"My decydujemy, kto jest niebezpiecznym pedofilem!" - Nowe wytyczne Strażnicy dla starszych na temat molestowania dzieci

 

autor: John Cedars

źródło: JWsurvey
tłumaczenie: Marek Boczkowski

 

Komitety sądownicze

W odpowiedzi na werdykt w sprawie Conti Towarzystwo Strażnica wydało nowy zbiór instrukcji dla starszych - lecz niewiele się zmieniło

W reakcji na werdykt w sprawie Candace Conti Towarzystwo Strażnica opublikowało nowy list do wszystkich Gron Starszych dotyczący postępowania z przypadkami molestowania dzieci.

Rodziła się nadzieja, że Ciało Kierownicze wyciągnie lekcję ze sprawy Conti i doprowadzi politykę Towarzystwa odnośnie ochrony dzieci do zgodnej z prawem, nie wspominając o podstawowych zasadach odpowiedzialności społecznej.

Jednakże szokującym faktem jest to, że w omawianym liście z 1 października 2012 roku nie odniesiono się do żadnych kluczowych wad proceduralnych prowadzących do tego, że dzieci Świadków Jehowy są nagminnie narażone na kontakty z niebezpiecznymi pedofilami wewnątrz Organizacji. Osobnicy tacy są zazwyczaj świadomi luk w sądowniczych praktykach Świadków i wiedzą, jak skutecznie je wykorzystać w usidlaniu kolejnych ofiar. A jednak, Towarzystwo pomimo wielomilionowego odszkodowania z nawiązką zasądzonego przez ławę przysięgłych jakie musi zapłacić na rzecz pani Conti, zrobiło niewiele, aby zagwarantować, że podobne przypadki nie nastąpią w przyszłości.

A jeżeli już coś zrobiło, to z niezmienną stanowczością podtrzymało swoje stanowisko odnośnie "zasady dwóch świadków" i jeszcze bardziej wzmocniło swoją pozycję decyzyjną w tych delikatnych i często skomplikowanych przypadkach. Towarzystwo wprowadziło zaskakującą zmianę, że odtąd to Biuro Oddziału powinno mieć ostatnie słowo w podejmowaniu decyzji, czy pedofila można uznać za "niebezpiecznego", a nawet za "osobę znaną z molestowania dzieci".

Tylko w wypadku, gdy bracia w Biurze Oddziału podejmą decyzję, że jakiś brat jest "niebezpiecznym pedofilem", można przestrzec rodziców w lokalnym zborze przed jego skłonnościami. Tylko w wypadku, gdy Biuro Oddziału zdecyduje, że jakiś brat jest "osobą znaną z molestowania dzieci", może być to przeszkodą w zamianowaniu go na urząd starszego. Wiele osób słusznie zgodzi się z tym, że to, czy ktoś zostanie sklasyfikowany w tych kategoriach, zależy od miejscowych organów ścigania, a nie od jakiegoś odległego Biura Oddziału Świadków Jehowy.

Barbara Anderson

Aktywistka Barbara Anderson uważa, że ten list ukazuje olbrzymią bezradność Towarzystwa Strażnica

Barbara Anderson, która jest dobrze znaną działaczką na rzecz ochrony dzieci w Organizacji, znacząco skomentowała te radykalne zmiany w polityce, mówiąc: "Obie te rzeczy stanowią zdecydowane odejście od dotychczasowego stanowiska Strażnicy, kiedy to o sprawie decydowano na poziomie lokalnym". Dodała też: "Przez podejmowanie takich decyzji odgórnie, Strażnica potwierdza, że decyzje sądownicze nie leżą wyłącznie w gestii zatwierdzających je miejscowych starszych. To pigułka, którą łyka Strażnica po ostatnich rozprawach w sądzie. Uważam, że ten list nakłada na Strażnicę więcej odpowiedzialności, a nie mniej. Według mojej opinii, religia nie powinna robić psychologiczno-kryminalnych ocen, gdy dotyczy to innych osób w tejże religii. To może doprowadzić do poważnych problemów".

Jeszcze do niedawna list ten był dostępny do pobrania na stronie JWsurvey, lecz został usunięty ze względów prawnych. Jednakże, jeżeli masz przyjaciela bądź krewnego, który jest starszym, to zapewne będzie on w stanie potwierdzić jego istnienie. W kilku następnych akapitach wyjaśnię (podpierając się cytatami), dlaczego ten list jest tak żałośnie płytki w oferowaniu starszym wskazówek, które faktycznie mogłyby służyć ochronie dzieci Świadków, oraz dlaczego tak mało się zmieniło pomimo wyroku z czerwca 2012.

Wciąż obowiązuje "zasada dwóch świadków"

W epicentrum całego podejścia Towarzystwa Strażnica do zajmowania się przypadkami molestowania dzieci znajduje się ukochana przez nich "zasada dwóch świadków". To ze względu na tą zasadę pedofil jest uznawany za niewinnego, dopóki dwie osoby nie poświadczą faktu molestowania (ofiara i ktoś inny), co jest niezwykle rzadkie w wypadkach seksualnego napastowania dzieci. Zazwyczaj ludzie wykorzystujący dzieci są wystarczająco sprytni, by dokonywać swoich odrażających przestępstw poza wzrokiem osób postronnych.

Dzieje się tak również dlatego, że Towarzystwo upiera się, iż da sobie radę ze wszystkimi przypadkami molestowania dzieci samo bez względu na rozmiary tego procederu, gdyż (w ich mniemaniu) osoby dopuszczające się napastowania dzieci nie powinne być sądzone na podstawie "świeckich" mierników, ale według mierników Bożych, które ustala się przez błędne zastosowanie Prawa Mojżeszowego.

Towarzystwo dba także o swój publiczny wizerunek i reputację, a jego ostatnie kroki podjęte w celu wzmocnienia swej dominacji i kontroli nad decyzjami podejmowanymi w zborach są oczywistym wskazaniem, iż zalecenie, by lokalna społeczność stosowała "zasadę dwóch świadków" jest dla nich samych niewystarczające. Rodzi to pytanie - jeżeli zasada ta stała się tak problematyczna w związku z molestowaniem dzieci, to czy już sam ten fakt nie powinien skłaniać do wniosku, że zalecenia Towarzystwa muszą być całkowicie zrewidowane w sprawach sądowniczych dotyczących przestępstw?

Prawdę mówiąc, sprawa Conti dawała nadzieję, że Towarzystwo w końcu na nowo przemyśli "zasadę dwóch świadków" i być może dojdzie do tego, że uznają swoją pomyłkę w podejściu do czynów karalnych. Niestety, tak się nie stało. Zwróć uwagę na poniższy komentarz z akapitu 11 nowego listu:

Ponadto starsi powinni zbadać każde doniesienie o seksualnym molestowaniu dziecka. Gdy otrzymają taką informację, to oprócz niniejszego listu starannie starannie przeanalizują także wytyczne z podręcznika 'Paście', rozdział 12, akapity 18-21. Oceniając dowody na wewnętrzne potrzeby zborowe, muszą jednak pamiętać o wyraźnej zasadzie biblijnej: "Nie może jeden świadek wystąpić przeciwko człowiekowi w związku z jakimś przewinieniem lub jakimś grzechem (...). Sprawa ta ma zostać potwierdzona ustami dwóch świadków lub ustami trzech świadków" (Powt. Pr. 19:15). Wymóg uzyskania potwierdzenia dwóch lub trzech świadków powtórzył Jezus (Mat. 18:16). Dlatego chociaż starsi badają każde oskarżenie, Pismo Święte nie daje im prawa do podejmowania jakichkolwiek działań w zborze bez przyznania się do winy albo zeznań dwóch lub trzech wiarygodnych świadków. Ale chociaż starsi nie mogą podjąć kroków w imieniu zboru, gdy jest tylko jeden świadek oskarżenia, muszą zachować czujność, jeśli chodzi o zachowanie i poczynania obwinionego. (Zob. akapit 12 niniejszego listu). Jeżeli jest dwóch świadków tego samego rodzaju grzechu, ale każdy widział na własne oczy inne zdarzenie, to ich zeznania również można uznać za dowód uzasadniający działania sądownicze (1 Tym. 5:19, 24, 25). Jeśli obwiniony nie okazuje skruchy za poważny grzech, należy go wykluczyć ze zboru.

Jak zapewne zauważyłeś, Towarzystwo powołuje się na dwa fragmenty Pism Greckich w celu wsparcia swoich odniesień do Mojżeszowej "zasady dwóch świadków". Oto one:

Jeśli zaś twój brat popełni grzech, idź i jego winę odsłoń między tobą a nim samym. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś swego brata. Ale jeśli nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby każda sprawa mogła być potwierdzona ustami dwóch lub trzech świadków. (Mateusza 18:15,16 – Przekład Nowego Świata)

Nie przyjmuj oskarżenia przeciwko starszemu, chyba że na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. Tych, którzy trwają w grzechu, upominaj wobec wszystkich obserwatorów, aby pozostali też odczuwali bojaźń. (...) Grzechy niektórych ludzi są jawne dla wszystkich i od razu prowadzą do osądzenia, ale jeśli chodzi o innych, ich grzechy później również wychodzą na jaw. Tak samo też szlachetne uczynki są jawne dla wszystkich, a i tamte inne nie mogą pozostać ukryte. (1 Tymoteusza 5:19,20,24,25 - Przekład Nowego Świata)

Jeśli zwróciłeś uwagę na pogrubiony przeze mnie tekst w obu wersetach, to coś powinno rzucić ci się natychmiast w oczy. Chodzi o to, że w tych fragmentach Biblii zastosowano "zasadę dwóch świadków" z Prawa Mojżeszowego w rozsądzaniu spraw, kiedy jakiś brat w zborze dopuści się grzechu. W przykładzie z Mateusza 18 odniesiono się do przypadku, gdy jeden brat dopuszcza się grzechu przeciwko innemu bratu. Werset z 1 Listu do Tymoteusza opisuje "oskarżenie", które wydaje się być niewielkim przeredagowaniem słów Jezusa z Mateusza 18. Fakt, że "oskarżenie" odnosi się do jakiejś formy grzechu w oczywisty sposób ukazany jest przez kontekst (podkreślany także przez Towarzystwo) wersetów 24 i 25, które szczegółowo omówię za chwilę.

Problem, z jakim mamy tu do czynienia, jest taki, że Towarzystwo patrzy z zupełnie złej perspektywy na molestowanie dziecka, mianowicie jako będące tylko i wyłącznie grzechem, i jedynie przypadkowo jest przestępstwem ściganym przez prawo krajowe. I to właśnie jest powodem, że - kiedy przypadek napastowania seksualnego dziecka wyjdzie na światło dzienne - starsi biorą tego typu wynaturzenia pod swoją jurysdykcję w celu zbadania sprawy (ponieważ jest to grzech), podczas gdy w rzeczywistości główną instancją, która ma prawo do prowadzenia śledztwa w takich sprawach i ocenie winy są władze państwowe.

morderca

Jeżeli jakiś brat zabije kogoś, a będzie widziany tylko przez jednego świadka, to grono starszych nie będzie zwlekało z telefonem na policję, aby go aresztowano - dlaczego zatem pedofile traktowani są całkiem inaczej?

Na przykład, wyobraź sobie przez chwilę, że w twoim zborze jeden brat zamordował drugiego. Jesteś jedyną osobą, która to widziała i dzwonisz starszego, aby powiedzieć mu, co się wydarzyło. Starszy nie kwestionowałby twojego doniesienia, chociaż byłeś jedynym świadkiem, nie zwlekałby z telefonem na policję (o ile ty nie zrobiłeś tego wcześniej). Z całą pewnością nie powiedziałby ci, że grono starszych musi najpierw przeprowadzić swoje własne śledztwo aby ustalić winę przed powiadomieniem organów ścigania, o ile w ogóle by je powiadomiono. Morderstwo jest przestępstwem i tym samym należy o nim bezzwłocznie powiadomić policję, aby interweniowała! Każde inne zachowanie byłoby skrajnie nierozważne, a puszczenie zabójcy wolno mogłoby doprowadzić do zamordowania jeszcze innych ludzi.

Ale chociaż podczas molestowania dzieci rzadko tracą życie, to jednak wykorzystywanie seksualne nieletnich wciąż jest przestępstwem, i jako takie należy je traktować. Jeśli zatem Towarzystwo chce upierać się przy stosowaniu "zasady dwóch świadków" w ustaleniu czy dopuszczono się GRZECHU molestowania dziecka, jest to jego sprawa. Jednakże - tak jak w przypadku morderstwa - napastowanie seksualne dzieci jest przestępstwem i tym samym pierwszeństwo orzekania o winie należy do policji, by stanęła przestępstwu na przeszkodzie i zatrzymała tego, kto go dokonuje, zanim ktokolwiek inny zostanie skrzywdzony.

Niestety, Towarzystwo całkowicie bagatelizuje krzywdę, jaką wywołuje molestowanie dzieci. Aby to unaocznić, wystarczy cofnąć się nieco do góry strony do cytowanego fragmentu z Listu 1 do Tymoteusza rozdział 5. Przeczytaj raz jeszcze wersety 24 i 25:

Grzechy niektórych ludzi są jawne dla wszystkich i od razu prowadzą do osądzenia, ale jeśli chodzi o innych, ich grzechy później również wychodzą na jaw. Tak samo też szlachetne uczynki są jawne dla wszystkich, a i tamte inne nie mogą pozostać ukryte. (1 Tymoteusza 5:24,25 – Przekład Nowego Świata)

Paweł nie powiedział tu nic ponadto, iż grzechy niektórych ludzi są "jawne dla wszystkich" ponieważ ktoś o nich zaświadczył. Jednakże czasami, gdy ludzie grzeszą, ich grzechy "wychodzą na jaw" później. Innymi słowy, grzeszny styl postępowania trwa do czasu kiedy dana osoba popełni błąd i da się przyłapać w swoich postępkach przez dwóch lub więcej świadków. Powołując się na ten werset, Towarzystwo w rzeczywistości powiada: "Nie przejmuj się jeśli pedofil dopuścił się molestowania seksualnego dziecka lecz nikt nie może tego poświadczyć, ponieważ najprawdopodobniej będzie napastował kolejne dziecko i WTEDY go przyłapiemy".

Możesz uznać, że moja parafraza tego wersetu jest szokująca, ale jest to dokładnie to, do czego w omawianym liście zastosowano ów werset. Bardziej niż cokolwiek innego podkreśla to bezduszne bagatelizowanie przez Ciało Kierownicze poważnych i pustoszących skutków molestowania na małoletnie dzieci. Wydaje im się, że molestowane dzieci są nieużyteczne jako "dowód" w zasadniczym celu doprowadzenia grzesznika do skruchy. Pogląd wymiaru sprawiedliwości jest zupełnie odmienny i zakłada, że zboczeniec powinien być doprowadzony przed oblicze sprawiedliwości ZANIM skrzywdzi następne dziecko.

prawo i zbrodnia

Niech Biblia osądza GRZECH - Niech prawo osądza PRZESTĘPSTWO

Tym sposobem, przez uporczywe odmawianie odrzucenia "zasady dwóch świadków" w osądzaniu przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci, Ciało Kierownicze dowodzi, jak przez lekceważenie i obojętnie podejście do sprawy wzrasta jego odpowiedzialność za ochronę dzieci podległych ich przewodnictwu. Ciało Kierownicze powinno pozostawić prawu osądzanie przestępstw i tylko PO interwencji prawa zająć się rozstrzyganiem, czy takie przestępstwo jest grzechem. W przeciwieństwie do tego, hardo omijają oni prawo i udzielają sobie upoważnienie do rozsądzania przypadków, do których załatwiania Bóg wyznaczył "władze zwierzchnie" (Rzymian 13:1).

I to jest sednem leżącym w samym sercu tego palącego problemu molestowania dzieci - absolutna niechęć do zdania sobie sprawy z powagi sytuacji, że jest to głównie i przede wszystkim przestępstwo. I właśnie dlatego, zamiast pokornie podporządkować się prawu i podstawowym zasadom odpowiedzialności obywatelskiej, Towarzystwo arogancko trzyma się tego do upadłego. Ciało Kierownicze powinno raczej "odpuścić sobie" i spróbować przejść przez burzę procesów oraz dać odpór opinii publicznej przez reformę swojej polityki, a tym samym chronić dzieci.

Żadnych zmian w zgłaszaniu

Omawiany list zawiera instrukcje dla starszych, aby doradzali rodzicom, iż to na nich spoczywa główny ciężar odpowiedzialności za ochronę swoich dzieci, lecz nie wyjaśniono dokładnie na czym ma to polegać - mianowicie, że rodzice powinni niezwłocznie skontaktować się z odpowiednimi instytucjami w celu zgłoszenia przypadku molestowania dziecka bez strachu przed akcją odwetową ze strony zboru.

Akapit 10 listu stara się zepchnąć winę - w razie gbyby sprawy przybrały zły obrót - ze starszych na rodziców, którzy w większości przypadków właśnie do starszych kierują się po wskazówki i są przez nich zapewniani, że wszystko jest "załatwione". Towarzystwo zachowało się w tym fragmencie tchórzliwie, zalecając starszym informowanie rodziców, że to na nich spoczywa obowiązek ochrony dzieci, zamiast przypominać rodzicom wprost na łamach swych publikacji o zgłaszaniu wszelkich przypadków molestowania na policję.

Zapoznajmy się z akapitem 10:

Niezależnie od tego, czy prawo zobowiązuje starszych do zgłaszania władzom przypadków krzywdzenia dzieci, należy poczynić konkretne kroki, by chronić dzieci. Starsi powinni pomóc zrozumieć rodzicom dziecka związanego ze sprawą, że przede wszystkim to oni mają obowiązek chronić swe dzieci. Oczywiście tacy rodzice będą chcieli zastosować odpowiednie środki ostrożności. W naszych publikacjach rodzice mogą znaleźć przydatne rady na ten temat (w10 1.11 13; w08 1.10 21; g 10/07 3-11; lr 170,171; g03 8.2 9; g99 8.4 9,11; g97 8.4 14; w96 1.12 13,14; fy 61,62; g93 8.10 5-13).

prawo i zbrodnia

Publikacje Towarzystwa omawiające sprawę molestowania dzieci dają rodzicom jedynie rady, jak pomóc dziecku oprzeć się napaści. Nie podają jednak żadnych konkretnych wskazówek co zrobić, gdy dziecko było już molestowane.

Sprawdziłem każdy z podanych powyżej odnośników do publikacji aby zobaczyć, co tam powiedziano i w większości z nich podano rady jak zapobiec molestowaniu dzieci, a na pierwszym miejscu wymieniono takie środki zapobiegawcze, jak: (1) rozmawiaj ze swoim dzieckiem na temat seksu od najwcześniejszych lat, (2) mów dziecku, jak ma odpowiadać, kiedy może zetknąć się z napastnikiem, np. "O wszystkim powiem!", (3) nie pozwalaj nastolatce na ubieranie prowokacyjnych sukienek, (4) kontroluj, w jaki sposób dziecko korzysta z internetu, (5) bądź czujny wobec zachowania innych dorosłych względem twojego dziecka

Ze wszystkich wyżej przytoczonych, ostatni odnośnik do artykułu z Przebudźcie się! z 1993 roku jest jedynym, który jest najbardziej zbliżony do poinstruowania rodziców o skantaktowanie się z władzami w przypadku nadużyć seksualnych na dzieciach. Brzmi on tak:

*** Przebudźcie się! z 8 października 1993, s.9 ***

Niektórzy prawnicy radzą, żeby jak najszybciej zgłaszać odpowiednim władzom wypadki nadużyć seksualnych. W pewnych krajach jest to wymóg prawa. Z kolei w innych system prawny stwarza niewielkie szanse na ukaranie winowajcy.

Towarzystwo argumentowałoby zapewne, że powyższa mało entuzjastyczna wzmianka nie odwodzi rodziców od kontaktowania się z władzami. Jednakże w sposób oczywisty rzuca się w oczy, że zawarte w pierwszym zdaniu słowo "niektórzy" zostało tam wstawione, aby natychmiast zasiać wątpliwości czy zawsze jest to właściwy sposób postępowania, a w końcówka kolejnego zdania napełnia rodziców znikomą nadzieją, że uzyskają zadowalające wsparcie, gdy zadzwonią na policję. Krótko mówiąc, akapit ten został wciśnięty przez autorów w artykuł ze względu na wymogi prawne, ale Towarzystwo zrobiło wszystko co możliwe, żeby kontakt z władzami wydawał się opcjonalny lub rzadko kiedy skuteczny.

Artykuł ten posuwa się nawet do zalecenia zachowania podobnej ostrożności podczas szukania pomocy u psychiatry i sugeruje rodzicom oraz ofiarom, że powinni to robić jedynie wtedy, gdy specjalista "szanuje" poglądy Świadków.

*** Przebudźcie się! z 8 października 1993, s.9 ***

Opiekunowie powinni więc robić wszystko, co w ich mocy, żeby w rozsądny sposób chronić dzieci! Wielu odpowiedzialnych rodziców postanawia zapewnić poszkodowanemu dziecku fachową pomoc. Upewnij się jednak, czy dany specjalista uszanuje twe przekonania religijne - tak samo, jak byś postąpił wtedy, gdybyś potrzebował skorzystać z usług chirurga. Pomóż dziecku odzyskać poczucie godności osobistej, bezustannie okazując mu rodzicielską miłość.

Podsumowując, zamieszczone w liście odnośniki mające stanowić dowód, że Towarzystwo "ochrania" dzieci są co najwyżej obraźliwe, jeśli zostaną wykorzystane wobec rodziców, których dziecko dopiero co było seksualnie wykorzystane (t.j. gdybyście postępowali zgodnie z tym wszystkim , to nigdy by się nie wydarzyło!), a niekiedy wypowiedzi zawarte w cytowanych publikacjach są wręcz obłudne. Weźmy pod uwagę poniższy cytat, także z artykułu w Przebudźcie się! z 1993 roku:

*** Przebudźcie się! z 8 października 1993, s.5 ***

PO WYKORZYSTANIU dzieci do zaspokojenia swych perwersyjnych żądz, po ograbieniu ich z poczucia bezpieczeństwa i niewinności uwodziciele nieletnich domagają się od nich jeszcze czegoś więcej — MILCZENIA. Dlatego każą im przyrzec dochowanie tajemnicy, zawstydzają je lub otwarcie im grożą. W ten sposób paraliżują w swych ofiarach pragnienie mówienia, zwierzenia się dorosłym i zwrócenia się do nich o pomoc, a tym samym wytrącają dzieciom z ręki najskuteczniejszą broń.

Niestety, dość często dorośli bezwiednie ułatwiają zadanie uwodzicielom dzieci. W jaki sposób? Otóż zamiast ostrzegać przed niebezpieczeństwem, pomijają ów temat milczeniem, a ponadto wierzą w często powtarzane mity. Niewiedza, dezorientacja i milczenie zapewniają bezpieczeństwo napastnikom, ale nie ich ofiarom.

Hipokryzja z powyższego cytatu aż bije po oczach, gdyż wypowiada się tak organizacja, która wzbrania się przed otwartą zachętą do rodziców, by w pierwszej kolejności zawsze zgłaszali nazwiska osób molestujących im dzieci władzom. Zaniechanie zachęcenia rodziców aby zwrócili się do odpowiednich instytucji jest w rzeczywistości rodzajem pomijania tego tematu "milczeniem", które - używając słów Przebudźcie się! - odnosi w Towarzystwie Strażnica skutek bezwiednego ułatwiania zadania uwodzicielom dzieci. Jedyna różnica polega na tym, że z każdym kolejnym procesem i medialnym atakiem, szkodliwe stanowikso Towarzystwa w kwestii molestowania dzieci staje się coraz mniej "bezwiedne", a coraz bardziej rozmyślne.

Biuro Oddziału decyduje o tym, kogo można uznać za "osobę niebezpieczną"

W nowych instrukcjach starszym powiedziano, że "muszą zachować czujność, jeśli chodzi o zachowanie i poczynania" osoby obwinionej o molestowanie dzieci. Rada ta odnosi się "zwłaszcza" do tych, których uznano winnymi wykorzystywania płciowego dzieci, ale którzy nie zostali wykluczeni (ew. napomnieni), jak również wobec tych, którzy zostali wykluczeni, a później przyłączeni. Zwróćmy uwagę, co powiedziano w akapicie 12 listu:

Troskliwi starsi powinni poczynić kroki, by zapewnić dzieciom ochronę, zwłaszcza gdy komitet sądowniczy ustali, że winowajca [w ang.: the one who has sexually abused a child - osoba, która dopuściła się seksualnego molestowania dziecka] okazuje skruchę i może pozostać członkiem zboru chrześcijańskiego. Taką samą troskę należy okazać wtedy, gdy winny molestowania seksualnego dziecka zostaje wykluczony, a później oczyszcza swoje życie i zostaje przyłączony. Starsi powinni zwracać baczną uwagę na zachowanie osób, o których wiedzą, że w przeszłości seksualnie molestowały dzieci. Należy także uświadomić taką potrzebę wszystkim nowo zamianowanym starszym. Starsi powinni życzliwie, ale szczerze porozmawiać z osobą, która w przeszłości miała w tej dziedzinie problem, i stanowczo zalecić powstrzymywanie się od okazywania uczuć dzieciom - obejmowania ich lub sadzania sobie na kolanach. Przypomną też komuś takiemu, że nigdy nie może przebywać sam na sam z dzieckiem (innym niż własne), pozwalać, by dziecko spędzało w jego domu noc, nie będzie wyruszać z dziećmi do służby kaznodziejskiej bez towarzystwa innych dorosłych osób i nie będzie utrzymywać przyjacielskich kontaktów z dziećmi. Będzie to służyło ochronie dzieci, ale również dana osoba uniknie w ten sposób pokusy, nieuzasadnionych podejrzeń lub dawania innym w zborze powodów do zgorszenia (1 Kor. 10,12,32). Jeśli taka osoba nie przestrzega takich zaleceń starszych, powinni oni niezwłocznie zadzwonić do Działu Służby i poprosić o pomoc.

Jak wspomniano, powyższe wskazówki mają zasadnicze zastosowanie w przypadkach, kiedy starsi udowodnili pedofilowi molestowanie dziecka, zarówno kiedy "skończyło się na ostrzeżeniu" (napomnieniu lecz nie na wykluczeniu) oraz wykluczeniu i późniejszym przyłączeniu.

Akapit 11 wskazuje, że osoba, która jest obwiniona o seksualne molestowanie dziecka - lecz nie można jej tego udowodnić ze względu na brak drugiego świadka - może być także ze względu na swoje "zachowanie i poczynania" obserwowana. W liście nie zaznaczono jednak wyraźnie, czy obwiniony powinien zostać o tym przestrzeżony lub obserwowany z taką samą uwagą jak ktoś napomniany bądź przyłączony, ani jak długo taki nadzór miałby trwać. Można przypuszczać, że zostaje to zostawione uznaniu Biura Oddziału, które doradzi starszym jak postępować z każdym przypadkiem indywidualnie.

Mając to wszystko w pamięci, co się stanie jeśli ktoś obwiniony lub uznany za winnego molestowania dzieci zignoruje ostrzeżenia starszych, by unikał spędzania czasu z dziećmi? Zapoznajmy się z akapitem 13:

Jeżeli ktoś [osoba podejrzana, napomniana lub przyłączona po molestowaniu dziecka] nie przestrzega powyższych zaleceń starszych [aby zupełnie unikał towarzystwa dzieci] albo jeśli starsi podejrzewają, że szuka w zborze ofiar, powinni natychmiast zadzwonić do Działu Służby i poprosić o pomoc. Człowiek taki najwyraźniej nie przejawia panowania nad sobą i swym postępowaniem daje podstawy do zakładania, że dalej czycha na dzieci. Nie każdy, kto w przeszłości dopuścił się molestowania dziecka, będzie uważany za niebezpiecznego. Biuro Oddziału, a nie miejscowe grono starszych, ustali, czy ktoś, kto w przeszłości molestował seksualnie dzieci, powinien być uważany za jednostkę niebezpieczną. Jeśli Biuro Oddziału uzna, że ktoś stanowi zagrożenie, należy ostrzec o tym rodziców mających niepełnoletnie dzieci, by mogli zapewnić im ochronę. W takim wypadku - dopiero po otrzymaniu wskazówek i wytycznych z Działu Służby - dwaj starsi zostaną wyznaczeni do spotkania się z rodzicami niepełnoletnich dzieci, by ich przestrzec. Jednocześnie starsi poinformują osobę uznaną za stanowiącą zagrożenie, że rodzice w zborze zostaną przed nią dyskretnie ostrzeżeni.

Czytając ten list powierzchownie wielu starszych mogło poczuć zadowolenie, że Towarzystwo w końcu pozwoliło im ostrzegać rodziców w zborze o niebezpiecznym pedofilu znajdującym się w ich otoczeniu. Jednakże, kiedy przeczytamy to z kontekstem, starsi mogą dać taką przestrogę JEDYNIE z wyraźnego upoważnienia Biura - nie lokalnych organów porządku publicznego, ani nawet nie na podstawie ich własnych obaw czy obserwacji. Zostało to zostawione w gestii mężczyzn w oddalonym Biurze posiadających o danej sytuacji wiedzę z drugiej lub nawet trzeciej ręki, którzy podejmą decyzję, czy rodziny powinny zostać ostrzeżone o tym, iż wewnątrz ich zborowej społeczności grasuje niebezpieczny pedofil.

Najbardziej niepokojące jednak jest to, że nawet te pozornie konkretne instrukcje wciąż zawierają luki, dzięki którym bezwzględny i przebiegły pedofil nadal może wynajdywać sposobności, aby polować na małe dzieci. Aby to unaocznić, rozważmy poniższy scenariusz.

Luka w zasadzie odnoszącej się do "niebezpiecznego pedofila"

Wyobraźmy sobie, że w następstwie przesłuchania przed komitetem sądowniczym jakiemuś mężczyźnie udowodniono fakt seksualnego wykorzystywania dzieci. Pomimo najlepszych starań ukrycia swych wybryków, jakaś matka przyłapuje go na molestowaniu swojego dziecka i natychmiast zgłasza to starszym. Ponieważ było dwóch świadków tego zdarzenia (matka i dziecko), człowiek ten ma nikłe szanse żeby się od tego wykręcić i wyznaje wszystko przepytującym go starszym.

Podczas przesłuchania przed komitetem sądowniczym człowiek ten obficie leje łzy i przekonuje o głębokim żalu za to, co się stało. Mówi starszym, że jest słaby duchowo i potrzebuje ich pomocy. Starsi podejmują decyzję, że wyraził on skruchę i napominają go, lecz nie wykluczają. Jednocześnie ostrzegają go, iż ma się trzymać z dala od innych dzieci w zborze i informują, że będą mieć oko na jego "zachowanie i poczynania".

ogłoszenie

Gdy z mównicy podaje się ogłoszenie, że jakiś brat został napomniany, nikomu nie mówi się o powodach.

Z mównicy odczytuje się ogłoszenie: "Brat taki-a-taki został napomniany" - zgodnie z wytycznymi podanymi w podręczniku dla starszych. Nikt w zborze (za wyjątkiem starszych i rodziny ofiary) nie wie z jakiego powodu nastąpiło owo napomnienie, a rodzice wykorzystanej seksualnie ofiary są powiadamiani, że sprawa została "załatwiona".

Teraz tylko po stronie Biura Oddziału leży podjęcie decyzji, czy jest on "niebezpiecznym pedofilem", a jeśli dotychczas (według wiedzy starszych) dopuścił się nadużycia seksualnego tylko na jednym dziecku, to może ono przyjąć założenie, iż nie zrobi tego kolejnemu. Tym samym, żadni inni rodzice w zborze nie zostaną przestrzeżeni przed jego skłonnościami, gdyż Biuro nie uznało tego brata za "jednostkę niebezpieczną".

Rodzice molestowanego dziecka są niezdecydowani, czy udać się do organów władzy, gdy zostali zapewnieni, iż zostało to załatwione sądowniczo - dowiedzą się nawet, że to oni mają "obowiązek" chronienia swych dzieci przed takimi rzeczami (i pokazane im zostaną liczne artykuły wskazujące, że jest to przede wszystkim ich wina, ponieważ nie roztaczali należytej opieki). Starsi mogą nigdy nie powiedzieć rodzicom aby NIE informowali władz, ale też nigdy nie powiedzą im, że POWINNI zgłosić przypadek molestowania. Rodzice wtłaczani są zatem w iluzję, że jest to definitywnie rozstrzygnięta sprawa sądownicza przeciwko ich "bratu" i z ich punktu widzenia wszystko jest pod kontrolą. Muszą zaufać, że Jehowa uporządkuje sprawy, i że żadne inne dziecko nie ucierpi.

zestresowany starszy

Wielu starszych boryka się ze stresem sprostania obowiązkom zawodowym i rodzinnym. Dodatkowo wymaga się od nich teraz, żeby mieli na oku pedofilów przy jednoczesnym zachowaniu poufności, zamiast po prostu poinformować rodziców o zagrożeniu.

Starsi będą teraz przypuszczalnie "wyczuleni" na KAŻDY kontakt, jaki ten brat będzie nawiązywał z dziećmi w zborze. Problem polega na tym, że grono starszych jest stosunkowo nieliczne, a wszyscy z nich mają swoją pracę i rodziny, i nie mogą być wszędzie o każdej porze. Jedynie ofiara, jej rodzice i sami starsi wiedzą, co się wydarzyło, a wszyscy oni zgodnie z wytycznymi Towarzystwa związani są obowiązkiem zachowania ścisłej tajemnicy.

Mężczyzna należy do grupy służby polowej, która nie jest należycie dopilnowana przez starszego obciążonego wielogodzinną pracą zawodową. Chociaż starszy w soboty organizuje zbiórki do służby polowej, to w dni powszednie powierza ich organizowanie swemu pomocnikowi, który jest sługą pomocniczym. Sługa ten wie, że brat został napomniany, ale nie wie za co, gdyż jest jest to kwestia wyłącznie pomiędzy tym bratem, starszymi i rodziną ofiary.

Jest czas wakacji szkolnych i brat pojawia się na zbiórce do służby wyznaczonej w dzień powszedni oraz zgłasza się do pracy z młodą dziewczyną, która jest tam wraz ze swoją matką. Matka nie ma o niczym pojęcia, dziewczynka także, a sługa przewodzący grupie również jest całkowicie nieświadomy zagrożenia. Wyruszają więc do służby wspólnie.

Mężczyzna dostrzega okazję ciągłej współpracy z dziewczynką przez okres wakacyjny w dni powszednie. Jest w pełni świadomy ostrzeżenia danego mu przez starszych i sprytnie obchodzi je wyruszając do służby jedynie z dorosłymi w weekendy, kiedy obecny jest starszy. Sługa pomocniczy nie czuje potrzeby mówienia o czymkolwiek swojemu nadzorcy grupy, gdyż nie wie, za co ów brat został napomniany. Poza tym, sługa widuje tego brata pracującego z dorosłymi w weekendy, zatem nic nie podejrzewa.

cwany pedofil

Jeśli pedofil jest sprytny, to znajdzie możliwości żeby zaatakować ponownie, zwłaszcza w zborach gdzie nikt nie wie o jego wybrykach.

Sam więc zatem widzisz, że nawet po wdrożeniu tych najnowszych wskazówek od Towarzystwa, przebiegły i skłonny do zaryzykowania pedofil wciąż jest w stanie znaleźć i wykorzystać furtki, pozwalające mu (lub jej) nawiązywać kontakty z dzieckiem ze zboru w sprzyjającym momencie. Przedstawiłem tu tylko jeden scenariusz, ale podobnych kombinacji może być o wiele więcej, a osoba mająca skłonności do molestowania dzieci mogłaby je z powodzeniem wykorzystać, bez względu na to, czy jest obwiniona, napomniana czy też ponownie przyłączona.

Ktoś mógłby mimo wszystko stwierdzić: "Cóż, nawet jeśli taki brat zrobi coś tej dziewczynce, może zostać przyłapany, ukarany przez starszych i uznany przez biuro za 'niebezpiecznego' - a zgodnie z nowymi zasadami wszyscy rodzice w zborze zostaną przez starszych ostrzeżeni". Jednakże, osoby posługujące się taką argumentacją przeoczają - podobnie jak Towarzystwo - istotę sprawy. Jeśli zatwardziały pedofil z powyższego scenariusza z powodzeniem wykorzystał tylko jeszcze jedną dziewczynkę zanim został przyskrzyniony i ujawniony innym rodzicom jako "niebezpieczny zboczeniec", to wciąż wykorzystał on o jedną ofiarę za dużo, i którą zapewne udałoby się przed tym uchronić, gdyby starszym zezwolono wykonać swój obowiązek ostrzeżenia rodziców w zborze przed kimś, kto uprzednio został uznany winnym seksualnego molestowania dziecka.

ofiara

Jedna ofiara molestowania to o jedną za wiele

Problem z polityką Strażnicy odnośnie seksualnego wykorzystywania dzieci tkwi właśnie w tym, że stwarza pedofilom dogodne warunki do działania, podczas gdy należałoby je wyeliminować do zera - i nawet jedna ofiara, która została wykorzystana w wyniku tych luk, jest o jedną za dużo. Towarzystwo nie jest w stanie tego zrozumieć, gdyż nie zdaje sobie w pełni sprawy z powagi sytuacji, jakie niesie ze sobą seksualne wykorzystywanie dziecka.

Biuro Oddziału decyduje, kto jest "osobą znaną z molestowania dzieci"

W świetle prawa "osobą znaną z molestowania dzieci" jest ktoś, o kim wiadomo, że dopuścił się molestowania dziecka. Innymi słowy, jeżeli grono starszych jest świadome, iż jakiś brat lub siostra w zborze wykorzystywali seksualnie dziecko, wtedy z punktu widzenia prawa taka osoba jest im "znana z molestowania dzieci". Jednakże, nawet w tak oczywistej kwestii Towarzystwo Strażnica czuło się zobowiązane zastosować swoją własną definicję znaczeniową. Dlaczego? Wszystko po to, żeby sprecyzować, kto może usługiwać w zborze w charakterze starszego.

Zwróćmy uwagę na to, co napisano w paragrafie 15:

Kogo uważać za osobę znaną z molestowania dzieci? W artykule "Miejmy wstręt do tego, co niegodziwe" w Strażnicy z 1 stycznia 1997 roku, na stronie 29 wspomniano, że "mężczyzna, o którym wiadomo, że kiedyś napastował seksualnie dzieci, nie może sprawować odpowiedzialnych funkcji w zborze". Sformułowanie: "o którym wiadomo, że kiedyś napastował seksualnie dzieci", odnosi się do tego, jak ta osoba jest postrzegana przez ogół społeczeństwa i przez zbór chrześcijański. Dorosły człowiek znany z tego, że w przeszłości molestował dzieci, nie jest w oczach zboru człowiekiem 'wolnym od oskarżenia' ani "nieposzlakowanym", mającym "bardzo dobre świadectwo od osób postronnych" (1 Tym. 3:1-7,10; 5:22; Tyt. 1:7). Z uwagi na jego przeszłość ludzie w okolicy mogliby nie mieć do niego szacunku, a zamianowanie go mogłoby zgorszyć członków zboru. Prosimy pamiętać, że to Biuro Oddziału, a nie miejscowe grono starszych, ustala, czy ktoś, kto się dopuścił seksualnego molestowania dziecka, powinien być uważany za osobę znaną z molestowania dzieci.

Warto podkreślić jak - niezależnie od tego czy danej osobie starsi na podstawie pełnej wiedzy o fakcie molestowania dziecka udowodnią winę - Towarzystwo obstaje przy tym, że tylko ONO powinno mieć władzę orzekania, czy kogoś można uznać "za osobę znaną z molestowania dzieci". Jaki jest tego powód? Najprościej mówiąc, nie uważają oni, że dopuszczenie się w przeszłości molestowania dziecka jest wystarczającą podstawą, aby taki brat nie usługiwał w charakterze starszego w przyszłości. Wstrząsające, lecz prawdziwe.

Jeśli brzmi to zbyt szokująco, wystarczy abyś przeczytał paragraf 22 - a zwłaszcza jego pierwsze zdanie:

Nie można powiedzieć, że w każdym wypadku ktoś, kto dopuścił się seksualnego molestowania dziecka, nigdy nie będzie miał kwalifikacji do piastowania w zborze przywilejów służby. Starsi muszą być jednak bardzo ostrożni, zwłaszcza gdy ktoś dopuszczał się takiego wykroczenia wielokrotnie albo był za nie wykluczony. Zanim otrzyma jakiś przywilej, musi zgodnie z Biblią odznaczać się panowaniem nad sobą i być "nieposzlakowany", a także mieć "bardzo dobre świadectwo", zarówno w zborze, jak i od osób postronnych (Tyt. 1:6-8; 1 Tym. 3:2,7). Starsi muszą pamiętać o tym, co napisano w Strażnicy z 1 stycznia 1997 roku w artykule "Miejmy wstręt do tego, co niegodziwe", na stronie 29, w akapicie 1: "Grzech oddanego Bogu, dorosłego chrześcijanina polegający na wykorzystaniu seksualnym dziecka świadczy o nienaturalnej cielesnej słabości. Doświadczenie uczy, że ktoś taki może napastować jeszcze inne dzieci. Oczywiście nie każdy pedofil popełnia ten grzech ponownie, niemniej wielu z nich tak postępuje. Zbór zaś nie potrafi czytać w sercach, nie może więc określić, kto już na pewno nie dopuści się nadużyć seksualnych na dzieciach, a kto w dalszym ciągu ma takie skłonności (Jeremiasza 17:9). Wobec tego do ochrzczonych, dorosłych mężczyzn, którzy napastowali dzieci, w sposób szczególny odnosi się rada Pawła skierowana do Tymoteusza: "Nigdy na nikogo nie wkładaj rąk pochopnie ani nie bądź współuczestnikiem cudzych grzechów" (1 Tymoteusza 5:22).

I znowu mamy do czynienia z oczywistem przykładem, że Towarzystwo nie bierze molestowania dzieci zbyt poważnie. W swoich własnych publikacjach przyznają, że "wielu" pedofilów popełnia ponownie swój "grzech" - i już sama ta świadomość powinna przymusić ich do zastanowienia się i uznania, że absolutnie niewłaściwe jest pozwolenie KOMUKOLWIEK, kto w przeszłości molestował dzieci usługiwanie na stanowisku wymagającym zaufania, takim jak starszy czy sługa pomocniczy. Robiąc tak poważne uchybienie w ocenie sytuacji, popadają w konflikt ze słowami, które sami cytują z 1 Tymoteusza 5:22 i stają się współuczestnikami "cudzych grzechów".

Nieuleczalnie wadliwa polityka

ofiara

Polityka Strażnicy wobec molestowania dzieci jest niczym dziurawe wiadro

Polityka Towarzystwa Strażnica odnośnie seksualnego molestowania dzieci jest niczym dziurawe wiadro - jakkolwiek byłoby naprawiane czy przerabiane to staje się zupełnie bezużyteczne za sprawą obstawania przez Towarzystwo przy "zasadzie dwóch świadków". Nie ma znaczenia, jak bardzo będą oni starali się poprawić swą politykę - jest ona wciąż nieefektywna i niebezpieczna ponieważ umożliwia zdeklarowanym pedofilom na znalezienie furtek, dzięki którym mogą działać bez przeszkód.

Tym, co jest potrzebne, to nie reperowanie połatanej polityki, która ciągle umożliwia pedofilom wykorzystywanie luk, lecz NOWA polityka - taka, która uznałaby, iż to Cezarowi (a nie niewykwalifikowanym kaznodziejom) Bóg wyznaczył rolę organów ścigania i decydowania, kto jest, a kto nie jest osobą molestującą dzieci.

Sednem tego rodzaju nowej polityki powinny być trzy kluczowe zasady. Można je streścić w skrócie "ZIP", czyli "Zgłaszaj, Informuj, Przeciwdziałaj", zgodnie z poniższym:

 

  • ZGŁOSZENIE – Molestowanie dzieci jest przestępstwem. Dlatego też uzasadnione zarzuty o molestowanie dzieci bądź przyznanie się do tego powinny być zgłaszane na policję lub odpowiednich urzędów państwowych natychmiast, gdy sprawa wyjdzie na jaw.
  • INFORMACJA – Rodzice w zborze powinni być dyskretnie poinformowani przez starszych o każdym znanym pedofilu, który mógłby wejść w ewentualny kontakt z ich dziećmi pod pozorem wspólnych praktyk religijnych. Nie powinno być także żadnych reperkusji dla rodziców, którzy zechcą poinformować innych rodziców o znanym pedofilu, jeżeli starsi z róznych przyczyn nie chcą tego uczynić. Również starsi powinni mieć pozostawioną swobodę w informowaniu starszych z innego zboru, na teren którego zechce przeprowadzić się pedofil.
  • PRZECIWDZIAŁANIE – Powinno się przeciwdziałać powierzania pedofilom stanowisk wymagających zaufania w jakimkolwiek zborze oraz cieszenia się przez nich przywilejami, które mogłyby umożliwiać im nienadzorowany kontakt z dziećmi albo też ukrywaniu ich przeszłości przed członkami zboru.

Powyższe zasady sa zarówno rozsądne, zgodne z prawem, jak i uzasadnione biblijnie. Odzwierciedlają słuszne oczekiwania współczesnego społeczeństwa, w którym każda instytucja ponosi odpowiedzialność za ochronę dzieci powierzonych jej opiece przed pedofilami. Przykrą stroną tego jest to, że większość będących Świadkami rodziców prawdopodobnie jest przekonanych, iż niektóre (o ile nie wszystkie) te zasady są już wprowadzone w życie, lecz prawda jest taka - żadna z nich nie jest.

Niepokoi świadomość liczby dzieci, które każdego tygodnia uczestniczą z rodzicami w zebraniach Świadków, a którzy to rodzice zupełnie nie zdają sobie sprawy o głębi zaniechań w narzuconej ich zborowi przez Ciało Kierownicze polityce odnośnie seksualnego wykorzystywania dzieci. Gdyby wszyscy rodzice u Świadków byli w pełni zapoznani z rzeczywistymi implikacjami owej polityki, większość zapewne doznałaby szoku i przerażenia.

Jak jest...

Wyróżniającym się tutaj elementem jest to, że ofiary molestowania i ich rodzice są często w matni "trójkąta dochowania tajemnicy" wraz z napastnikiem i starszymi. Udział policji jest marginalizowany, a Biuro Oddziału przejmuje całkowitą kontrolę nad sytuacją z rąk starszych. Z drugiej strony, starsi wykonują jedynie polecenia pochodzące z Oddziału, a nie od miejscowych władz, które zazwyczaj trzyma się z dala od tego zamkniętego kręgu, chyba że się z nimi skontaktowano i tym samym mogą interweniować. Inni rodzice też zazwyczaj nie są świadomi tego, co się dzieje, co oznacza, że napastnik ma olbrzymie szanse na znalezienie kolejnych ofiar.

Nawet jeśli pedofil jawnie próbuje spędzać więcej czasu z innymi dziećmi, pozostałych rodziców nie informuje się o jego "grzechu", pomimo uznania go winnym i wykluczenia na podstawie "zasady dwóch świadków". Osoba molestująca dzieci może zatem wykorzystywać ów "trójkąt dochowania tajemnicy" wyczekując na dogodny dla siebie czas i polując na jeszcze więcej ofiar, co zostało już omówione w powyższym hipotetycznym scenariuszu. Jednak w żadnym wypadku nie musi tak być!

Jak być powinno...

Gdyby wszystko było robione tak, jak należy, to policja od samego początku brałaby udział w każdej sprawie. Jeśli ofiara (lub rodzice ofiary) zgłosiłaby się do starszych ZANIM poinformowała policję, wtedy starsi powiedzieliby jej, że ma natychmiast zadzwonić na policję. Policja przejęłaby wówczas pełne dochodzenie w danej sytuacji, włączając w to przepytanie obwinionego, wsparcie dla ofiary (zebranie dowodów, zapewnienie terapii, itp.), i powiadomienie starszych, czy inni rodzice w zborze powinni być ostrzeżeni (np. jeśli obwiniony wyjdzie za kaucją przed procesem i wciąż ma zamiar uczestniczyć w zebraniach czy wyruszać do służby).

Przy zastosowaniu takich właściwych procedur, rolą starszych byłoby po prostu przekazanie informacji, ochrona pozostałych dzieci w zborze i udzielenie duchowego wsparcia na miarę zaistniałych potrzeb (co zaznaczono szarymi strzałkami w diagramie). Gdyby Ciało Kierownicze zachciało, to nie musiałoby być nawet żadnej potrzeby aby starsi przyjmowali kryminalne dochodzenie jako dowodu popełnienia grzechu przez obwinionego, o ile by tego nie chcieli - wypełniliby swóje obowiązki po prostu poprzez poinformowanie tych, którzy mogą być zagrożeni i nie nakładano by żadnych sankcji na osoby podejmujące się tego.

Podczas trwania śledztwa mogłoby to oznaczać, że starsi w porozumieniu z policją ostrzegaliby innych rodziców, o ile policja uznałaby to za niezbędne, a następnie powiadamialiby Biuro Oddziału o tym, jaki jest rozwój wypadków. Kontakt z Biurem Oddziału byłby szczególnie pożądany, jeśli obwiniony był zamianowanym mężczyzną (starszym lub sługą pomocniczym) w zborze, lecz z drugiej strony byłaby to czysta formalność, gdyż nad sprawą czuwałyby władze, a starsi przyjmowaliby wskazówki wprost od nich.

Tak to powinno wyglądać, ale pomimo niewielkich poprawek zawartych w omawianym liście (które w rzeczywistości narażają Towarzystwo na więcej procesów niż dotychczas), nadal jesteśmy bardzo daleko do ujrzenia wprowadzenia polityki, która autentycznie chroniłaby na przyszłość dzieci Świadków przed przebiegłymi, podstępnymi i bezwzględnymi pedofilami.

Czego ten list dowodzi

Przede wszystkim, ten list dowodzi, że pomimo olbrzymiej wrzawy towarzyszącej tzw. sprawie Conti, Towarzystwo WCIĄŻ odmawia wykorzystania tej oczywistej okazji do wprowadzenia pilnie wymaganej reformy w swojej niedzisiejszej, nieskutecznej i niebezpiecznej polityce co do seksualnego wykorzystywania dzieci. Przez dziesięciolecia Towarzystwo Strażnica najwyraźniej coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością i staje się nieświadome realnych zagrożeń wypływających ze swojego obecnego podejścia do problemu, czym naraża dzieci.

Wykazałem to już za pomocą analizy powoływania się przez Towarzystwo na fragment z 1 Tymoteusza 5:24,25 zakładającym, że jeśli nawet osoba dopuszczająca się nadużyć na dzieciach zdoła z powodzeniem zatrzeć ślady wskazujące na jego czyny, to najprawdopodobniej zostanie na nich przyłapany podczas powtórzenia swojego "grzechu" w przyszłości - jak gdyby liczbę ofiar zboczeńca, które skrzywdził do chwili zatrzymania spisywano na straty. Kolejnym przykładem niedopisania Towarzystwa w braniu na poważnie zagrożenia ze strony pedofilów jest poniższy wyjątek z akapitu 11 listu do starszych:

Jeśli podjęto decyzję o upomnieniu [osoby molestującej dzieci], należy podać w zborze stosowne ogłoszenie (ks10 7:20, punkt 2). Będzie to służyło ochronie zboru. Informacje dotyczące osób obwinionych o molestowanie dzieci (bez względu na to, czy oskarżenia udowodniono, czy nie) należy oznaczyć adnotacją "Nie niszczyć" i bezterminowo przechowywać w poufnych aktach zboru.

ofiara

Puszczenie tego listu w internetowy obieg dowodzi rosnącego niepokoju wśród starszych zboru

Ale w jaki sposób zbór może być odpowiednio "chroniony" poprzez podane z mównicy ogłoszenie, że "taki-a-taki został upomniany", jeśli nie dodaje się żadnej informacji o tym, jaka jest istota popełnionego przez niego grzechu? Sam fakt, iż Towarzystwo traktuje suche podanie ogłoszenia z podium za "ochronę" jest wysoce niepokojący, ponieważ ukazuje to, że nie mają oni żadnego pojęcia o tym, co robić. Jednak czy samo powiadomienie o napomnieniu kogoś sprawi, że rodzice będą mieli świadomość, iż ktoś taki jest osobą molestującą dzieci - albo wręcz przeciwnie: może wszyscy rodzice w zborze powinni teraz patrzeć na każdą napomnianą osobę pod tym kątem?

Oprócz ujawnienia, że Towarzystwo naprawdę traci grunt pod stopami w radzeniu sobie z tym palącym problemem, samo wydanie tego listu dowodzi jeszcze czegoś, być może o wiele głębszego. List ten, który musiał wyciec na światło dzienne od sumiennych starszych, dowodzi, że istnieje rosnący ruch zaniepokojonych starszych, którzy zdają sobie sprawę, iż w Organizacji dzieje się coś głęboko niewłaściwego i zcaynają zdobywać się na odwagę, by coś z tym zrobić.

Chylę czoła przed uczciwością, odwagą i wrażliwością sumienia przed każdym ze starszych, którzy zdecydowali się udostępnić ten list naszym kolegom, byśmy go przeanalizowali i zapoznali z jego treścią innych. Ktokolwiek to zrobił, wykazał się prawdziwą odwagą i zasługuje na najwyższy podziw za stawianie potrzeb dzieci Świadków ponad wszystkim innym. Sam fakt, iż Ciało Kierownicze nie jest już dłużej w stanie wydawać poufnych listów ukazuje, że jakiekolwiek twierdzenia, jakoby ich Organizacja cieszyła się poparciem ducha Bożego są całkowicie bezpodstawne.

Co możesz zrobić?

Po przeczytaniu tego artykułu, być może czujesz bezsilność albo nawet wściekłość, że tak wiele dzieci w wyznaniu Świadków jest zagrożonych za sprawą zaniedbań Ciała Kierowniczego w jego podejściu do seksualnego wykorzystywania nieletnich. Jest to zupełnie zrozumiałe, i - jak być może wywnioskowałeś z tego, co napisałem - podzielam to uczucie głębokiej rozpaczy i frustracji.

Jak to już wyraziłem wcześniej, Ciało Kierownicze okazało się być całkowicie niezainteresowane obawami i opiniami tych, których życie kontroluje, ale wcale nie oznacza to, że powinniśmy się wszyscy poddać i nie próbować czegoś z tym zrobić. Jeśli masz na tyle odwagi i sprzyjające okoliczności, prosimy o rozporowadzenie informacji z tego artykułu wśród innych osób, tak, by tylu ludzi, ile jest to możliwe, dowiedziało się o tym nowym liście i o tym, na jak żałośnie niskim poziomie jest Towarzystwo w kwestii ochrony dzieci.

Jeżeli nie masz możliwości podjąć tak śmiałych działań, naprawdę to rozumiemy. Mimo to zachęcalibyśmy cię do wyrażenia dezaprobaty dla haniebnie nieodpowiedzialnej polityki Strażnicy odnośnie wykorzystywania seksualnego dzieci w naszej ankiecie 2014 Global Survey (aby wziąć udział, kliknij tutaj). Cztery z zawartych tam pytań bezpośrednio dotyczą spraw poruszonych w niniejszym artykule, możesz zatem wyrazić swoją opinię (jeśli sobie życzysz - anonimowo) przez zaznaczenie odpowiedniego miejsca, że nie zgadzasz się z podejściem Ciała Kierowniczego odnośnie molestowania dzieci. Jest to stosunkowo niewielka rzecz, jaką możesz zrobić i nie ma żadnej gwaracji, że cokolwiek to zmieni - ale mimo wszystko ma znaczenie, gdyż możesz w ten sposób dać Ciału Kierowniczemu znak, że jesteś przeciwny ich niedopisaniu w zapewnieniu bezpieczeństwa dzieciom, które sami zobowiązali się wziąć pod swoją opiekę.