bardziej, że ponad połowa dzieci wychowanych w rodzinach Świadków Jehowy nie wybiera religii rodziców w dorosłym życiu. Nawet syn J. Rutherforda, Malcolm, nie został Świadkiem Jehowy. Dlaczego zatem pozbawiać kogoś życia w imię zasad, których ta osoba może nie chcieć nigdy wyznawać? Takich pytań można by mnożyć bez liku.

Ale czy naprawdę aż "za cenę śmierci"? Jak udowodniono powyżej, będący Świadkami Jehowy rodzice mają "obowiązek czynić wszystko, by nie dopuścić do podania krwi. Odpowiadają za to przed Bogiem", a w rzeczywistości przed komitetem sądowniczym zboru. Towarzystwo podało następujące wytyczne:

*** Nasza Służba Królestwa, wrzesień 1992, s.5 ***

Gdyby mimo waszych najlepszych wysiłków sąd wydał postanowienie, w dalszym ciągu błagajcie lekarza o nieprzetaczanie krwi (...) Choćby więc sąd wydał postanowienie, nie rezygnujcie ani się nie poddawajcie! (Zobacz „Pytania czytelników” ze Strażnicy z 15 czerwca 1991 roku).

A co takiego ciekawego czytamy w zaproponowanej Strażnicy odnośnie "ratowania" dziecka przed podaniem krwi?

*** Strażnica z 15 czerwca 1991, s.31 ***

Jezus umknął, gdy tłum chciał go obwołać królem. Podobnie chrześcijanin, który przypuszcza, że sąd wyda nakaz przetoczenia krwi, może nie dopuścić do takiego naruszenia prawa Bożego (Mateusza 10:16; Jana 6:15). Jednocześnie powinien z rozwagą szukać innego sposobu leczenia, szczerze dążąc do uratowania życia i odzyskania zdrowia.

Kto usilnie stara się nie naruszyć prawa Bożego co do krwi, może być uznany przez władze za przestępcę lub być postawiony przed sądem. Gdyby został ukarany, może to uważać za cierpienie ze względu na sprawiedliwość (por. 1 Piotra 2:18-20).

Te dzieci już nie żyją

Widzimy więc wyraźnie, że rodzice będący Świadkami powinni przyjąć do wiadomości, że mają zabrać dziecko ze szpitala, choćby nawet sąd postanowił już poddać dziecko transfuzji. Faktem jest, że niekiedy dochodzi do takich sytuacji. Gdyby w wyniku tego dziecko miało umrzeć, to według Strażnicy rodzice muszą być przygotowani na zaakceptowanie kary nałożonej przez władze świeckie.

Towarzystwo Strażnica jest świadome tragicznych następstw swoich arbitralnych decyzji. Fundamentalnym dowodem obarczającym Ciało Kierownicze śmiercią tysięcy dzieci Świadków Jehowy jest Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994 roku, na którego okładce przedstawiono zdjęcia 26 dzieci z dopiskiem "Młodzi dający pierwszeństwo Bogu". Wewnątrz czasopismo gloryfikuje dzieci Świadków, które umarły, aby poprzeć politykę WTS. Czytamy tam:

*** Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s.2 ***

W dawnych czasach tysiące młodych ludzi przypłacało życiem dawanie pierwszeństwa Bogu. Dzisiejsi młodzi są gotowi uczynić to samo, tyle że ich tragedia rozgrywa się w szpitalach salach sądowych, a kwestią sporną jest transfuzja krwi.

Wprost nie można sobie wyobrazić bólu rodzica, który ze względu na chwiejne poglądy Towarzystwa odnośnie medycyny pozbawił życia swoje dziecko, gdyż Ciało Kierownicze czegoś nie pozwalało, a za miesiąc bądź za rok nadeszłoby kolejne "nowe światło" zezwalające na taką metodę. Czy jesteś w stanie wczuć się w położenie rodziców, którzy przeżyli taki koszmar? Co można powiedzieć matce bądź członkowi najbliższej rodziny, kiedy przed 15 czerwca 2000 roku pozwolili umrzeć bliskiej osobie nie godząc się na podanie niezbędnych preparatów z hemoglobiny, a potem czytają w Strażnicy, że "prawda objawiona przez Jehowę Boga" się zmieniła i już nie ma konieczności ponoszenia takich ofiar? W jakim świetle stawia to Boga? Jakie sumienie mają ludzie, którzy bawią się w ten sposób cudzym życiem?

Gdzie jest prawda...

*** The Watchtower z 1 grudnia 1967, s.719 [Strażnica nr18 z 1968, s.4] ***

Użycie krwi w imię medycyny nie jest zgodne z wolą Bożą.

Jakże zmieniła się "prawda objawiona przez Jehowę Boga" przez omawiane tutaj półwiecze! Od "zasady, której podlega nie tylko krew jako taka, lecz też wszystko, co z krwi jest wytwarzane" do poglądu, że "jeśli chodzi o poszczególne frakcje tych składników (w oryginale: fractions of any of the primary components), każdy chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i podjąć świadomą decyzję"!

Jak to wszystko ma się do uporczywie propagowanego przez Towarzystwo zakazu z Dziejów 15:28,29 o "powstrzymywaniu się od krwi"?

Raz jeszcze pozwólmy sobie zadać kluczowe pytanie: Kto się przez te wszystkie lata mylił – Bóg czy Towarzystwo? Czyżby Bóg nie orientował się w swoim dziele stwórczym i co rusz podawał swojemu ludowi poprzez "kanał łączności" sprzeczne informacje? Czy można to sobie wyobrazić? Kto zatem ponosi winę za cierpienia, kalectwo i śmierć tysięcy ludzi, którzy zaufali zwodniczemu nauczaniu?

Odpowiedź wydaje się oczywista – Towarzystwo Strażnica! To osoby zasiadające w jego Zarządzie (a potem w Ciele Kierowniczym) wyczytały w Biblii coś, czego w niej nigdy nie było, a potem wmawiały bogobojnym i prostolinijnym współwyznawcom, że stosowanie się do tych wytycznych jest wyrazem "odnoszenia się z bezgranicznym zaufaniem do prawdy objawionej przez Jehowę Boga za pośrednictwem Jego Syna, Jezusa Chrystusa, oraz 'niewolnika wiernego i roztropnego'" (Strażnica z 1 sierpnia 2001, s.14).

Odpowiedzialność ponosi Jehowa

Wszelkie skrupuły Ciała Kierowniczego skutecznie tłumi opublikowane przez nich już dawno temu oświadczenie (podtrzymywane do dnia dzisiejszego), w którym całą odpowiedzialnością za migoczące "światło" obarcza się Jehowę Boga:

*** The Watchtower z 15 lipca 1961, s.434 [Strażnica nr15 z 1965, s.11] ***

To Jego [Jehowy] duch kierował wszystkimi tymi poczynaniami, włącznie z zajęciem przez sam tylko lud Boży stanowiska przeciw silnie okopanym zwolennikom transfuzji krwi. Bez kierownictwa ducha Bożego na pewno nie byłoby możliwe stawić czoło gwałtownemu naporowi kpiny i szyderstwa oraz "rad" życzliwych krewnych czy poważanych autorytetów medycznych, usiłujących wyperswadować tę postawę. Nie, tak nieugiętego obstawania przy świętości krwi nie da się przypisać jedynie ludzkiemu rozumowaniu i przewodnictwu. Cała chwała i uznanie należy się kierownictwu ducha Jehowy.

*** Strażnica z 15 czerwca 2004, s.29 ***

W dobie obecnej mało kto myśli o prawach Wszechmocnego, gdy lekarze zalecają przyjęcie krwi. Świadkom Jehowy bardzo zależy na życiu, pragniemy wszakże przestrzegać Jego wymagań dotyczących krwi.

Tym oto sposobem Towarzystwo Strażnica wraz ze swoim Ciałem Kierowniczym umywa ręce od winy krwi jaką ściągnęło na siebie za dziesiątki lat mylnych, niekonsekwentnych i sprzecznych ze sobą "objawień" w doktrynie o krwi.

Jeśli miałbyś życzenie zapoznać się z ostatnimi manipulacjami Słowem Bożym oraz nadużyciami na swojej własnej literaturze Towarzystwa Strażnica, zachęcamy do przeczytania materiału: W kwestii krwi "pozwól, by kierował tobą żywy Bóg", a nie Strażnica.