Simon mówi: Unikaj własną rodzinę

autor: Randall Watters

źródło: FreeMinds.org
tłumaczenie: Marek Boczkowski

 

"Simon mówi" to gra, w którą zwykle bawią się dzieci; jest to coś w rodzaju wykonywania poleceń lidera. Jednakże czasami - kiedy grają w nią dorośli - ma poważne konsekwencje. Ten artykuł mówi o takich właśnie konsekwencjach, które można zaobserwować u Świadków Jehowy.

Jakiś czas temu temu w Biuletynie Bethel Ministries Newsletter poruszano już temat wykluczenia, więc prosimy o wyrozumiałość, jeśli pojawią się tutaj pewne powtórzenia. Być może po przeczytaniu listów, jakie nadeszły po ukazaniu się wcześniejszego materiału zrozumiesz potrzebę ukazania się kolejnego artykułu. Zdarzają się dni, kiedy nie mogę powstrzymać łez, gdy czytam otrzymywane listy i widzę w nich ból i cierpienie doświadczane przez wiele osób opuszczających Strażnicę.

Jak wiadomo, Świadków Jehowy spokrewnionych z kimś takim zachęca się do traktowania go gorzej niż obcego. Wyrzutek ma być unikany jak gdyby nie istniał, a traktowanie go jest pozbawione zwykłej ludzkiej uprzejmości i współczucia. Dla osób nie związanych ze Strażnicą takie postępowanie jest szokujące. Mało tego, jest to coś całkowicie odmiennego od zalecenia, jakie Jezus nakazał przestrzegać swoim uczniom. On powiedział, będziemy rozpoznawać ich po miłości (1 Jana 13:35).

Poniżej podajemy przykład takiego traktowania jakie spotkało pewnego mężczyznę, który zrezygnował z przynależności do Towarzystwa Strażnica kiedy zrozumiał, że nie ma ono "prawdy". Żona rozwiodła się z nim gdy opuścił TS. Ona nadal jest Świadkiem. Miał on poważny wypadek samochodowy i spędził wiele tygodni w szpitalu z powodu rozległych obrażeń głowy. Napisał:

"Moja była żona ani razu nie pozwoliła dzieciom zadzwonić, by się dowiedziały jak się miewam czy nawet wysłały mi pocztówkę. Nikt ze Świadków Jehowy nigdy nie przyszedł ani nie napisał listu, żeby się przekonać co się ze mną dzieje. Zostałem jednakże pobłogosławiony pewnymi dobrymi chrześcijańskimi przyjaciółmi, którzy do mnie dzwonili i odwiedzali w szpitalu."

Inny list pochodzi od pewnej pani, która nie była nigdy Świadkiem Jehowy. Jej córka została Świadkiem. "Zbrodnia" tej pani polegała na byciu chrześcijanką i uczęszczaniu do chrześcijańskiego kościoła. Napisała takie oto łamiące serce słowa: "Przestała mnie odwiedzać i nie przyprowadza też do mnie wnuków. Proszę mi powiedzieć co mogę zrobić?"

W jeszcze innym liście czytamy: "Po moim wykluczeniu cała moja rodzina nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nie mogę widywać się z córką lub z jej dziećmi. To trwa już 5 lat".

Pewien mężczyzna z Florydy pisze: "Mam cztery córki i nie widziałem ich już trzy lata. One są Świadkami Jehowy". Młoda kobieta z Chicago napisała niedawno:

"Niezwykle trudno jest moim dzieciom zrozumieć dlaczego nie mogą iść na pogrzeb swojej babci. Ona zmarła jako Świadek Jehowy i cała rodzina jest Świadkami. Powiedziałam im, że nie możemy iść ponieważ zostałam wykluczona. Ale one naprawdę tego nie pojmują."

Dlaczego ta mieniąca się opartą na Biblii Organizacja ma tak niebiblijne i bezlitosne zasady rozrywające więzi rodzinne? Zastanówmy się nad ich wyjaśnieniami opartymi na różnych wydaniach czasopisma Strażnica. Już w roku 1963 oznajmili:

*** The Watchtower z 1 lipca 1963, s.411 [Strażnica nr7 z 1964, s.8] ***

Prócz tego wykluczenie ze społeczności jest dla wszystkich w zborze ostrzegawczym przykładem, na którym mogą poznać przykre następstwa nieposzanowania praw Jehowy. Paweł powiedział: "Grzeszników napominaj wobec wszystkich, aby inni się lękali." — 1 Tym. 5:20.

Chociaż wykluczanie nie okazujących skruchy zatwardziałych grzeszników jest biblijnie uzasadnione (1 Kor. 5:13), to TS wyłącza każdego, kto nie zgadza się z najdrobniejszym elementem polityki lub nauczania Strażnicy; z tego powodu przez wielu postrzegani są jako sekta. Bycie wykluczonym przez starszych z ramienia Strażnicy (nawet za pomniejsze doktrynalne zagadnienia) oznacza bycie całkowicie odciętym od dobrych stosunków także z Bogiem:

*** The Watchtower z 1 lipca 1963, ss.411,412 [Strażnica nr7 z 1964, ss.8,9] ***

Odłączenie od organizacji oznacza wielkie nieszczęście. Wykluczenie z społeczności oznacza oddzielenie zarówno od widzialnej organizacji Bożej na ziemi, jak również od Jehowy i Jego życzliwości. Wykluczenie ze społeczności, którego zbór dokonuje, potwierdza tylko to, co się już odbyło w niebie. Widzialni słudzy Boży przez to zarządzenie pokazują, że uznają to, co uczynił Jehowa z nieba. (...)

Jeśli ktoś jest wykluczony ze społeczności, jest on odłączony od zboru. Zbór nie ma z nim nic wspólnego. Członkowie zboru nie podają jemu ręki jako oznaki społeczności. Nie mówią mu nawet "dzień dobry" lub "do widzenia".

*** The Watchtower z 1 lipca 1963, s.413 [Strażnica nr7 z 1964, s.9] ***

[Członkowie zboru] nie prowadzą z nimi ładnych rozmów; w żaden sposób nie zwracają na nich uwagi. Jeżeli osoba, którą wykluczono ze społeczności, próbuje rozmawiać z innymi osobami ze zboru, powinny one po prostu pozostawić ją i odejść. W ten sposób dana osoba odczuje powagę swego grzechu. (...) Osoba, którą wykluczono ze społeczności, uczyni dobrze, gdy zaraz sama zwróci uwagę takiemu niepoinformowanemu, że rozmowa nie byłaby na miejscu.

A co z więzami krwi? The Watchtower z 15 lipca 1963 roku odpowiada na to pytanie szczegółowo. Rozpatrzono tam kwestię więzów rodzinnych pomiędzy osobami nie mieszkających pod jednym dachem oraz rodzin żyjących wspólnie. Położono nacisk, że jeśli nie mieszka się wspólnie w tym samym domu, można się z taką osobą kontaktować tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Zwróćmy uwagę na ich słowa. W artykule "Odpowiedzialność rodzinna i utrzymywanie w czystości wielbienia Jehowy", odniesiono się do krewnych nie mieszkających w jednym domu:

*** The Watchtower z 15 lipca 1963, ss.443,444 [Strażnica nr14 z 1964, s.9] ***

A jak się zachować, jeśli ktoś wydalony ze zboru Bożego złoży nieoczekiwaną wizytę u swego oddanego Bogu krewnego? Co powinien chrześcijanin w tym wypadku zrobić? Jeśli to jest pierwsza wizyta, to oddany Bogu chrześcijanin - gdy mu na to pozwala jego sumienie - może tym razem okazać wykluczonemu zwykłą uprzejmość, jaką się okazuje wobec członków rodziny. Ale nie musi tego zrobić. Jeśli już jednak taką uprzejmość okazuje, to powinien dać winowajcy do zrozumienia, że takie odwiedziny nie mogą wejść w zwyczaj. (...) Ekskomunikowany krewny powinien więc zrozumieć, że teraz nie jest tak mile widziany, jak przedtem, gdy jego postępowanie wobec Jehowy było właściwe.

Następnie Strażnica nawiązuje do traktowania wykluczonego małżonka, który mieszka pod tym samym dachem:

*** The Watchtower z 15 lipca 1963, s.446 [Strażnica nr14 z 1964, s.10] ***

Jeśli jednak ekskomunikowany mąż obstaje przy tym, że będzie mówić modlitwę przy posiłkach, to oddani Bogu członkowie rodziny nie mówią do tego "amen". Również nie powinni tworzyć kręgu, podając sobie przy tym ręce, jak to jest niekiedy w zwyczaju. Takie postępowanie byłoby przejawem społeczności duchowej. Mogą jednak skłonić głowy i sami zwrócić się do Jehowy z cichą modlitwą.

Ale chwileczkę! Czyżby "nowe światło" od Jehowy? Dziesięć lat później Bóg jak gdyby zmienił swój stosunek i zasady wobec wyłączonych ze społeczności i zadecydował okazywać im więcej miłości i miłosierdzia. Zwróćmy uwagę na artykuł ze Strażnicy z 1 sierpnia 1974 zatytułowany "Zachowywanie zrównoważonego poglądu na wykluczonych":

*** The Watchtower z 1 sierpnia 1974, ss.467, 468 [Strażnica nr22 z 1974, s.9] ***

Starsi po zborach, a także poszczególni ich członkowie, powinni się więc wystrzegać przybierania postawy zbliżonej do tej, którą zalecali pewni żydowscy autorzy rabiniczni w stosunku do pogan, traktując ich jak prawdziwych wrogów. Słusznie należy nienawidzić zła popełnionego przez osobę wykluczoną ze społeczności zborowej, ale niesłuszne byłoby nienawidzenie samej osoby bądź też nieludzkie obejście się z nią.

(...) wstrzymywanie się od 'przestawania' z kimś, czyli traktowanie go jak "poganina", nie przeszkadza nam w przyzwoitym, uprzejmym, taktownym i ludzkim zachowaniu się względem niego.

Jednakże nawet w czasie tej liberalnej odwilży praktykowane było unikanie (w formie powstrzymywania się od okazywania takiej osobie ciepłych uczuć):

*** The Watchtower z 1 sierpnia 1974, s.470 [Strażnica nr22 z 1974, s.12] ***

Ale jak na przykład rodzice mają wprowadzać w czyn nakaz wychowywania swych dzieci zgodnie ze Słowem Bożym, gdy któreś z tych dzieci zostało wykluczone ze społeczności? Mogą przy szkoleniu syna czy córki nadal korzystać ze Słowa Bożego lub innych publikacji, które omawiają Biblię, lecz uczynią to w sensie napominania; nie nadadzą temu charakteru miłego i przyjemnego spędzania czasu z dzieckiem, jak to mogą uczynić z innymi dziećmi. Do rodziców należy decyzja, jak rzecz urządzić. Nie musi to oznaczać braku życzliwości w obejściu, ale nie dopuszczą wykluczonego syna albo córki do takiej samej duchowej zażyłości jak inne dzieci.

Można sobie jedynie wyobrazić, jak tego rodzaju "specjalne traktowanie" wpływało na to nieszczęsne dziecko.

Simon mówi: "Usztywnij stanowisko"

Czytanie wypowiedzi o byciu "uprzejmym i ludzkim zachowaniu się" brzmi jakby Bóg się rozmyślił i zaczął odczuwać litość i współczucie wobec błądzących. Ale - co przykre - nie było to trwałe. Jehowa, według Towarzystwa Strażnica, powrócił do "starego światła" jako "nowego światła". I znowu przyniosło ono wyłączonym ze społeczności niemiłosierną, niewspółczującą nienawiść. The Watchtower z 1 stycznia 1983 r. obwiniła każdego, kto został wykluczony (bez względu na powód) o posiadanie "naprawdę złego serca" albo obstawanie przy niegodziwym postępowaniu:

*** The Watchtower z 1 stycznia 1983, s.31 [Strażnica nr8 z 1984, s.27] ***

Aby wykazać, że jeśli ktoś mimo wszystko został wykluczony, to musiał w tym czasie mieć naprawdę złe serce i zdecydowanie obstawać przy postępowaniu przynoszącym ujmę Bogu. Apostoł Piotr wyraził się, że stan takiego człowieka jest gorszy niż wtedy, gdy jeszcze nie był chrześcijaninem; jest jak ‛świnia, która została umyta, lecz wróciła do tarzania się w błocie’.

Z pewną niechęcią The Watchtower przyznaje że ludzie są ludzcy. Dalej piszą tak:

*** The Watchtower z 1 stycznia 1983, s.31 [Strażnica nr8 z 1984, s.27] ***

Niekiedy wszakże zwykłe ludzkie uczucia i przywiązanie do najbliższych mogą oddziaływać tak silnie, że gdy w grę wchodzi członek rodziny, utrudniają w dużej mierze postępowanie zgodne z decyzją dotyczącą wykluczenia.

W dalszej części ostro krytykują to na przykładzie pary, w której jedna osoba została wykluczona. Gdy jakiś Świadek chciałby odwiedzić takie małżeństwo, musi zachować ostrożność, gdyż:

*** The Watchtower z 1 stycznia 1983, s.31 [Strażnica nr8 z 1984, s.28] ***

... człowiek pozbawiony łączności ze zborem najpewniej dostarczył dowodów na to, że nie zalicza się do kategorii ludzi, z którymi pragniemy przestawać. (...) Można udać się z taką wizytą pod spodziewaną nieobecność wykluczonego.

Chociaż Świadkowie Jehowy woleliby sądzić, że wykluczeni dopuścili się rażącego grzechu za który słusznie według Biblii zasłużyli na wykluczenie (1 Kor. 5:13; 2 Jana 9-11), to prawda jest taka, że wielu wykluczonych po prostu nie zgadzało się z jakimiś szczególnymi naukami organizacji. Raymong Franz, były członek Ciała Kierowniczego Strażnicy w Nowym Jorku napisał:

*** Crisis of Conscience, Atlanta: Commentary Press, 1983, s.32 [Kryzys sumienia, 1997, s.37] ***

Znam wielu ludzi, których postępowanie jasno dowodzi tej troski [o prawdę], a których napiętnowano jako "odstępców", "antychrystów" czy też "narzędzia Szatana". W bardzo wielu przypadkach jedyną podstawą takiego potępienia był fakt, że przy całej swej szczerości nie mogli się oni zgodzić ze [wszystkimi] naukami lub z usankcjonowanymi praktykami organizacji.

Następnie w odniesieniu do wykluczonych Franz pisze:

*** Crisis of Conscience, 1983, s.33 [Kryzys sumienia, 1997, 2006, s.38] ***

Jak musi czuć się matka, która widziała jak jej niemowlę – córeczka – wychodzi z jej łona, która chroniła to niemowlę, troszczyła się o nie w chorobie, wychowywała ją jako młodą dziewczynę, w którym nadaje się kształt życiu, przeżywała wraz z nią jej problemy, dzieliła jak swoje własne jej rozczarowania i smutki, wylewała wraz z nią swoje łzy – jak musi czuć się taka matka teraz przez swą dorosłą córkę odrzucona i to tylko za wierność głosowi sumienia i Bogu?

Jak musi czuć się ojciec lub matka wiedząc, że ich syn albo córka zamierzają zawrzeć małżeństwo i słysząc, że – tylko z powodu, że rodzice ci pozostali wierni sumieniu – "byłoby lepiej, aby nie zjawiali się na ślubie". Jak muszą czuć się rodzice wiedząc, że ich córka urodziła dziecko, lecz słyszą, że nie mogą przyjść, aby zobaczyć wnuczka?

To nie są wymysły. Dokładnie tak dzieje się w przypadku wielu rodziców, którzy należeli do Organizacji Świadków Jehowy.

Aktualnie Świadkom nie tylko nie wolno rozmawiać z każdym, kto opuścił organizację, ale mają ich unikać jak zarazy. Ci, którzy na własnym przykładzie doznali takiego zachowania mogliby dodać, że ŚJ unikają zwykle nawet nawiązania kontaktu wzrokowego z takimi osobami, a czasami mogą nawet wyprowadzić się z sąsiedztwa. Wszystko to jest częścią nastawienia, którym muszą "karać" człowieka, który odszedł, a kara te jest niemal zawsze natury psychologicznej.

Tym, którzy postanowili się odłączyć automatycznie przypisuje się złe pobudki i niegodziwe grzechy. Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki Strażnica wyraża swój stosunek wobec takich "grzeszników":

*** The Watchtower z 1 lipca 1984, s.31 [Strażnica nr18 z 1985, s.28] ***

Zdarza się też niekiedy, że ktoś spośród Świadków Jehowy sam postanawia porzucić drogę prawdy, podobnie jak to opisano w Ewangelii według Jana 6:66. Nieraz nawet zawiadamia oficjalnie o tej decyzji, gdy tylko komitet w związku z jego grzesznym postępowaniem zaczyna podejmować odpowiednie kroki. (...) W takim wypadku starsi nie potrzebują kontynuować dochodzenia.

Zasugerowano tu, że ma on "grzeszne skłonności", i z tego powodu chce odejść, albo - co bardziej prawdopodobne - już jest uwikłany w jakiś grzech.

Simon mówi: "Zamknij oczy"

The Watchtower z 15 grudnia 1984 roku zawiera dodatkowy haczyk usiłując powstrzymać Świadków przed dowiedzeniem się zbyt wiele:

*** The Watchtower z 15 grudnia 1984, s.19 [Strażnica nr7 z 1985, s.9] ***

Zostaliśmy z góry ostrzeżeni, że wyłonią się odstępcy albo osoby, które po prostu lubią, żeby im łechtano uszy. Rady takie, jak choćby z Listu 2 Jana 9-11, 1 do Koryntian 5:11-13 oraz 2 do Tymoteusza 3:5, wykluczają możliwość utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy odwracają się od prawdy. Nie powinniśmy też kupować ani czytać ich pism.

Było oczywiste, że zbyt wiele osób wciąż kwestionowało Strażnicę, czytając literaturę odkrywającą jej przeszłość lub rozmawiając z wykluczonymi krewnymi. Z tego powodu w The Watchtower z 15 lipca 1985 roku, Ciało Kierownicze zastosowało nakaz z 2 Jana 10 (przeciwko antychrystom) do tych, którzy sami się odłączyli. Nie pojawiła się żadna wzmianka o kontekście tego wersetu (wiersz 7 mówi nam, że są to ci, którzy zaprzeczają, iż Chrystus przyszedł w ciele). Niemniej jednak, kara skierowana przeciwko prawdziwym odstępczym nauczycielom, została teraz przypisana KAŻDEMU, kto sam się odłączył. Artykuł nie precyzuje tylko jak to całkowite unikanie ma być stosowane w wypadku krewnych mieszkających z kimś takim w jednym domu czy nie. Cytując ze swojej własnej książki Aid to Bible Understanding w nawiązaniu do "odstępców" powiedzieli:

*** The Watchtower z 15 lipca 1985, s.31 [Strażnica nr13 z 1986, s.27] ***

"Ludzie tego pokroju, rozmyślnie porzucający zbór chrześcijański, wchodzą odtąd w skład ‛antychrysta’ (1 Jana 2:18, 19)".

Opisowi temu odpowiada każdy, kto świadomie i oficjalnie zrywa ze zborem.

Co "Simon" powie kolejnym razem?

Biorąc pod uwagę wiele toczących się obecnie rozpraw sądowych w różnych częściach Stanów Zjednoczonych i Kanady, trudno jest dokładnie powiedzieć co wydarzy się w ciągu następnych kilku lat. Najbardziej prawdopodobne jest to, że TS będzie dalej wzmacniało swoje twarde stanowisko przeciwko jakiemukolwiek komunikowaniu się z wykluczonymi przyjaciółmi bądź krewnymi. Powód jest prosty: Świadek może zostać zachęcony do zbadania historii i tajemnic organizacji Strażnicy, i na tej podstawie ponownie rozważyć swoją wierność wobec założonej w Nowym Jorku organizacji. Ponieważ obiektywna analiza organizacji Strażnicy w rzeczywistości zawsze prowadzi Świadka do odejścia, Ciało Kierownicze będzie chciało temu zapobiec bez względu na koszty. Tracąc swoich zwolenników utracą swoją władzę. Zatem jeśli "Simon" znowu coś "powie", kto mu podskoczy?