Gwałt czy rozpusta?

autor: Marek Boczkowski

 

Gwałt to bez wątpienia jeden z największych koszmarów w życiu kobiety. Jakie stanowisko wobec zgwałconych kobiet zajmowało na przestrzeni lat Towarzystwo Strażnica? Czy zawsze wspierało je w tych dramatycznych sytuacjach, czy może cynicznie przerzucało winę za gwałt z napastnika na ofiarę? Jak próbowano to uzasadnić Pismem Świętym?

W poniższym materiale nie będę wdawał się w moralną ocenę postępowania i argumentacji stosowanej przez Ciało Kierownicze Świadków Jehowy. Pozostawiam to czytelnikom. Pragnę jedynie przedstawić suche fakty i wypowiedzi ludzi mieniących się reprezentantami Boga na ziemi, którzy niesustannie zmieniają swoje poglądy w tym temacie, jak gdyby zupełnie nie liczyli się z cierpieniem, upokorzeniem, bólem i tragedią, jaką w życiu kobiet wywołuje gwałt.

Przebudźcie się! z 8 marca 1993, s.23

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci tzw. "niewolnik wierny i roztropny" opublikował na łamach literatury Towarzystwa Strażnica wiele artykułów rozstrząsających dylemat - czy zgwałcona kobieta jest ofiarą, czy może raczej będąc gwałcona dopuściła się rozpusty?

Nagłówek TAK oznacza, że Strażnica uznaje kobietę za winną rozpusty/cudzołóstwa jeżeli podczas ataku nie krzyczała lub nie zrobiła wszystkiego, żeby napastnika powstrzymać przed gwałtem.

Nagłówek NIE oznacza, że Strażnica nie uznaje winy kobiety, bez względu na to, czy krzyczała, skutecznie się broniła, czy też nie.

1964 - TAK

Napadnięta kobieta "powinna krzyczeć, a więc przeciwstawiać się napaści bez względu na okoliczności"; tym samym "jeśli chrześcijanka nie krzyczy i nie stara się wszelkim sposobem uciec, można uważać, że się zgodziła na zadanie gwałtu". "Jeśliby się poddała porywczym pragnieniom takiego mężczyzny, to nie tylko przyzwoliłaby tym samym na wszeteczeństwo lub cudzołóstwo, ale też okryłaby się hańbą". Nawet gdyby sytuacja groziła utratą życia, kobietom doradzono: "Chrześcijanka ma prawo walczyć o swą dziewiczość lub ślubowaną wierność aż do śmierci". (The Watchtower z 15 stycznia 1964, ss.63,64, Strażnica nr19 z 1964, s.12)

1968 - TAK

Zaatakowana przez gwałciciela kobieta jest ‘zobowiązana przeciwstawić się jego dążeniu’, w tym celu musi krzyczeć i bronić się nawet za cenę utraty życia. "Pod żadnym pozorem nie można więc bezwolnie ulec takim usiłowaniom, ponieważ oznaczałoby to wyrażenie zgody na wszeteczeństwo"; "jeżeli nie starała się nawet krzyczeć" to "przystaje ma wszeteczeństwo". (The Watchtower z 1 czerwca 1968, ss.345-50, Strażnica nr7 z 1969, s.13)

1971 - I TAK, I NIE

W wydanym przez WTS leksykonie biblijnym zarówno w temacie "Gwałt", jak i "Rozpusta" odniesiono się jedynie do zasad z Prawa Mojżeszowego. Były one jednoznaczne w swojej wymowie: "Gdyby jednak dziewczyna była zaręczona, mężczyznę należało ukamienować. Jeżeli napastowana kobieta krzyczała, nie podlegała karze, ale jeśli tego nie zrobiła (co wskazywało na jej przyzwolenie), również była karana śmiercią (Pwt 22:23-27)." (Aid to Bible Understanding, 1971, ss.601, 1374)

1972 - TAK

Poniższy cytat mówi sam za siebie:

"Jak ma postąpić komitet, gdy przyjdzie do niego siostra i powie, że została zgwałcona?

Przede wszystkim komitet powinien starać się ustalić stan faktyczny. Jeśli czyniła wszystko, co tylko mogła, żeby odpędzić napastnika lub ujść mu, lecz została przez niego obezwładniona, nie podjętoby żadnych kroków dyscyplinarnych. Gdy jednak nie krzyczała i nie próbowała uciec mu, wówczas w rzeczywistości zgodziła się na zgwałcenie jej i komitet postąpiłby z nią podobnie jak z innymi, którzy przychodzą do niego i wyznają swój grzech. Jeżeli uległa napastnikowi dlatego, że zastosował krańcowe środki przymusu, grożąc jej użyciem noża, brzytwy, rewolweru lub innej broni albo uduszeniem, jest niejako nieumyślnym winowajcą, grzeszącym po raz pierwszy, i odpowiednio do tego powinno się ją potraktować. - 5 Mojż. 22:23-27. (Zagadnienia Służby Królestwa, 1972, s.50)

1974 - TAK

W negatywnym świetle przedstawiono kobiety, które nie krzyczały ani nie broniły się skutecznie podczas gwałtu; "Krzycz! Krzycz! Krzycz! Czy to dobra rada? Bez wątpienia tak." Natomiast odnośnie chrześcijanek napisano: "Jeśli nie krzyczała, zrujnowała tym swoją więź z Jehową Bogiem i zborem chrześcijańskim; powinna więc zostać z niego wykluczona czyli pozbawiona społeczności, a to z pewnością będzie o wiele gorsze niż zostać pozbawioną życia [podczas gwałtu] od rzeczy do której dopuściła." (Awake! z 8 marca 1974, ss.13-16)

1977 - TAK

Po przytoczeniu pewnych badań sugerujacych, że kobieta stawiająca napastnikowi zdecydowany opór ma większe szanse na unikniecie gwału, stwierdzono: "Co ciekawe, Prawo Boże dane starożytnemu Izraelowi określało, że jeśli zaręczona dziewczyna dopuściła się rozpusty z innym, to oboje mają być straceni. Ale jeśli dziewczyna wzywała pomocy ale nikt jej nie obronił, uznawano to za dowód jej niewinności. W takim przypadku tylko mężczyznę karano śmiercią, dziewczynę zaś uwalniano od odpowiedzialności." (The Watchtower z 1 kwietnia 1977, s.207)

1980 - TAK

W artykule poruszającym kwestię gwałtów podano kilka doświadczeń kobiet, z których jedne 'uległy' gwałcicielowi, a innym udało się gwałtu uniknąć. Odnośnie pierwszego przypadku skomentowano to tak: "Dziewczyna powinna była natychmiast sprzeciwić się groźbie gwałtu i to w sposób stanowczy, kategoryczny, a nie zastanawiać bezczynnie, jak postąpić. (…) Dając po sobie poznać od samego początku, że będzie stawiać twardy i zdecydowany opór, niewątpliwie mogła uniknąć zgwałcenia. (…) Chrześcijanka ma obowiązek stawić w takiej sytuacji opór, ponieważ w grę wchodzi posłuszeństwo wobec prawa Bożego, które nakazuje ‛uciekać od rozpusty’ (1 Kor. 6:18). W żadnym wypadku nie można uznać za słuszne, żeby bezwolnie poddać się gwałcicielowi."

W przeciwieństwie do tego, za wzór postawiono pewną kobietę, która "oświadczyła mu [mężczyźnie, który próbował ją molestować], że jeśli ją dotknie, narobi takiego hałasu, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie słyszał; wyjaśniła też, że gdyby nie krzyczała, zrujnowałaby swoją więź z Bogiem Jehową i ze zborem chrześcijańskim". Podsumowano to następująco: "Osoba ta postąpiła właściwie z punktu widzenia Biblii, a zarazem obrała najskuteczniejszy sposób obrony. Chrześcijanka ma obowiązek stawić w takiej sytuacji opór, ponieważ w grę wchodzi posłuszeństwo wobec prawa Bożego, które nakazuje ‛uciekać od rozpusty’ (1 Kor. 6:18). W żadnym wypadku nie można uznać za słuszne, żeby bezwolnie poddać się gwałcicielowi." (Watchtower z 15 października 1980, s.3-7; Strażnica nr17 z 1981, ss.14-19)

1981 - TAK

W podręczniku Kursu Służby Królestwa dla starszych zboru podtrzymano wcześniej cytowane poglądy: "Chrześcijanka zagrożona gwałtem powinna się bronić krzykiem i stawianiem fizycznego oporu (Powt. Pr. 22:23-27; 1 Kor. 6:18). Więcej szczegółów można znaleźć w Strażnicy z roku 1969 (907), s.11-14; 17/CII, s.14-19." (Uważajcie na samych siebie i na całe stado, 1981, s.126)

1983 - NIE

W roku 1983 dokonano chwilowego odwrotu od dotychczasowego stanowiska: "Osoba płci męskiej lub żeńskiej, wobec której dopuszczono się gwałtu, nie jest winna czynu z kategorii 'porneia'", czyli nie jest winna rozpusty. (Watchtower z 15 marca 1983, s.30; Strażnica nr7 z 1984, s.27)

1984 - TAK

"Gwałciciel chce wymusić na danej osobie złamanie prawa Bożego przez dopuszczenie się niemoralności. W takich okolicznościach chrześcijanin jest zobowiązany do stawiania oporu. - 1 Koryntian 6:18." Wniosek taki wywiedziono w materiale "They Resisted Rapists" ("Dały odpór gwałcicielom"), i przekonywano kobiety, że jedynym zasługującym na usprawiedliwienie zachowaniem jest głoszenie gwałcicielowi o prawdach biblijnych, a kiedy to nie skutkuje należy krzyczeć i bronić się wszelkimi możliwymi sposobami. Niedoszła ofiara gwałtu (matka 5 dzieci) wspomina, "Wyjaśniłam, że jeśli nie poddam się mu i pozostanę wierna mojemu Bogu oraz mężowi, i umrę z powodu mojej wierności, to będę miała nadzieję na zmartwychwstanie na rajskiej ziemi i życie wieczne. Ale jeśli się mu poddam i on mnie zgwałci, to zapewne umrę bez nadziei na zmartwychwstanie". W podsumowaniu swojej historii powiedziała: "Miałam w pamięci werset z 22 rozdziału księgi Powtórzonego Prawa, który mówi, że jeśli zostaniesz napadnięta w mieście i nie krzyczysz, to jest to równoznaczne z przyzwoleniem [na gwałt]."

Zalecono też, że "chociaż kobieta nie powinna się lękać i dać się zastraszyć gwałcicielowi, to jednak powinna traktować go z wyrozumiałością, jak bliźniego" oraz zwracać się do niego uprzejmie per "proszę pana". (Awake! z 22 lutego 1984, ss.24-27)

1986 - TAK

Opublikowano przeżycia kolejnej niedoszłej ofiary gwałtu, która opowiada: "Prawdopodobnie najbardziej pomogła mi w odzyskaniu zdrowia świadomość, że dzięki pomocy Jehowy Boga postąpiłam właściwie w miarę swoich możliwości. W lepszych chwilach znajdowałam nawet trochę powodów, żeby odczuwać radość. Wielokrotnie czerpałam otuchę z następujących wersetów biblijnych:

'W razie gdyby się zdarzyło dziewczynie, pannie z kimś zaręczonej, że spotkałby ją mężczyzna w mieście i z nią by spółkował, wtedy również musicie oboje wyprowadzić do bramy tego miasta i ukamienować ich, i muszą umrzeć: dziewczyna dlatego, że nie krzyczała w mieście, a mężczyzna dlatego, że upokorzył żonę swego bliźniego. Tak będziesz spośród siebie usuwać zło. Gdyby jednak mężczyzna spotkał zaręczoną dziewczynę na polu, pochwycił ją i z nią spółkował, to śmierć musi ponieść sam mężczyzna, który z nią spółkował, a dziewczynie nic nie zrobisz. Dziewczyna nie popełniła grzechu zasługującego na śmierć, ponieważ tak jak gdy mężczyzna powstaje przeciw swemu bliźniemu i zamorduje go, przecież duszę, tak też jest w tym wypadku. Spotkał ją bowiem na polu. Dziewczyna, która była zaręczona, krzyczała, ale nie było nikogo, kto by przyszedł jej z pomocą (Powt. Pr. 22:23-27).'

Jakże bardzo byłam wdzięczna za to, że znałam te proste słowa. Wskazały mi, jaki jest mój moralny obowiązek. Ustrzegły mnie przed utratą orientacji i brakiem zdecydowania. Dzięki nim dokładnie wiedziałam, co mam robić. Krzyczałam i broniłam się."

Z kolei w ramce na stronie 14 napisano - "Dlaczego od samego początku powinno się stawiać opór napastnikowi: (...) Zachowuje się czyste sumienie (Nawet gdyby doszło do zgwałcenia, nie zatraca się poczucia godności osobistej ani czystości w oczach Bożych)." (Awake! z 22 maja 1986, ss.22,23; Przebudźcie się! nr1 z 1987, ss.13-15)

Pwt. Prawa 22:23,24
1989 - TAK

Po raz kolejny sięgnięto do przeżyć niedoszłych ofiar gwałtu i próbowano stworzyć wrażenie, że krzykiem i fizycznym oporem połączonym z głośną modlitwą do Boga kobieta może uniknąć gwałtu; "jeśli kobieta nie krzyczała podczas ataku, wskazywałoby to, iż podporządkowuje się temu mężczyźnie i dopuszcza się grzechu przeciwko Jehowie". (Awake! z 22 sierpnia 1989, s.24)

1993 - TAK

Ciało Kierownicze błysnęło intelektem: "Najlepiej jest się chronić przed próbą zgwałcenia przez unikanie gwałcicieli". I chociaż autor artykułu starał się skupić na możliwościach uniknięcia gwałtu, to nie ustrzegł się wtrącenia typowej dla WTS retoryki - "Pamiętaj o jednej z najskuteczniejszych form biernego oporu, jaką jest krzyk (porównaj 5 Mojżeszową 22:23-27)." Zasugerowano, że kobiety same prowokują gwałcicieli, gdyż "dla niejednego mężczyzny wystarczającym bodźcem do popełnienia gwałtu jest sposób ubierania się kobiety lub jej gotowość do spędzenia z nim czasu na osobności". (Przebudźcie się! z 8 marca 1993, ss.21-23)

1998 - TAK

Strażnica po raz kolejny wykazała się ignorancją i poniżającym traktowaniem ofiar gwałtu: "Słudzy Jehowy nigdy nie zgodzą się na coś, co wiąże się z przekroczeniem prawa Bożego. Na przykład chrześcijanka dobrowolnie nie pozwoliłaby się zgwałcić." Czy ktokolwiek dobrowolnie godzi się na gwałt?! Jest to jednak echo poglądów z lat 1965-1980. (Strażnica z 15 grudnia 1998, s.25)