Współżycie kontrolowane

 

Ciało Kierownicze Świadków Jehowy na łamach swoich publikacji często szczyci się wysokim poziomem moralnym członków swojej Organizacji. W zdecydowanej większości przypadków nie można temu zaprzeczyć – Świadkowie to z reguły ludzie przyzwoici i pragnący zachowywać czystość moralną.

Jednak dzisiaj mało kto wie, jak dalece CK posunęło się w kontrolowaniu osobistego życia poszczególnych Świadków, wnikając nawet w sposoby współżycia cielesnego pomiędzy małżonkami, określając co wolno, a czego nie wolno robić małżonkom w ich sypialniach. Kontrola ta przyniosła opłakane skutki, wiele małżeństw przeżyło ostry kryzys, a niektóre się rozpadły.

Naocznym świadkiem tych tragicznych posunięć Ciała Kierowniczego był Raymond Franz, który w swojej książce Kryzys sumienia szczerze przyznaje, że z ramienia Ciała został zobowiązany do napisania artykułów do Strażnicy, które tak wyraźnie przyczyniły się do bólu i kłopotów w wielu małżeństwach.

Poniższa treść jest swoistym studium materiału dowodowego zebranego z publikacji Towarzystwa Strażnica, opatrzonego krótkimi komentarzami z książki Kryzys sumienia.

O początku całej "afery", która miała miejsce w 1971 roku Raymond Franz pisze tak:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, s.45 ***

Sprawa, (...) która stała się powodem poważnej dyskusji, dotyczyła pewnego małżeństwa z Kalifornii. Ktoś zobaczył w ich sypialni pewne publikacje i fotografie dotyczące nietypowych praktyk seksualnych. (Nie przypominam sobie, czy dowiedzieliśmy się, w jaki sposób Świadek, który o tym doniósł znalazł się w sypialni omawianego małżeństwa). Śledztwo i przesłuchanie przeprowadzone przez lokalnych starszych potwierdziły, że nasza para małżeńska utrzymywała stosunki seksualne odbiegające w swej formie od zwyczajnej kopulacji.

Ale dlaczego starsi w ogóle zajęli się tą sprawą? Przecież nigdy wcześniej nie mieli takich prerogatyw, by wnikać w życie intymne małżeństw, o ile w grę nie wchodziło cudzołóstwo. Owszem, wcześniej też uważano, że stosunki oralne i analne (nawet w obrębie małżeństwa) są czymś nieprzyzwoitym, jednak nie robiono z tego większego problemu; uważano to za sprawę sumienia. Co się zatem zmieniło? Orzeczono to na podstawie poniższego artykułu:

*** The Watchtower z 15 grudnia 1969, ss.765-768 [Strażnica nr19 z 1970, ss.21,22] ***

● Od osób żonatych i zamężnych otrzymaliśmy sporo zapytań o sprawy seksualne: pytania te wyłoniły się w wyniku konfrontacji poglądów na ten temat, obszernie publikowanych w wydawnictwach świeckich. Dotyczyły one stosunków małżeńskich, kontroli urodzeń, sterylizacji i przerywania ciąży. Omówimy tutaj te sprawy w takiej mierze, w jakiej czujemy się do tego upoważnieni.

(...) Czuliśmy się zobowiązani odpowiadać, że dyktowanie parze małżeńskiej sposobu postępowania w tak intymnych sprawach nie leży w kompetencji osób trzecich.

(...) Niektórzy wszakże utrzymują, iż między mężem i żoną dozwolone jest absolutnie wszystko. Taki pogląd nie ma oparcia w Biblii. W Liście do Rzymian 1:24-32, gdzie czytamy zarówno o mężczyznach, jak i kobietach oddanych niemoralnym praktykom seksualnym, włącznie z uprawianiem tak zwanej miłości lesbijskiej oraz sodomii, Biblia napomina także o "normalnym współżyciu z kobietą" (BT). Tym samym wskazuje ona, że folgowanie sobie w przewrotnym używaniu organów rozrodczych, aby zaspokoić pożądliwą dążność do podniecenia seksualnego, nie ma uznania u Boga. W całej rozciągłości dotyczy to również par małżeńskich: mąż nie powinien wypaczać wspomnianego "normalnego współżycia z kobietą". W wielu krajach nawet miejscowe ustawodawstwo stoi na tym stanowisku i pewne praktyki między mężem a żoną traktuje jako nielegalne. Na przykład w odniesienia do Stanów Zjednoczonych gazeta "Time" z dnia 8 sierpnia ubiegłego roku nadmieniła: "Sodomia jest bezprawiem po prostu w każdym wypadku, nawet między partnerami związanymi małżeństwem". (Kto nie wie, jak się odbywają rozmaite haniebne praktyki, powinien być z tego zadowolony, ponieważ Jehowa Bóg upomina chrześcijan, żeby byli "w złem jak niemowlęta". — 1 Kor. 14:20).

Jeżeli wziąć pod uwagę obustronne potrzeby, stosunki małżeńskie są dla męża i żony sposobnością do wyrażenia czułej miłości i głębokiego przywiązania. Czy dałoby się to pogodzić z samolubnym żądaniem od swego partnera, aby uczestniczył w zwyrodniałym używaniu organów rozrodczych? Czy można dla zaspokojenia własnych zmysłów postępować z nim w sposób budzący u niego odrazę? Czy tak wygląda owo postępowanie czułe, nacechowane miłością? Żaden człowiek zdrowo myślący nie będzie nadużywać swego ciała ani narzucać mu odrażających praktyk. Pismo święte mówi o mężu i żonie, że są jednym ciałem (Efez. 5:28-31). Czy w takim razie rozsądny mąż lub kochająca żona może wymagać aktów, które partner słusznie uważa za nienaturalne i wstrętne? Rzecz chyba jasna, że władza nad ciałem współmałżonka nie jest nieograniczona ani nie może być stosowana z pominięciem zasad biblijnych. — 1 Kor. 7:1-5; Prz. 5:15-19.

Wspomniano też co prawda o tym, iż "małżonkowie muszą sami zadecydować o tym, co im wypada uczynić", jednak cała wcześniejsza retoryka najwyraźniej przesłoniła ten drobny szczegół, że jest to wciąż sprawa sumienia. Konsekwencje stosowania się przez starszych zboru do rad wyłuszczonych w tym artykule nie dały na siebie długo czekać. W zborach zawrzało. Rozpoczęto szeroko zakrojone "polowanie na czarownice". A zdezorientowane małżeństwa zaczęły zasypywać Towarzystwo Strażnica setkami listów z pytaniami, jakim prawem Ciało Kierownicze wtrąca się w tak osobiste sfery małżeństwa, jak współżycie intymne. W międzyczasie wiele osób zostało wykluczonych, a rzeszę innych pozbawiono przywilejów w zborach. Niemniej ŚJ nie dawali za wygraną. Pisali i przekonywali Ciało o błędności ich decyzji.

Czy Ciało Kierownicze ugnie się pod naporem niezadowolenia braci z całego świata? Nie. Posunięto się jeszcze dalej:

*** The Watchtower z 1 grudnia 1972, ss.734-736 [Strażnica nr22 z 1975, ss.22-24] ***

● Jakiś czas temu opublikowano decyzję sądu, na mocy której w jednym z amerykańskich stanów zniesiono poprzednio tam obowiązującą karę za oralne spółkowanie osób dorosłych. Czy wobec tego chrześcijańska para małżeńska, która by się wdawała w taką praktykę, może ją odtąd uważać za sprawę zależną wyłącznie od głosu własnego sumienia?

(...) Uważamy, że wyjąwszy tych, którym wpojono przeświadczenie, iż w małżeństwie wszystko wolno, ogromna większość ludzi wstrząsnęłaby się ze wstrętem na myśl o kopulacji oralnej (przez usta), tak samo jak i analnej (przez odbytnicę). Jeżeli tego rodzaju obcowanie nie jest "przeciwne naturze", to co w takim razie podpada pod tę kategorię? Okoliczność, że praktykujący je czynią to za wzajemną zgodą jako partnerzy małżeńscy, nie zmienia postaci rzeczy; takie formy współżycia nie stają się przez to 'zgodnymi z naturą', nie przestają być "uprawianiem bezwstydu". Czy zajmując wyłuszczone tutaj stanowisko bronimy zbyt ciasnych lub krańcowych poglądów?

Nie, a wynika to choćby z faktu, te w niektórych krajach, jak również w szeregu stanów amerykańskich, prawnie zakazano przed laty właśnie takich czynów, zaliczając je do "sodomii" - bez względu na to, czy by je uprawiano w małżeństwie. Z uwagi na takie stanowisko prawodawców "sodomia" została, w wielkim słowniku Webstera (""Webster's Third New International Dictionary") między innymi zdefiniowana w sposób następujący: "Cielesne spółkowanie z osobą tej samej płci lub ze zwierzęciem, albo też przeciwne naturze spółkowanie z osobą płci odmiennej; w szczególności wprowadzenie męskiego organu do ust lub odbytnicy drugiej osoby". Oczywiście definicje słownikowe i prawa państwowe bywają różne, a nasze stanowisko opiera się przede wszystkim na Słowie Bożym, na Biblii. Mimo wszystko takie świadectwo ze źródła świeckiego spełnia określony cel, odpowiadający w zasadzie temu, co apostoł Paweł napisał w Liście 1 do Koryntian 5:1. Paweł nadmienił tam, że pewien członek zboru korynckiego pozwolił sobie na takie stosunki płciowe, jakie potępiali nawet ludzie z narodów pogańskich. Skoro więc w czasach nowożytnych do wyżej wspomnianych form obcowania cielesnego stosuje się określenie "sodomia", to jest rzeczą jasną, że nie postępujemy nierozsądnie, gdy nie tylko nie traktujemy ich obojętnie, ale je uważamy za skandalicznie przeciwne naturze.

Ponieważ jednak małżeństwo pochodzi od Boga, nasze skrupuły sumienia w sprawie stosunków małżeńskich nie opierają się na poglądach świeckich ani nie są im podporządkowane. Dlatego uchylenie gdzieś jakiejś ustawy i ogłoszenie spółkowania oralnego (lub podobnie nienaturalnej formy spółkowania) za legalne nie zmienia naszego stanowiska, ugruntowanego przede wszystkim na Biblii. W świecie, w którym mierniki moralne coraz bardziej podupadają, nie trzeba się dziwić, gdy ten i ów zespół sędziów w różnym stopniu kapituluje przed wzmagającą się skłonnością do zboczeń seksualnych, podobnie jak to już uczynili niektórzy duchowni oraz lekarze.

Nie chcemy podejmować próby wytyczenia dokładnej linii określającej, gdzie kończy się to, co "normalne", a zaczyna to, co "przeciwne naturze". Jesteśmy jednak przekonani, że po rozważeniu zasad biblijnych chrześcijanin powinien być w stanie przynajmniej rozpoznać, co jest rażąco nienaturalne. W innych sprawach każdy chrześcijanin będzie musiał się kierować głosem własnego sumienia; należą tu na przykład pytania dotyczące pieszczot i tak zwanej gry miłosnej poprzedzającej zespolenie płciowe. (Dla porównania zobacz Księgę Przysłów 5:18, 19). Ale nawet w tych wypadkach mądrze zrobi chrześcijanin, który pragnie wydawać owoce świętego ducha Bożego, jeśli będzie unikał praktyk graniczących z nienormalnym współżyciem lub mogących łatwo doprowadzić do metod przeciwnych naturze.

Co wtedy, gdy dawniej lub nawet ostatnio pary małżeńskie należące do zboru próbowały wyżej opisanych zwyczajów, nie zdając sobie do tej pory sprawy z tego, jak poważny to był błąd? Mogą w modlitwie szukać przebaczenia u Boga i dowieść swojej szczerej skruchy przez zaprzestanie takich rażąco nienaturalnych poczynań.

Z całą pewnością nie należy do obowiązków starszych, ani tym bardziej innych osób w zborze, by wnikać w prywatne życie poszczególnych małżeństw. Niemniej jednak gdyby w przyszłości ktoś zwrócił im uwagę na takie wypadki postępowania rażąco przeciwnego naturze, jak spółkowanie oralne lub analne, starsi powinni przedsięwziąć kroki zmierzające do naprawienia sytuacji, zanim powstaną dalsze szkody; tak zresztą czynią zawsze w razie wyłonienia się zła. Zależy im oczywiście na tym, żeby pomóc osobom, które zbłądziły i zostały 'schwytane w sidła Diabła' (2 Tym. 2:26). Ale jeśli dane osoby rozmyślnie sobie zlekceważą postanowienia Jehowy Boga dotyczące życia małżeńskiego, trzeba będzie je wydalić ze zboru jako rozsadniki niebezpiecznego "kwasu", który mógłby się przerzucić na drugich. — 1 Kor. 5:6,11-13.

A co należy powiedzieć o chrześcijankach mających niewierzących mężów, którzy od nich się domagają udziału w czynach rażąco przeciwnych naturze? Czy oświadczenie apostoła, że "żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż", daje podstawę do ulegania takim żądaniom? (1 Kor. 7:4). Nie, gdyż zwierzchnictwo męża jest tylko warunkowe. Zwierzchnictwo Boże jest niezmiennie najwyższe i najważniejsze (1 Kor. 11:3; Dzieje 5:29). Ponadto kontekst wskazuje, że apostoł mówił tu o normalnym współżyciu. Co prawda, odmowa udziału w nieczystych praktykach może wywołać kłopoty lub nawet ściągnąć na żonę prześladowanie, ale taka sama sytuacja powstaje, gdy mąż żąda, by przyłączyła się do jakiejś formy bałwochwalstwa, niestosownie obeszła się z krwią, dopuściła się nieuczciwego załatwienia jakiejś sprawy lub jeszcze innej niegodziwości.

Miliony par małżeńskich na całej ziemi stwierdziło zarówno w przeszłości, jak i obecnie, że bezinteresowna miłość sprawia radość i daje pełne zadowolenie obojga partnerów w stosunkach małżeńskich, bez potrzeby uciekania się do metod zasługujących na miano zboczenia. Zdając sobie sprawę z tego, że zepsuty świat ulegnie wkrótce zagładzie, zastanówmy się nad słowami apostoła Piotra, który napisał: "Skoro to wszystko ma się w ten sposób rozpuścić, jakimiż wy powinniście być w świętych postępkach swego sprawowania i w uczynkach zbożnego oddania, oczekując i mając ciągle w pamięci obecność dnia Jehowy!" Tak, nie pora teraz na staczanie się w niezbożne praktyki ani na dopuszczanie do tego, by inni nas do nich wciągnęli namową lub naciskiem, byleby zaspokoić samolubną żądzę. Powinno to być dalekie od nas, jeśli naprawdę sobie cenimy nadzieję życia w czystym, nowym porządku rzeczy, który teraz jest już tak bliski! (2 Piotra 3:11, 12; Judy 7, NW). Małżeństwa chrześcijańskie, jak widzimy, mogą dbać o "łoże nieskalane" nie tylko przez wystrzeganie się cudzołóstwa i nierządu, ale również przez unikanie zwyczajów bezecnych i przeciwnych naturze. — Hebr. 13:4.

Nie ulega wątpliwości, że Ciało Kierownicze posunęło się o "jeden most za daleko". Dopuszczono się nadużycia nie tylko na tekstach biblijnych, lecz także na chrześcijańskich sumieniach i małżeńskiej intymności Świadków Jehowy. Ray Franz komentuje to następująco:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, ss.45,46 ***

Opublikowany artykuł został zrozumiany i zastosowany w taki sposób, że współmałżonkowie zazwyczaj czuli się zobowiązani do złożenia sprawozdania starszym, jeśli praktyki takie istniały lub rozwinęły się w ich małżeństwie czy to za obopólną zgodą, czy też całkowicie z inicjatywy jednego ze współmałżonków. (W tym ostatnim przypadku oczekiwano, że współmałżonek, który nie inicjował omawianych praktyk, zgłosi się i przekaże tę informację starszym w przypadku, gdyby współmałżonek inicjujący nie chciał tego zrobić). Nie złożenie takiego sprawozdania jest uważane zwykle za przejaw braku skruchy, co z kolei przemawia za wykluczeniem. Świadomość, że wykluczenie odcina człowieka od jedynej organizacji, w której można znaleźć zbawienie, jak również od przyjaciół i krewnych, wywiera na niego ogromny nacisk i zmusza go do podporządkowania się, niezależnie od tego, jak trudnym byłoby wyznanie (lub doniesienie), jakie należy złożyć starszym.

Decyzja Ciała Kierowniczego z 1972 roku "zaowocowała" znaczną liczbą "przesłuchań sądowniczych", które przeprowadzili starsi zborów słuchając doniesień i wyznań na temat praktyk seksualnych swoich członków. W czasie tych przesłuchań wiele kobiet przeżyło chwile bolesnego zakłopotania, były bowiem zmuszone do odpowiadania na pytania starszych dotyczące najbardziej intymnych stron ich małżeńskiego pożycia. Wiele małżeństw, w których jeden z członków nie był Świadkiem, przeszło przez burzliwy okres. Współmałżonek niebędący Świadkiem często ostro sprzeciwiał się praktyce przesłuchań, którą uważał za nieuprawniony zamach na prywatność jego pożycia. Niektóre małżeństwa rozpadły się, a sprawy zakończyły się rozwodem.

Towarzystwo Strażnica znowu zasypane zostało listami z wyrazami oburzenia i doniesieniami o mnożących się powodu ich polityki rozwodów. Jednak nie wpłynęło to na zmiany w stanowisku Ciała Kierowniczego. Wydawało się nawet, że ich upór staje się coraz bardziej zawzięty. Zaczęto nawet usprawiedliwiać rozwody z tej przyczyny. Poświadczają to dalsze materiały zaczerpnięte ze Strażnic.

*** The Watchtower z 15 listopada 1974, ss.703,704 [Strażnica nr8 z 1976, s.23 Pytania czytelników] ***

● Czy dopuszczanie się rozpustnych praktyk na własnym partnerze małżeńskim stanowi dla poszkodowanego współmałżonka biblijną podstawę do ubiegania się o rozwód?

W niektórych wypadkach rozpustne praktyki w małżeństwie mogą stanowić biblijną podstawę do rozwodu. Pismo Święte oczywiście nie zachęca do rozwodu ani nie nakazuje niewinnemu partnerowi rozwieść się ze współmałżonkiem, który się dopuścił cudzołóstwa lub jakiegoś wynaturzenia w życiu seksualnym.

Na temat rozwodów Jezus Chrystus oświadczył: "Ktokolwiek by odprawił żonę swoją, z wyjątkiem przyczyny wszeteczeństwa [nierządu, BT; rozpusty, Db], i poślubił inną, cudzołoży" (Mat. 19:9, NP). "Każdy, kto opuszcza żonę swoją wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży". — Mat. 5:32, NP.

Tak więc jedyną podstawę do rozwodu stanowi "wszeteczeństwo". W pospolitej greczyźnie, w której zanotowano słowa Jezusa, użyto w tym miejscu słowa porneia; bywa ono tłumaczone jako "nierząd", "rozpusta", "wszeteczeństwo" i podobnie, a oznacza wszelkie formy niemoralnych stosunków cielesnych, zboczeń i wyuzdanych praktyk, jakie są uprawiane na przykład w domu publicznym (porneion), włącznie ze spółkowaniem oralnym i analnym.

Jezus w swych wypowiedziach na temat rozwodu nie wyszczególnił, z kim by miało być uprawiane to, co nazwał "rozpustą", "wszeteczeństwem", czyli porneia. Sprawa ta pozostaje więc otwarta. Można słusznie uważać, że słowo porneia obejmuje też wynaturzenia w małżeństwie, a wynika to choćby z faktu, że mężczyzna, który zmusza żonę do stosunków przeciwnych naturze, w gruncie rzeczy ją demoralizuje, czyli deprawuje. Staje się on przez to winnym porneia, gdyż pokrewny grecki czasownik porneuo oznacza między innymi właśnie "deprawować, prostytuować".

Zatem mogą zaistnieć okoliczności, w których dopuszczanie się rozpustnych praktyk na własnym współmałżonku będzie stanowić biblijną podstawę do rozwodu. Załóżmy, że na przykład żona czyni wszystko, co jej podpowiada rozsądek, aby powstrzymać męża od wymuszenia na niej spaczonych form zaspokojenia żądzy, jakie się uprawia w publicznym domu uciech. Mimo to mąż, dysponując większą siłą przemaga ją i daje upust swemu wynaturzeniu. Nie chcąc ponownie paść ofiarą takiego nierządu, żona chrześcijanka może się zdecydować na rozwód. Mogłaby wtedy wykazać czynnikom zborowym, iż rzeczywistą przyczyną jej wystąpienia o rozwód jest porneia, a następnie zająć się uzyskaniem legalnego rozwodu na jakiejkolwiek zgodnej z prawdą podstawie, uznawanej za wystarczającą przez sądy danego kraju.

Jeżeliby natomiast wyuzdane praktyki były stosowane przez małżonków za obopólną zgodą, żadne z nich nie miałoby podstawy do twierdzenia, że chodzi mu o rozwód na podstawie biblijnego pojęcia porneia. Byłoby tak dlatego, że żadna strona nie jest niewinna i jako taka stara się uwolnić od partnera dopuszczającego się porneia. Oboje są obarczeni winą. Skoro przy takim stanie rzeczy sprawa zostałaby przedłożona starszym w zborze, należy ją załatwić jak każde inne poważne wykroczenie.

*** The Watchtower z 15 lutego 1976, ss.122,123 [Straznica nr21 z 1976, s.12] ***

W ostatnich latach na świecie niezmiernie się rozpowszechnił homoseksualizm. Homoseksualiści nawet wszczęli kampanię zmierzającą do przestrojenia opinii publicznej na swoją korzyść i wręcz chełpią się swym zboczeniem. Stało się rzeczą jasną, że takie podkopywanie mierników moralnych może poniekąd narazić na szwank również święty lud Boży. Dlatego ostrzeżono zbory, a złoczyńcy zostali z nich usunięci. Podobnie odniesiono się do innych nieczystych praktyk, takich jak masturbacja, która bywa odskocznią do homoseksualizmu; potraktowano je poważnie, lecz z wyrozumiałością, aby pomóc danym jednostkom do pozostania czystymi w oczach Jehowy. Z kolei wymagał zwrócenia uwagi jeszcze inny problem. Niektórzy członkowie ludu Bożego zawinili wobec Niego nieczystość wskutek przeciwnych naturze metod współżycia w małżeństwie, do których trzeba zaliczyć spółkowanie oralne i analne. Strażnica przestrzegła przed pogrążaniem się w bagno takiego plugastwa. Poinformowała pary małżeńskie, jak Bóg zapatruje się na tę sprawę. Wykazano ponadto, iż pojęcie rozpusty (po grecku: porneia), tak obrzydliwej w oczach Bożych, obejmuje wszelkie formy niemoralnych stosunków cielesnych (1 Kor. 6:9,10). Pouczenia te przyjęto z docenianiem, a osoby, które porzuciły takie nieczyste praktyki, za przykładem Dawida skierowały do swego niebiańskiego Ojca jakże słuszną prośbę: "Zechciej mnie uwolnić od błędów popełnionych nieświadomie!" - Ps. 19:13, Poz.

Rzecz jasna w świetle opisanych przez Raymonda Franza faktów od strony kulis, zwykłą manipulacją i kłamstwem jest zdanie zawarte w powyższej Strażnicy, iż "pouczenia te przyjęto z docenianiem", gdyż wywołały one masowe protesty i zgorszenie. Tym bardziej, że autorem obu artykułów (z 1972 i 1974) był właśnie Raymond Franz, i na bieżąco śledził wyrażane w tej materii komentarze Świadków kierowane do Biura Głównego. Jak sam przyznał, osobiście nie popierał decyzji Ciała Kierowniczego o wykluczaniu za tego rodzaju praktyki w obrębie małżeństwa, jednak podczas głosowania podporządkował się zdaniu większości i na polecenie Ciała przygotował cytowany powyżej materiał.

Im bardziej narastało nieprzejednane stanowisko Towarzystwa, tym większy jawił się opór w zborach. Coraz bardziej wstrząśnięty takim obrotem sprawy Ray Franz wspomina:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, s.46 ***

W ciągu pięciu lat wpłynęła bezprecedensowa liczba listów, po większej części kwestionujących biblijną podstawę pozwalającą członkom Ciała Kierowniczego ingerować w taki sposób w prywatne życie innych ludzi. W listach wyrażano też myśl, że nie można przyznać racji opublikowanym argumentom, przytaczanym na poparcie przyjętego stanowiska. (...) Inne listy, często od żon, wyrażały po prostu zakłopotanie i lęk zrodzony z niepewności odnośnie tego, czy ich seksualna "gra wstępna" jest stosowna.

Pewna kobieta napisała, że rozmawiała ze starszym, a ten poradził jej napisać do Ciała Kierowniczego po "pewną odpowiedź". Napisała więc o tym, że ona i jej mąż bardzo się kochają, po czym opisała "pewien typ gry miłosnej", z którego mają zwyczaj korzystać. Dodała następnie: "Wierzę, że jest to sprawa sumienia, lecz piszę, aby się upewnić".

Oto pełny tekst artykułu, w którym Ciało Kierownicze Świadków Jehowy wycofuje się z ponad 5-letniej kontroli intymnego życia członków swojej Organizacji:

*** The Watchtower z 15 lutego 1978, ss.30,31 [Straznica nr21 z 1978, ss.22-24] ***

● Czy Biblia podaje konkretne definicje określające, co jest moralne lub niemoralne w cielesnym współżyciu męża i żony? Czy należy do obowiązków starszych zborowych, by podejmować próby nadzorowania członków zboru w tych intymnych sprawach małżeńskich?

Trzeba przyznać, że Biblia nie zawiera żadnych konkretnych przepisów ani ograniczeń precyzujących, w jaki sposób mąż i żona mają ze sobą obcować cieleśnie. Występują tam krótkie opisy stosownych świadectw miłości, na przykład w Księdze Przysłów 5:15-20 oraz szeregu wersetów z Pieśni nad Pieśniami (1:13; 2:6; 7:6-8). Wersety powyższe oraz teksty takie jak Księga Joba 31:9, 10 poniekąd wskazują, co wtedy było w zwyczaju i uchodziło za normalne, jeśli chodzi o grę miłosną oraz stosunki płciowe. Wszystko to zresztą dziś jeszcze uważa się na ogół za normalne i powszechnie przyjęte.

Najdobitniejsza rada Pisma Świętego żąda od nas bezgranicznej miłości do Boga oraz miłowania bliźnich jak siebie samych. Mąż ma kochać żonę jak własne ciało, pielęgnować ją i darzyć szacunkiem (Mat. 22:37-40; Efez. 5:25-31; 1 Piotra 3:7). Jak stwierdza apostoł, miłość "dobrych nie narusza obyczajów, nie szuka własnej korzyści, gniewem się nie unosi" (1 Kor. 13:4, 5, Kow). Z pewnością wyklucza to jakiekolwiek wymuszanie na swoim partnerze małżeńskim praktyk, które ten uważa za niesmaczne bądź nawet odrażające i zwyrodniałe.

Pismo Święte nie wykracza poza te podstawowe wytyczne, toteż możemy tylko udzielić rady opartej na tym, co Biblia istotnie podaje. W przeszłości ukazały się w tym czasopiśmie pewne wypowiedzi dotyczące uprawiania w małżeństwie osobliwych praktyk seksualnych, takich jak stosunki oralne, przy czym postawiono je na równi z wypadkami rażącego naruszenia moralności. Z kolei wyciągnięto stąd wniosek, że osoby dopuszczające się takich praktyk podlegają wykluczeniu, o ile nie okażą skruchy. Przyjęto pogląd, że starsi zborowi są upoważnieni do prowadzenia dochodzeń i orzekania w sprawie takich form współżycia małżeńskiego.

Dalsze staranne rozważenie tej kwestii doprowadziło jednak do skrystalizowania się przekonania, że z uwagi na brak wyraźnych pouczeń biblijnych są to rzeczy, co do których same pary małżeńskie muszą wziąć na siebie odpowiedzialność przed Bogiem. Tego rodzaju intymne szczegóły życia małżeńskiego w takim razie nie wchodzą w zakres spraw podlegających kontroli starszych zboru i nie należy podejmować postępowania zmierzającego do wykluczenia, jeśli jedyną podstawą byłyby takie zarzuty.* Oczywiście jeśli ktoś chciałby się zwrócić do starszego o poradę, wolno mu (lub jej) to zrobić, a starszy może razem z tą osobą rozpatrzyć zasady biblijne, występując w charakterze pasterza, ale bez podejmowania się roli policjanta regulującego cudze życie małżeńskie.

Nie należy tego uznać za usprawiedliwianie wszelkich praktyk seksualnych, w jakie wdają się ludzie, gdyż absolutnie nie o to chodzi. Znajduje tu po prostu wyraz jasne poczucie obowiązku, by decydujący głos pozostawić Biblii i nie zajmować dogmatycznego stanowiska tam, gdzie raczej nie ma po temu wystarczających podstaw. Wyraża się w tym również zaufanie, że lud Jehowy jako całość pragnie wszystko czynić tak, jak dla Niego, i we wszystkich swoich poczynaniach odzwierciedlać Jego wspaniałe zalety. Uzewnętrznia się chęć pozostawienia osądu takich intymnych zagadnień w ręku Jehowy Boga oraz Jego Syna, dysponujących odpowiednią mądrością i znających wszelkie okoliczności, których uwzględnienie jest konieczne do wydania słusznych decyzji. Dobrze będzie, gdy zapamiętamy, że "wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga" oraz że "każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu" (Rzym. 14:7-10, 12). "Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre". — 2 Kor. 5:10.

Powinniśmy sobie ponadto uprzytomnić, iż kiedy apostoł pisał rady zawarte w Liście do Kolosan 3:5, 6, nie kierował ich tylko do osób w stanie wolnym, ale również do związanych węzłem małżeńskim. Oświadczył tam: "Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem". W Liście 1 do Tesaloniczan 4:3-7 Paweł radzi dalej, ażeby "każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie. (...) Nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do świętości".

Wspominając o "namiętności", apostoł z pewnością nie potępia naturalnego pędu zmysłów, który znajduje swe właściwe ujście i zaspokojenie w obrębie małżeństwa. Pragniemy normalnie pokarmu i napoju, i możemy w odpowiedni sposób temu uczynić zadość. Ktoś jednak może się stać żarłokiem lub pijakiem, gdy zacznie pobłażać sobie i zapomni o umiarze w jedzeniu bądź piciu. Podobnie też sprawy seksu mogą człowieka pochłonąć do tego stopnia, że zaspokojenie pragnień zmysłowych stanie się jego najważniejszym i głównym celem, zamiast być dodatkiem, czyli podrzędnym dopełnieniem tych dowodów miłości, do których zachęca Biblia. Dany człowiek osiąga wówczas ten stopień chciwości, który "jest bałwochwalstwem", i właśnie żądzy swoich zmysłów oddaje bałwochwalczą cześć. — Efez. 5:3, 5; Filip. 3:19; Kol. 3:5.

Co w takim razie należy powiedzieć o sytuacji, gdy osoba komuś poślubiona, na przykład żona, zwraca się do starszego w zborze ze skargą, że partner obraża ją, zmuszając do praktyk seksualnych, których ona nie znosi, bo są dla niej perwersyjne i odrażające? Jeżeli współmałżonek gotów jest porozmawiać na ten temat, starszy może zaproponować, że ewentualnie w towarzystwie drugiego starszego spróbuje na podstawie rad biblijnych pomóc danej parze w rozwiązaniu ich problemu.

A co wtedy, gdy ktoś żyjący w stadle małżeńskim utrzymuje, że pewne poczynania współmałżonka są wystarczająco rażące, aby je podciągnąć pod grecki termin porneia, występujący w Ewangelii według Mateusza 19:9 ("rozpusta", Poz)? Jak już wykazano, Pismo Święte nie podaje szczegółowych informacji, które pozwalałyby stanowczo orzekać, czy określone praktyki seksualne w ramach małżeństwa są lub nie są objęte pojęciem porneia. Warto zaznaczyć, iż ów termin grecki pochodzi od słowa, którego podstawowym znaczeniem było "sprzedawać" bądź też "poddawać się albo oddać się czemuś", wobec czego porneia to "zaprzedanie się albo wydanie siebie na łup pożądliwości lub lubieżności". Forma czasownikowa (porneuo) oznacza między innymi "deprawować" (Słownik grecko-angielski Liddella i Scotta; zobacz też Słownik grecko-polski Zofii Abramowiczówny). Jeżeli ktoś pozostający w związku małżeńskim uważa, że praktyki partnera, chociaż nie dotyczą nikogo spoza małżeństwa, są mimo to tak gorszące, iż wyraźnie świadczą o lubieżności lub staczaniu się w lubieżność, musi to być jego własna decyzja i sam ponosi za nią odpowiedzialność.

Komuś takiemu wolno utrzymywać, że ma wszelkie dane składające się na biblijną podstawę do rozwodu. W tym wypadku musi sam (lub sama) wziąć na siebie odpowiedzialność przed Bogiem za ewentualne wszczęcie postępowania rozwodowego. Nie można wymagać od starszych, by wyrazili aprobatę rozwodu (z punktu widzenia Biblii), chociaż nie są pewni jego zasadności. Skoro sprawa nie jest jasna, nic ich również nie upoważnia do narzucania drugim głosu swojego sumienia (Jak. 4:11, 12). Po udzieleniu takiej porady biblijnej, jaką uznają za stosowną, mogą następnie wyłożyć zainteresowanej osobie powagę tej sprawy oraz pełną odpowiedzialność, którą weźmie na siebie w razie przeprowadzenia rozwodu. Jeżeli ktoś jedynie szuka pretekstu do rozerwania węzła małżeńskiego, niewątpliwie ściągnie na siebie niełaskę Bożą, gdyż w odniesieniu do takiego zdradzieckiego postępowania z partnerem Bóg powiedział, że 'nienawidzi rozwodów' (Malach. 2:16, Poz). "Rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg", a żaden człowiek, który rozwodzi się pod jakimś pretekstem, a potem wstępuje w inny związek, nie uniknie tego sądu (Hebr. 13:4). Starsi mogą być pewni, że w słusznym czasie Pan "rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc" (1 Kor. 4:4, 5). Ktokolwiek sieje oszustwo i zdradę, bezwzględnie zbierać będzie cierpienia, gdyż "Bóg nie dozwoli z siebie szydzić". — Gal. 6:7, 8.

Podobnie jak starsi zborowi przyznają swoim braciom i siostrom prawo do postępowania według własnego sumienia w sprawach, których Pismo Święte nie precyzuje bez niedomówień, tak i sami starsi mają prawo kierować się sumieniem, gdy chodzi o ich ocenę osób decydujących się na wątpliwe kroki. Jeżeli są szczerze przekonani, że poczynania jakiegoś członka zboru w takich sprawach nie pozwalają im spokojnie zalecić go na stanowisko służby, gdzie trzeba świecić przykładem, to mają prawo posłuchać głosu swego sumienia. — 1 Tym. 1:19; 3:2-12; 5:22.

[Przypis]

* Powoływano się na wypowiedzi apostoła z Listu do Rzymian 1:24-27, dotyczące "pożycia zgodnego z naturą" kobiety i mężczyzny. Czytelnikowi rzuca się w oczy i zresztą konsekwentnie to przyznawano, że w kontekście jest mowa o homoseksualizmie. Wypowiedzi te nie dotyczą bezpośrednio cielesnego współżycia męża i żony. Trzeba również przyznać, że nawet takie wyrazy miłości, które są zupełnie normalne i powszechnie przyjęte między mężem a żoną, byłyby "przeciwne naturze" u osób tej samej płci, a niemoralne u osób nie związanych małżeństwem. Jeżeliby więc z powyższych słów apostoła czerpać wytyczne na temat praktyk seksualnych w obrębie małżeństwa, to należy je uważać za wskazówki pośrednie i mające jedynie charakter sugestii, a nie za ostateczne rozstrzygnięcia, mogące stać się podstawą do ustanowienia rygorystycznych i nienaruszalnych mierników prawnych. Równocześnie jest możliwe, a nawet prawdopodobne, że niektóre praktyki mające obecnie miejsce między mężami i żonami były pierwotnie uprawiane jedynie przez homoseksualistów. W tym wypadku oczywiście miałyby one co najmniej wulgarne pochodzenie. Toteż nie jest to kwestia, nad którą sumienny chrześcijanin mógłby łatwo przejść do porządku po prostu dlatego, że wspomniane wyżej teksty nie dotyczą bezpośrednio osób w stanie małżeńskim.

W gruncie rzeczy należałoby się cieszyć takim obrotem sprawy. Jednakże dla tych, którzy mieli bezpośredni udział w tym "polowaniu na czarownice" [zarówno "myśliwi", jak i ofiary], szkody jakie ponieśli w swych sumieniach i relacjach z małżonkami oraz braćmi w zborze są nieodwracalne. Raymond Franz konkluduje:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, s.52 ***

Gdy patrzę na leżące obok mnie listy, z których niejedne były cytowane, wówczas wszelka satysfakcja, jaką przyniosło mi napisanie artykułu korygującego poprzednie stanowisko Organizacji, wydaje mi się próżna. Wiem bowiem, że bez względu na to, co zostało powiedziane, słowa nigdy nie będą w stanie zrekompensować lub naprawić szkód w postaci zażenowania, zamieszania, emocjonalnych cierpień, wyrzutów sumienia i zniszczonych małżeństw. Wszystko to było rezultatem poprzedniej decyzji – decyzji podjętej w ciągu zaledwie kilku godzin przez ludzi, z których prawie wszyscy dowiedzieli się o sprawie w momencie jej przedstawiania, nie mając żadnej możliwości wcześniejszego zapoznania się z nią, zastanowienia się nad nią i przemyślenia jej, decyzji podjętej wreszcie bez modlitwy i bez studium Pisma Świętego. Decyzja nasza była jednak w okresie pięciu lat wiążąca dla Świadków Jehowy całego świata i okaleczyła wielu ludzi na całe życie. Wszystko to w ogóle nie powinno się wydarzyć.

Jednak ta "gorzka satysfakcja" Franza nie trwała zbyt długo, bo zaledwie pięć lat później (już po jego rezygnacji z członkostwa w Ciele Kierowniczym) powrócono do ganienia i karcenia małżonków za praktykowanie seksu oralnego i analnego w swoich sypialniach:

*** The Watchtower z 15 marca 1983, s.31 [Strażnica nr7 z 1984, s.28] ***

Ale co wtedy, gdy jedna ze stron chce lub wprost żąda, by partner brał udział w czymś jawnie należącym już do zboczeń? Z omówionego dotąd materiału wynika, że porneia obejmuje różne nieprzyzwoitości uprawiane poza małżeństwem. Toteż narzucanie wynaturzonych aktów — na przykład stosunku oralnego lub analnego — w obrębie własnego małżeństwa nie stanowi biblijnej podstawy do rozwodu, który ewentualnie uprawniałby do wstąpienia w nowy związek. (...)

Jeżeli jednak wyjdzie na jaw, iż któryś z jego członków uprawia lub otwarcie pochwala wynaturzone stosunki w obrębie małżeństwa, to z pewnością nie będzie on już miał nieposzlakowanej opinii i dlatego przestaną mu przysługiwać szczególne przywileje, jak na przykład praca w charakterze starszego, sługi pomocniczego lub pioniera. Praktykowanie i aprobowanie wspomnianych występków może wręcz doprowadzić do wykluczenia ze społeczności. (...)

"Porneia" obejmuje więc cudzołóstwo (po grecku: "moicheia"), a także szereg innych niemoralnych praktyk pozamałżeńskich, w tym również stosunki oralne lub analne oraz spółkowanie ze zwierzętami.

Po latach Raymond Franz skomentował to następująco:

*** Kryzys sumienia, 2004, 2006, s.52 ***

Kilka lat po mojej rezygnacji z członkostwa w Ciele Kierowniczym, organizacja przywróciła podstawowe, wcześniej stosowane zasady odnośnie "nienaturalnych praktyk seksualnych". Strażnica angielska z 15 marca 1983 r., na stronach 30 i 31 zawiera co prawda stwierdzenie, że do starszych nie należy roztaczanie jak gdyby "policyjnego" nadzoru nad osobistymi sprawami par małżeńskich, lecz mimo to stanowi, iż otwarte pochwalanie lub uprawianie "wynaturzonych stosunków" w obrębie małżeństwa dyskwalifikuje danego człowieka jako starszego lub jako osobę zamianowaną przez Towarzystwo na inne stanowisko i "może wręcz doprowadzić do wykluczenia ze społeczności". Lloyd Barry nie był obecny, gdy taktyka z 1972 roku została skutecznie unieważniona za sprawą decyzji Ciała Kierowniczego i po swoim powrocie wyraził dezaprobatę dla tego unieważnienia. Z uwagi na to, że przewodził on Działowi Redakcyjnemu i nadzorował wydawanie materiału zamieszczanego w Strażnicy, mógł wywrzeć wpływ na powrót do wcześniejszego stanowiska. W każdym razie materiał z 1983 roku nie zaowocował wielką falą przesłuchań sądowniczych, która towarzyszyła wstępnemu obwieszczeniu wcześniejszej taktyki z 1972 roku, Stało się tak być może dlatego, że dawniejsze doświadczenia wydały na tyle złe owoce, iż ukróciło to zapędy starszych do prowadzenia śledztw.

Na przestrzeni kolejnych lat kilkakrotnie jeszcze powracano do stanowiska z 1972 roku i kilkakrotnie je łagodzono. Trudno się zatem dziwić, że ogromna większość Świadków ma mętlik w głowie, jeśli chodzi o "dozwolone" i "zabronione" przez "Jehowę" praktyki seksualne. Tematyka ta regularnie pojawia się na wszelkich kursach dla starszych i nadzorców podróżujących, jednak poza odwołaniem się do bieżących wytycznych Towarzystwa, wykładowcy nie są w stanie podać zadowalających biblijnych wyjaśnień, gdyż takowe po prostu nie istnieją.

Czy sypialnie Świadków Jehowy kiedykolwiek zostaną zostawione w spokoju? Czy skończy się nieustanne zaglądanie im pod kołdy? Opierając się na analizie literatury Towarzystwa Strażnica z ostatnich 40 lat wydaje się to wątpliwe.

Szczegółowe zestawienie nauczania Towarzystwa Strażnica odnośnie intymnych relacji pomiędzy małżonkami znajdziesz w artykule Co wolno robić Świadkom Jehowy w łóżku?